DEADLINE [całość]


Dziś przychodzę z odgrzewanymi kotletami... :p A tak na serio, przenoszę deadline na tego bloga, bo mam ich zdecydowanie zbyt dużo, a tutaj jest dobre miejsce na taki miks, w końcu to zbiór opowiadań. Tak więc przedstawiam wam po raz nie wiem który ten tekst, już w ostatecznej wersji, bez podziału na krótkie rozdziały. Był betowany jakiś czas temu przez Gabi z fejsa, ale jeśli ktoś coś zauważy to śmiało dać znać w komentarzu. ;) 

PS. Czcionka w kursywie znowu świruje, przepraszam, jeśli raz będzie większa a raz mniejsza. ;/


DEADLINE

Abigail McKenzie to młoda, dwudziestotrzyletnia kobieta, która rozpoczyna staż w firmie Hood Company i podlega bezpośrednio szefowi, Calumowi Hoodowi. Gdy dziewczyna nie wyrabia się z pierwszym deadlinem, szef postanawia nauczyć ją dotrzymywania terminów.
[deadline – ang. ostateczny termin ]

prolog


Stałam przed dużym, oszklonym budynkiem, oddychając nierównomiernie. Miałam dwadzieścia trzy lata i właśnie miałam rozpocząć roczny staż w Hood Company, co sprawiało, że moje kolana drżały, oddech był szybki i nierówny oraz... zaraz będę spóźniona. Zerknęłam w szybę, po raz ostatni przygładzając granatową, obcisłą spódnicę, sięgającą dziesięć centymetrów nad kolana. Biała koszula prześwitywała, ukazując światu zarys mojego białego push-up'a, a dwa rozpięte guziki przyciągały wzrok mijających mnie mężczyzn – i co najlepsze, wcale nie robiłam tego specjalnie. Długie, czarne włosy sięgały mi nieco ponad talię, a kilka kosmyków z prawej strony zaplotłam w cienkiego warkoczyka i przypięłam wsuwkami. Nie miałam na sobie makijażu – jedynie tusz na rzęsach, róż na kościach policzkowych i szminkę, która swoją czerwienią kontrastowała z moją bladą, alabastrową cerą.
Wzięłam głęboki oddech i poprawiłam złoty łańcuszek mojej małej, granatowej torebki, kolorem dopasowanej do dziesięciocentymetrowych szpilek. Stukając obcasami, ruszyłam do wejścia. Szklane, przyciemniane drzwi rozsunęły się, wpuszczając mnie do środka i zamykając za mną, jednocześnie odcinając od hałasu głównej ulicy. Otoczyła mnie cisza panująca w recepcji. Kilka metrów ode mnie stał barczysty ochroniarz, którego gigantyczne mięśnie aż za mocno rozciągały czarną – w tym wypadku nie można było powiedzieć, że czarny wyszczupla – koszulkę. Starając się nie panikować, podeszłam do długiego blatu recepcji naprzeciw wejścia. Za zabudowanym biurkiem z jasnego drewna siedziało pięć kobiet – każda nienagannie ubrana, każda na własnym stanowisku, za własnym komputerem.
– Um... Dzień dobry? – powiedziałam do nikogo konkretnego, co niestety bardziej zabrzmiało jak pytanie.
– Abigail? – zapytała jedna z nich, siedząca najbliżej mnie i spoglądająca na mnie zza oprawionych na fioletowo okularów. Miała krótko obcięte, tlenione włosy i miły uśmiech.
– Zgadza się – przytaknęłam.
– Pan Hood czeka, proszę za mną – powiedziała z serdecznym uśmiechem i wstała, kierując się do bocznej windy.
Wcisnęła jakiś guzik, a metalowe drzwi rozstąpiły się, ukazując małe, wyłożone lustrami pomieszczenie.
– Siódme piętro, pan Hood już na ciebie czeka – powiedziała głośno. Zawahała się i po chwili pochyliła w moją stronę, kontynuując szeptem: – Postaraj się nie flirtować z szefem, bo wylecisz szybciej, niż zdążysz pomyśleć.
A potem odwróciła się i odeszła.
Huh?
Wsiadłam do windy, przeglądając się w lustrze. Sprawdziłam, czy aby nie rozmazała mi się szminka przez te kilka minut od wejścia do recepcji oraz czy moje włosy wyglądają w porządku. Starałam się uspokoić oddech, co nie do końca mi wychodziło.
Nie panikuj, nie panikuj – powtarzałam w myślach, mimowolnie zaciskając pięści.
Będzie dobrze. Wypadniesz świetnie. Nie spieprzysz tego – oszukiwałam samą siebie, patrząc w niebieskie oczy mojego lustrzanego odbicia.
Spojrzałam na wyświetlacz, znajdujący się nad guzikami do wyboru piętra i z rosnącym przerażeniem obserwowałam, jak liczby z każdą chwilą się zwiększają, nieubłaganie zbliżając do siódemki. Irytujący dźwięk towarzyszył otworzeniu się drzwi, a pierwsze co zauważyłam, to młody mężczyzna stojący przed wejściem do windy.
Wsiada tutaj?
– Abigail McKenzie. Zgadza się? – powiedział, oczekując potwierdzenia.
Skąd oni wszyscy wiedzą, jak się nazywam, skoro nawet nie miałam okazji się przedstawić?
– Zgadza – potwierdziłam i podeszłam do niego, ściskając wyciągniętą w moją stronę dłoń. Była ciepła i nieco szorstka, a uścisk - mocny.
Wyglądał na niewiele starszego ode mnie – być może dwa, trzy lata. Czekoladowe oczy obserwowały mnie uważnie. Jego czarne włosy były w lekkim nieładzie. Miał na sobie szary garnitur, dopasowany krawat, rozluźniony, jak zauważyłam, a pierwszy guzik białej koszuli rozpięty.
– Calum Hood – zwrócił się do mnie, wciąż trzymając moją dłoń. – Prezes Hood Company i twój szef. – Jego łagodną dotąd twarz zeszpecił pełen satysfakcji uśmiech.
Czyżby był zadufanym w sobie dzieciakiem, wychowanym w bogatej rodzinie, który stanowisko zdobył dzięki ojcu?
– Zapraszam do mojego biura. Tam dowiesz się wszystkiego.
Nie czekając, ani nie sprawdzając, czy idę za nim, ruszył w tylko sobie znanym kierunku, wkładając dłonie do przednich spodni od garnituru. Zagwizdał wesoło pod nosem, a mi nie pozostało nic innego jak iść za nim.
Zapowiada się ciężki rok... o ile w ogóle dostanę się na ten staż.


first deadline


Irytujący dźwięk budzika – byłam pewna, że to wynalazek szatana – wyrwał mnie z sennej rzeczywistości, gdzie do woli mogłam śnić o moim szefie, do szarej rzeczywistości, gdzie nawet uśmiech posłany w jego stronę narażał cię na mordercze spojrzenie. Dobra, może i przesadzałam, ale w ciągu tego miesiąca, który spędziłam w firmie, dziewczyny opowiedziały mi tyle plotek, że po dwóch godzinach słuchania głowa bolała mnie jak jeszcze nigdy.
A mówią, że kobiety uwielbiają plotkować.
W każdy piątek po pracy większość dziewczyn z piętra siódmego chodziła na drinka lub dwa do klubu przecznicę dalej, a ja wybrałam się z nimi. Raz. I o jeden raz za dużo. Jak się okazało, Calum Hood był głównym tematem wszystkich plotek w Hood Company.
Plotka pierwsza: Calum Hood nie zdał szkoły podstawowej – aby ją obalić, wystarczyło przez chwilę z nim porozmawiać. Starannie dobierał słowa, mówił dobitnie i jasno. Wystarczyło też przez chwilę towarzyszyć mu przy pracy – wykonywał sumiennie nawet najmniejszą czynność, każdy detal musiał być dopracowany.
Plotka druga: w ostatnim kwartale rozbił siedem samochodów – tej informacji nikt nie miał jak potwierdzić, jeśli nie liczyć tego, że gdy przyjeżdżał do firmy innym samochodem, nikt już nie widział poprzedniego.
Plotka trzecia – i za razem najlepsza: Calum Hood jest gejem.
I właśnie prawdziwość tej ostatniej ciekawiła mnie najbardziej. Nie obchodziło mnie jego wykształcenie, a tym bardziej samochody. Nie ukrywałam, nawet przed sobą, że był przystojnym, młodym mężczyzną, zupełnie takim, jakich lubię. Fascynował mnie i zadziwiał, a jedynym minusem był fakt, że to mój szef.
Wysunęłam lewą stopę spod ciepłej kołdry i od razu ją cofnęłam. Zimno. Spojrzałam na budzik – było już wpół do ósmej. Musiałam się pośpieszyć. Przez chwilę leżałam, rozważając, czy lepiej będzie jak szybko wyskoczę z łóżka, czy jak po kolei wydostanę każdą kończynę spod kołdry. Nie lubiłam mojego zimnego mieszkania, jakie dostałam od rodziców na zakończenie studiów. Było zimne, zimne i... zimne. Stalowo-niebieskie ściany mnie przytłaczały, tylko sprawiając wrażenie, że w pokoju jest jeszcze zimniej niż w rzeczywistości.
Czas uciekał nieubłaganie – nie tylko w sprawie pobudki do pracy. W głowie wciąż miałam zakodowaną informację, że do dzisiaj muszę oddać pierwszy projekt. Mijał ostateczny termin, a ja miałam do zrobienia jeszcze połowę.
– Wstawać, Abigail, trzeba wstawać – próbowałam się zmotywować.
Rusz swoje leniwe dupsko!
Odrzuciłam kołdrę na bok, a moje nagie – zasłonięte jedynie miękką, koronkową bielizną – ciało owinęły macki zimna. Wzdrygnęłam się z obrzydzenia na to beznadziejne porównanie. Ośmiornica – fuj. Powoli usiadłam, ale szybkie spojrzenie na zegarek sprawiło, że poderwałam się gwałtownie.
Wygląda na to, że dzisiaj się spóźnię.
Boso przebiegłam przez zimne panele podłogowe, kierując się do kuchni, gdzie panowały zimne kafelki.
Dlaczego w tym mieszkaniu wszystko musi być takie zimne!?
Szybko nastawiłam wodę na kawę, a sama biegiem udałam się do łazienki, aby zrobić lekki makijaż. Nie lubiłam mojej alabastrowej cery, uważałam ją za zbyt jasną i robiłam wszystko, aby nie wyglądać jak żywy trup.
Kolejne błyskotliwe porównanie, Abigail, gratulacje!
Rozczesałam długie, czarne włosy i gdy już były idealnie, gładkie, zebrałam je i zwinęłam w niezbyt ciasnego koczka. Gumka, kilka wsuwek i po sprawie. Wyglądałam nie najgorzej, chociaż bywały lepsze dni. Bieliznę wrzuciłam do kosza na pranie, a w sypialni nałożyłam świeżą. Rozważałam założenie rajstop, ale zrezygnowałam z tego pomysłu – to tylko kolejne stracone minuty, których w tamtym momencie nie miałam. Włożyłam białą koszulę z żorżety, do której czarna bielizna nijak nie pasowała, trudno, oraz miękką, materiałową spódniczkę, jakie ostatnio nosiły licealistki. Wszystkie wąskie, ołówkowe spódnice, jakie posiadałam, leżały brudne w koszu na pranie, na które ostatnio nie miałam czasu. Jako głupia stażystka pomyślałam, że skoro na wykonanie projektu mam miesiąc, zacznę w ostatnim tygodniu. I wyszło jak zawsze – czyli nie wyszło. W ciągu ostatnich trzech dni pracowałam nawet w domu po nocach, zaniedbując inne obowiązki, szczególnie te domowe.
Jakby matka zobaczyła, ile kurzu jest w mieszkaniu, jak nic dostałabym po głowie i na tym by się skończyło – pomyślałam cierpko.
Ekspresowo zalałam kawę wrzątkiem, a z lodówki wyjęłam mleko. Szybkie spojrzenie na zegarek – musiałam się pośpieszyć. Trzy łyżeczki cukru i chwilę mieszania później już piłam mój napój, bez którego nie potrafiłam przeżyć dnia, ale nie dane mi było długo rozkoszować się ulubionym, słodkim smakiem, bo dwa łyki później patrzyłam z przerażeniem na powiększającą się plamę na mojej białej bluzce.
– Kurwa mać! – huknęłam.
Dałam za tę bluzkę fortunę!
W biegu zdejmowałam ubranie, uderzając biodrem o futrynę drzwi kuchennych – przez co z moich ust wydobyło się kolejne przekleństwo – i popędziłam do łazienki, chcąc zaprać plamę po kawie.
– Kurwa, kurwa, kurwa... – mruczałam pod nosem.
To nie będzie dobry dzień...

###

– Cześć! – przywitała mnie Codaline, gdy tylko szklane drzwi zasunęły się za mną, odgradzając od ulicznego gwaru.
Z ulgą powitałam ciszę, panującą w recepcji Hood Company. Uśmiechnęłam się do Cod i mimo spóźnienia podeszłam do jej biurka.
– Hej – powiedziałam. – Muszę lecieć na górę, bo jestem spóźniona, ale proszę cię, zrobisz mi kawę? – Spojrzałam błagalnie na kobietę, którą spokojnie mogłam nazwać moją przyjaciółką z pracy. Zaśmiała się, a jej tlenione włosy podskakiwały lekko, gdy zabawnie poruszyła głową.
– Jasne – odpowiedziała. – Spadaj na górę. Rozpuszczalna z mlekiem i trzema łyżeczkami cukru, tak?
– Oczywiście. Dziękuję, jesteś wielka! – krzyknęłam, będąc już prawie przy windzie.
Miałam nadzieję, że nikt ważny – na przykład szef – nie zauważy mojego spóźnienia, bo jako iż byłam na stażu, mogło się to dla mnie źle skończyć.

###

Wskazówki zegara nieubłaganie przesuwały się dalej i dalej, podsycając moje zdenerwowanie i skracając czas, jaki mogłabym wykorzystać do robienia projektu. Chwilę później wskazówka godzinowa stanęła na lśniącej ósemce. Byłam jedyną osobą, która została po godzinach – nie licząc ochroniarzy w recepcji i Caluma Hooda siedzącego w swoim gabinecie, do którego powinnam się skierować. Odkładałam to jak najdłużej, ale o dziesiątej zamykali budynek i nie było szans, abym miała w dwie godziny skończyć projekt.
Dawaj, Abi, idź i się wytłumacz.
Wstałam i założyłam szpilki, które od kilku godzin leżały luzem pod moim biurkiem i wygładziłam błękitną koszulę bez rękawów, w którą przebrałam się. Miałam nadzieję, że plama się odpierze – zostawiłam bluzkę w misce z zimną wodą. W przeciwnym razie ten dzień będzie jeszcze większą porażką.
Powoli ruszyłam na drugi koniec korytarza, mijając boksy odgrodzone szybami, z każdą chwilą – przybliżającą mnie do starcia z szefem – stresując się coraz bardziej. Kilka głębokich wdechów później pukałam do drzwi gabinetu.
– Wejść! – Dobieg mnie jego przytłumiony głos.
Nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, wchodząc do środka i zamykając je za sobą. Hood wydawał się się nie być zaskoczony moją wizytą.
– Abigail – powiedział. – Przyniosłaś mi gotowy projekt? – zapytał takim tonem, jakby doskonale wiedział, że go nie zrobiłam.
– No właśnie, szefie, ja w tej sprawie... bo... ugh – sapnęłam mało atrakcyjnie, co sprawiło jedynie, że jego pełne usta wygięły się w lekkim, nieco cierpkim uśmiechu. – Bo ja tak jakby... – próbowałam dalej, po chwili jednak rezygnując i garbiąc się. – Nie zdążyłam – wyznałam z końcu ze skruchą w głosie.
Może jeśli pokażę, że mi przykro to on...
– Nie zrobiłaś. – Nie zdążyłam nawet pomyśleć do końca, gdy powtórzył moje słowa, a w jego tonie wyczułam niebezpieczną nutę. Uniósł jedną brew do góry i, chociaż siedział na krześle za biurkiem, spojrzał na mnie z góry – tak, jak tylko szefowie potrafią.
– Nie zrobiłam – szepnęłam.
– Wiesz co dzisiaj jest?
– Deadline – odpowiedziałam. – Ja bardzo przepraszam, naprawdę. Nie zdążyłam i ja się naprawdę starałam, i nawet pracowałam w domu, i ja... nawet zostałam dzisiaj dłużej, i ja naprawdę bardzo chciałam to skończyć, ale ja naprawdę nie zdążyłam. – Plątałam się we własnych słowach i moje policzki w tym momencie wcale nie potrzebowały różu, gdyż wypłynęły na nie wielkie i palące rumieńce.
– Owszem, dzisiaj mija deadline. Ostateczny termin. Projekt powinien dziś leżeć tutaj. – Uderzył dłonią w dębowy blat biurka. – Nie dość, że się dziś spóźniłaś, to nie oddałaś pracy.
– Ja...
Zmarszczył brwi, spoglądając na mnie surowo. Gdy się denerwowałam, z moich ust wychodziła niezrozumiała wiązanka, w której wciąż powtarzałam „ja”, co często denerwowało zarówno mnie, jak i ludzi do których mówiłam.
– Więc jest tylko jeden sposób, aby nauczyć cię być terminową.
Co?
– Podejdź – powiedział i podniósł się z czarnego, skórzanego fotela. – Podświadomie się tak ubrałaś? – zapytał, a ja spojrzałam na niego zaskoczona, nie rozumiejąc, o czym on mówił.
Zrobiłam kilka kroków w jego stronę, nie bardzo wiedząc, po co ani czemu tak rozkazał. Zanim jednak w mojej głowie zdążyły się pojawić przeróżne teorie, Calum zaatakował moje usta swoimi. Były miękkie i słodkie – smakował białą czekoladą. Powiedzieć, że byłam zaskoczona, byłoby niedomówieniem roku. Ale w tym samym czasie, łapiąc mnie za biodra, odsunął od siebie i przekręcił tak, że stałam tyłem między nim a jego biurkiem. Czułam na szyi jego ciepły oddech, gdy umieścił swoją dłoń między moimi łopatkami i popchnął mnie w przód, zmuszając do pochylenia się i oparcia łokci na blacie.
– Ale... – Sama nie wiedziałam, co chcę powiedzieć.
Wziął mnie z zaskoczenia, cwaniak.
– Bądź cicho – prychnął. – Ta spódniczka jest idealna – mruknął pod nosem, ale i tak usłyszałam.
Złapał za jej brzeg i pociągnął do góry, zarzucając czarny materiał aż na moje plecy i odsłaniając czarną, koronkową bieliznę. Ścisnęłam uda, czując niespodziewaną falę pożądania.
Cholera, czy on..?
Bez szpilek byłam osobą dość wysoką, ale mimo to nosiłam te kilkunastocentymetrowe obuwie – w tym momencie jednak trochę żałowałam. Mój tyłek był wypięty wysoko do góry. Oddychałam szybciej, obawiając się tego, co miało mieć miejsce za chwilę.
– Rozsuń nogi – powiedział, a ja mogłam usłyszeć dźwięk rozpinanego paska od spodni.
Kurwa mać, co on ma zamiar mi zrobić?!
Mimo przerażenia, rozsunęłam lekko nogi. Otworzył szufladę obok mnie i wyjął z niej pojedynczą prezerwatywę. Poniekąd odetchnęłam z ulgą, ale po chwili przerażenie wróciło – przecież był moim szefem!
Jego duże, szorstkie dłonie znalazły się na moich pośladkach, a ja drgnęłam niespokojnie. Włożył palce wskazujące pod materiał mojej bielizny i pociągnął ją w dół, aż do kolan, obnażając mnie. Mimowolnie zacisnęłam uda, nie chcąc, aby zobaczył, że moje dolne wargi już były nabrzmiałe od pożądania. Warknął coś pod nosem i brutalnie wpychając mi dłonie między nogi, rozszerzył je. Poczułam, jak pochyla się nade mną. Jego członek naparł między moje pośladki, a jego klatka piersiowa przywarła do moich pleców. Ciepły oddech owionął moje prawe ucho, gdy szepnął:
– Teraz będę cię pieprzył. Nie dla twojej przyjemności, ale dla mojej.
A potem wszedł we mnie, zanim zdążyłam dobrze przemyśleć jego słowa. Jego wielka i silna erekcja wślizgnęła się we mnie bez problemu. Zaparło mi dech w piersi, gdy wcisnął się do samego końca, aż do nasady. Z mojego gardła wydobyło się mało atrakcyjne sapnięcie. Pochyliłam głowę w dół i mocno przylgnęłam przedramionami do mosiężnego biurka.
Błagam, niech nikt sobie o niczym nie przypomni i nagle tutaj nie wejdzie...
Przypomniałam sobie jednak, że byliśmy sami. Tylko we dwoje. Z moich ust wychodziły długie jęki, których nie potrafiłam powstrzymać, podczas gdy on wchodził we mnie za każdym razem coraz mocniej i szybciej.
To wszystko trwało zaledwie kilka minut. Jego stłumiony jęk doszedł do moich uszu w tym samym czasie, gdy wytrysnął we mnie. Sprawnie się wysunął, a moje kolana zmiękły do tego stopnia, że zwaliłam się na biurko, dociskając do niego całym ciałem.
Wredota, zadbał tylko o siebie!
Byłam upokorzona, wściekła i zirytowana. Pociągnął materiał mojej spódniczki, która delikatnie opadła, okrywając mnie.
– Każdy następny projekt wykonasz szybciej – odezwał się poważnym głosem. – Wtedy i ty zaznasz przyjemności. Jeśli zaś spóźnisz się, tyle dni ile spóźnień, tyle będę cię pieprzył dla własnej przyjemności, jak dzisiaj. A teraz możesz już iść.
Wstałam i chwiejąc się na wysokich szpilkach, podciągnęłam majtki, a następnie wyszłam, mówiąc ciche „dobranoc”.

###

– Daj spokój, szef jest rygorystyczny, ale jeszcze nikt nie był tak przerażony przed oddaniem projektu, jak ty – mówiła Codaline, gdy po pracy siedziałyśmy na wysokich barowych krzesłach, pijąc swoje drinki.
Oczywiście, że nikt się nie skarżył, bo kto z własnej woli opowiadałby o tym, jak jego szef wykorzystuje go seksualnie, pomyślałam z kpiną, ale nie wypowiedziałam tego na głos.
– Łatwo ci mówić, to nie ty spóźniasz się już drugi dzień i zamiast siedzieć w domu i pracować, siedzisz w barze – prychnęłam. – Tobie to fajnie. Siedzisz sobie w recepcji i już.
– Wbrew pozorom to wcale nie takie łatwe, ale nie przyszłyśmy tutaj, aby mówić o pracy. Rozluźnij się czy coś – zaśmiała się i założyła za ucho luźny kosmyk tlenionych włosów.
Może ja też skrócę swoje?, przeszło mi przez myśl.
– Jak myślisz, pasowałaby mi taka fryzura jak twoja?
Codaline spojrzała na mnie uważnie. Pokazała mi palcem, abym przekręciła lekko głowę w jedną, a potem w drugą stronę. Po chwili powiedziała:
– Myślę, że byłoby ładnie, ale masz takie piękne, długie włosy, że aż szkoda je ścinać. – Posłała mi uśmiech.
Pokiwałam głową, przyznając jej rację. Dopiłam do końca swojego drinka i moje myśli znowu wróciły do projektu, który wciąż nieskończony leżał w domu. Westchnęłam.
Jak tak dalej pójdzie, zrezygnuję ze stażu zanim zdążą mnie wyrzucić...

###

Trzy dni – z takim opóźnieniem oddawałam mu projekt. Znów było po godzinach i znów tylko oboje zostaliśmy w biurze. Wiedziałam, co nastąpi i poniekąd przygotowałam się na to psychicznie. Dla jego wygody znów założyłam tę samą spódniczkę co wtedy. Miękka, lekka i przede wszystkim luźna. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, że miałby podnieść do góry jedną z tych wąskich, ołówkowych. Wtedy najpewniej kazałby mi ją całkiem ściągnąć, więc wolałam uprościć i mi i jemu sprawę. I ograniczyć moje upokorzenie.
Zapukałam, a moje serce waliło w piersi jak oszalałe. Przyciskałam do biustu białą, tekturową teczkę z gumką, w której miałam wszystkie dokumenty związane z projektem.
– Wejść.
Niepewnie weszłam do środka. Siedział za biurkiem, na skórzanym fotelu, z lewą stopą opartą o prawe kolano. Rozwiązany krawat leżał na biurku, a marynarka zwisała z oparcia fotela. W powietrzu unosił się silny zapach jego perfum.
– Proszę, oto projekt – powiedziałam, podchodząc do biurka i wyciągając do niego dłoń z teczką.
Przyjął ją bez słowa, otworzył i przeleciał wzrokiem po kilku pierwszych stronach. Pokiwał ledwo zauważalnie głową i spojrzał na mnie z rozbawioną miną.
– Ile razy? – zapytał.
– Trzy.
Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że on wiedział, ile dni się spóźniłam i że specjalnie zmusił mnie do wypowiedzenia tego na głos. Uśmiechnął się z satysfakcją i wstał z fotela, odpychając go do tyłu. Okrążył biurko i staną tuż za mną. Czarne włosy opadały mi luźno na plecy, nie zaplecione w żaden warkocz, ani nie spięte w kucyka czy koka. Drżałam – z upokorzenia, że znów zostanę poniekąd ukarana i nie dojdę, oraz z powodu już napływającej dawki pożądania, której, de facto, wcale nie chciałam odczuwać. Miałam moralne opory – w końcu był moim szefem, do cholery.
Dłońmi zebrał moje włosy i przerzucił je przez lewe ramię. Popchnął mnie w kierunku biurka, więc zrobiłam dwa kroki w przód, udami dociskając do drewnianego mebla. Tego dnia nie założyłam szpilek, byłam więc kilkanaście centymetrów niższa niż ostatnio, tym samym zwiększając naszą różnicę wzrostu. Górował nade mną.
Zarzucił materiał spódniczki na moje plecy, przy okazji chwaląc mnie za jej wybór – z kpiną w głosie. Następnie zsunął moją bieliznę – tak jak ostatnio, do kolan. Słyszałam, jak rozpina pasek i opuszcza spodnie, a chwilę później jego silne dłonie złapały za moje biodra. Mój tyłek nie był tak wysoko wypięty jak ostatnio, więc analogicznie nie był na wysokości jego członka, dlatego zacisnął palce mocniej na kościach biodrowych i jednym gwałtownym ruchem uniósł mnie do góry i wszedł we mnie. Całą siłę przeniosłam na przedramiona, ułożone na biurku, a moje stopy wisiały w powietrzu.
– Trzy razy – powiedział. – Chcę słyszeć, jak liczysz.
Oh, kurwa.


second deadline


Do drugiego projektu podeszłam znacznie poważniej – i przede wszystkim szybciej. Zabrałam się za niego już dwa tygodnie po tym, jak go otrzymałam. Byłam pewna, że tym razem zdążę przed deadlinem, chociaż zostały mi jeszcze dwa dni na dokończenie go.
Zarwę dzisiejszą nockę i będzie idealnie. Nie przelecisz mnie tym razem, zboczeńcu!
Jak się jednak okazało – to nie było takie proste. Na moje biurko padł czyjś cień. Podniosłam głowę do góry i zobaczyłam Caluma Hooda we własnej osobie. Nie uśmiechał się, jak zwykle zresztą.
– Do mojego gabinetu, już – powiedział i nie czekając na mnie, ruszył w jego kierunku i zniknął za drzwiami.
Powoli podniosłam się z miejsca i założyłam szpilki, które znowu spoczywały bezpiecznie pod biurkiem, aby moje stopy mogły odpocząć. Od ostatniego razu, gdy majtałam w powietrzu nogami, podczas gdy on mnie pieprzył, postanowiłam zawsze nosić obcasy – głównie dlatego, że majtanie w powietrzu było zbyt podniecające, a ja i tak byłam maksymalnie zażenowana tym, że mój szef wywołuje we mnie to czucie.
Mam nadzieję, że nie chce dostać projektu szybciej! Deadline mija za dwa dni!
– Słucham, szefie? – zapytałam, stojąc w progu jego gabinetu.
– Wejdź i zamknij drzwi.
Chyba nie chce mnie przelecieć, gdy cała reszta pracowników jest za ścianami?!
Mimo to zamknęłam za sobą drzwi i postąpiłam kilka kroków w stronę biurka. Wskazał mi gestem, abym zajęła miejsce na jednym z dwóch miękkich krzeseł, jakie przed nim stały. Usiadłam skonsternowana.
Skoro nie chce sobie we mnie ulżyć, to po co mnie wezwał?
– Abigail – powiedział, a ja zadrżałam na to, w jaki sposób moje imię brzmiało w jego ustach. – Jako stażystka musisz się uczyć, a Buena niestety nie może jutro jechać na spotkanie biznesowe, bo jej dziecko się rozchorowało, dlatego zastąpisz ją.
Oh.
Moje serce zabiło szybciej. Uczestniczyć w spotkaniu biznesowym to było coś, o czym marzył każdy stażysta, ale tak się składało, że taka okazja trafiała się zazwyczaj pod koniec stażu. A ja dostałam takie polecenie już po dwóch miesiącach!
– Jutro? – dopytałam.
– Owszem. Dlatego teraz wrócisz do domu i spakujesz tylko ubrania na zmianę i kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Pojedziesz z kierowcą, który zawiezie cię do hotelu. A tutaj masz wszystkie informacje, jakie powinnaś znać przez spotkaniem.
Podał mi dość grubą teczkę. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i przycisnęłam dokumenty do piersi.
Ale chwila! Co z moim projektem!?
– Oczekuję również, że jak wrócisz pojutrze, projekt znajdzie się na moim biurku, a do tego przygotujesz wszystkie notatki z jutrzejszego spotkania.
Posłał mi tajemniczy uśmiech i wtedy zrozumiałam. Chciał mnie pieprzyć, więc utrudniał mi pracę nad projektem! Mimo tego, że poniekąd go rozgryzłam, nie mogłam odmówić szefowi i stracić takiej szansy.
– Oczywiście – powiedziałam spokojnie, chociaż w środku wrzałam. Byłam tak samo pewna jak on, że nie zdążę i – o zgrozo! – znów będę jego obiektem wyładowania seksualnego. Pytanie, ile tym razem dni spóźnienia będę miała.

###

Zmęczona i znudzona do granic możliwości, otworzyłam drzwi pokoju hotelowego kartą magnetyczną i weszłam do środka, odkładając notatki na stolik. Zrzuciłam szpilki z bolących stóp i nie patrząc na to, że byłam w eleganckich ubraniach, rzuciłam się na łóżko, marząc tylko o śnie. Spotkanie było najnudniejszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się w życiu. Prawy nadgarstek bolał mnie od notowania niemalże wszystkiego. Z jękiem przypomniałam sobie, że do tego muszę dopisać własne wnioski, a najlepiej przepisać całość, aby nie oddawać Hoodowi niechlujnych zapisków, opatrzonych nieprzyzwoitymi jak na takie rzeczy rysunkami.
Pracy w chuj.
Kierowca, który dzień wcześniej zawiózł mnie z pracy do domu, oznajmił, że mam piętnaście minut do odjazdu. Dlatego gdy w pośpiechu pakowałam spódnice i bluzki, a także szczoteczkę do zębów i inne niezbędne kosmetyki, zupełnie zapomniałam zabrać laptopa, aby móc skończyć projekt. Siedząc w aucie i jadąc nie wiadomo gdzie, przeklinałam samą siebie i Caluma. Zajęłam się czytaniem dokumentów z teczki, jaką otrzymałam w jego gabinecie. Jak się okazało na miejscu, te zapiski nijak miały się do spotkania. Domyślałam się, że było to jego kolejne utrudnienie, którym chciał mnie zająć, aby uniemożliwić mi skończenie projektu na czas.
– Jebać cię – powiedziałam w przestrzeń, przyciskając policzek do miękkiej, hotelowej pościeli. Jedyny plus był taki, że otrzymałam luksusowy, aczkolwiek mały, apartamencik – który paradoksalnie był bardziej przytulny niż moje własne, zimne mieszkanie. Za którym wcale nie tęskniłam.
Postanowiłam się przygotować do snu, więc niechętnie wstałam z łóżka i zdjęłam czarną, wąską spódnicę oraz zaczęłam rozpinać guziki białej koszuli. Rzuciłam ubrania na małą podróżną torbę, w jaką się spakowałam i już miałam kłaść się do łóżka, z postanowieniem, że prysznic wezmę rano przed odjazdem, gdy do moich uszu dobiegł irytujący dźwięk hotelowego telefonu. Westchnęłam i podniosłam słuchawkę.
– Abigail. – Głos Caluma był poważy, ale wyczułam w nim kpiącą nutę.
– Dobry wieczór, szefie – powiedziałam grzecznie.
– Jutro także zostaniesz w hotelu – oznajmił. – Będziesz mi towarzyszyła w spotkaniu.
Chciałam protestować, że co z moim projektem, ale wiedziałam, że to na nic. Calum Hood kpił sobie ze mnie, utrudniając mi pracę dla własnej przyjemności i wykorzystując swoją pozycję prezesa. Zacisnęłam pięści.
– Dobrze – powiedziałam zrezygnowana.
– Do zobaczenia rano.

###

Wyszłam z łazienki owinięta jedynie z krótki ręcznik, który gdy stałam prosto, ledwo zasłaniał moje pośladki. Mimo iż wiedziałam, że jestem sama, nie lubiłam chodzić całkowicie naga. Wolałam mieć na sobie cokolwiek. Podeszłam do torby i pochyliłam się nad nią, czując, jak ręcznik podnosi się do góry, odsłaniając mój nagi tyłek. Wyjmując białą bluzkę z kołnierzykiem, poczułam męskie – i jakże znajome – perfumy, unoszące się w powietrzu. Gwałtownie odwróciłam się, wolną ręką – drugą trzymałam ręcznik na wysokości piersi – obciągając biały materiał w dół.
Calum stał przy drzwiach z rękami założonymi na piersi i lubieżnym uśmiechem.
Jebany zboczeniec.
– C-co pan tutaj robi? – zapytałam słabo, bo chociaż byłam zła za najście, nie czułam się bezpiecznie w samym ręczniku, który mężczyzna mógł zdjąć ze mnie w każdej chwili.
– Przyjechałem na spotkanie i przyszedłem po moją stażystkę, która dzisiaj robić będzie za asystentkę – odarł spokojnie, a jego wzrok wlepiony był w miejsce, gdzie trzymałam ręcznik.
Trzymał w dłoni identyczną kartę magnetyczną, jaką posiadałam ja. No tak, kto bogatemu zabroni. Powoli zrobił kilka kroków, ale nie w moim kierunku, lecz w stronę drzwi od łazienki. Zmarszczyłam brwi, ale zrozumiałam, co robił, gdy odezwał się:
– Ubieraj się i nie zwracaj na mnie uwagi.
W jego tonie przeważało rozbawienie. Śmieszyło go to, co mnie przerażało.
Nie ma mowy, zbereźniku, nie zdejmę przy tobie ręcznika!
Przez chwilę ignorując jego przytłaczającą osobę w pomieszczeniu, kucnęłam przy torbie, najpierw upewniając się, czy ręcznik zakrywa moje pośladki i wyjęłam czystą bieliznę i czarną spódnicę. Powoli się podniosłam i trzymając w wolnej dłoni ubrania, podeszłam do bruneta opierającego się o drzwi łazienki.
– Czy mógłby się pan przesunąć?
– Po co? – zapytał tonem dziesięcioletniego dziecka, co w innej sytuacji na pewno by mnie rozśmieszyło.
– Ponieważ chciałabym się ubrać?
– Możesz tutaj.
Brakowało tylko, aby powiedział: z chęcią popatrzę. Chociaż to wcale nie było potrzebne, doskonale o tym wiedziałam. Zacisnęłam więc szczękę i podeszłam do łóżka pod jego czujnym wzrokiem. Położyłam ubrania na kołdrze i upewniłam się, czy węzeł przy piersiach jest wystarczająco ciasny, abym mogła go puścić i żeby ręcznik ze mnie nie spadł. Ostrożnie włożyłam majtki i podciągnęłam je do góry, a gdy były już na wysokości ud, rzuciłam szybko wzrokiem na Caluma. Obserwował mnie, a jakże. Uważając, aby ręcznik nie podwinął się do góry, wciągnęłam bieliznę do końca. Poczułam się nieco lepiej. W końcu brunet widział już nie tylko mój tyłek w majtkach, ale i bez nich. Mimo to wciąż pozostawał moim szefem, a ja nie miałam zamiaru paradować przed nim nago.
Następnie do rąk wzięłam czarny push up. Odwróciłam się i upewniłam, że mężczyzna wciąż stoi, opierając się o drzwi łazienki. Stanęłam tyłem do niego i rozwiązałam supeł, a puchaty ręcznik spadł na moje stopy. Szybko zapięłam stanik, czując na plecach jego palący wzrok.
Dlaczego on to robi!? Czego ode mnie chce?
Włożyłam bluzkę i spódnicę, na koniec wszystko wygładzając i dopiero wtedy ponownie odważyłam się okręcić i spojrzeć na szefa.
– Czy teraz już mogę wejść do łazienki? – zapytałam, a moje policzki zapiekły od rumieńców.
Co on ma z tego, że tak mnie upokorzy?
Nie odpowiedział, jedynie odsunął się od drzwi i usiadł na łóżku, zerkając na zegarek na jego lewym nadgarstku, dając mi do zrozumienia, że powinnam się pośpieszyć.
Oh, pierdol się.

###

Zamknęłam delikatnie notes, w którym notowałam wszystko i przeczesałam włosy dłonią. Wszyscy wokół zbierali się do wyjścia. W przeciwieństwie do wcześniejszego, to spotkanie było nawet ciekawe i zrobiłam znacznie mniej notatek, chociaż powodem tego drugiego był Calum Hood, mój przerażający szef.
I zajebiście przystojny, dodała moja podświadomość.
Spojrzałam w prawo, na miejsce przy dużym stole konferencyjnym, na którym wciąż siedział Hood, obserwując mnie uważnie. Uśmiechnął się nieco kpiąco, a ja momentalnie zarumieniłam się, przypominając sobie jego dotyk w połowie spotkania.
Przez te trzy godziny, podczas których większość biznesmenów zawzięcie dyskutowało o skutkach i możliwych konsekwencjach danych projektów, Calum nudził się okropnie. Z początku siedział grzecznie, potem jednak przysunął się z krzesłem bliżej mnie, zwracając na nas uwagę kilku – ewidentnie zazdrosnych – asystentek. Później zarzucił lewe ramię na oparcie mojego krzesła, na na zdziwione spojrzenia odparł:
– Tak mi wygodniej.
Nikt nie miał więcej pytań. A szkoda, bo po kilku minutach poczułam, jak poufale kładzie swoją silną, ciepłą dłoń na moim nagim kolanie, a następnie zaczyna kreślić na mojej skórze niewidzialne wzorki, które sprawiały, że odczuwałam w tych miejscach dziwne ciepło. Nie dawałam rady z notowaniem, bojąc się, że siedzący obok nas ludzie zauważą, co robi mój szef, a tym samym stracimy tę cząstkę profesjonalnego zachowania. Na szczęście nic takiego się nie stało, chociaż niejednokrotnie szeptałam mu do ucha, aby przestał. Oczywiście, ignorował mnie i uparcie trwał w swoim postanowieniu, aby wytrącać mnie z równowagi.
– Mam nadzieję, że notatki z wczorajszego i dzisiejszego spotkania znajdę jutro rano na biurku razem z projektem – powiedział cicho, gdy w sali zostało razem z nami siedem osób, jednocześnie przeglądając własny notes w poszukiwaniu ważnych informacji.
– Oczywiście – odpowiedziałam kwaśno, na co rzucił mi oburzone spojrzenie.
Przestraszyłam się, że go rozzłościłam i już chciałam przepraszać za swoje ordynarne zachowanie, gdy z jego twarzy spadła maska oburzenia, wyparta rozbawieniem. Kaszlem zamaskował śmiech, jaki cisnął mu się na usta, aby nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi, a potem, nieco zduszonym głosem oznajmił:
– Chodź, zabieram cię na zasłużony lunch.

###

Było już po godzinie jedenastej, gdy mała limuzyna podjechała pod mój blok. Kierowca siedział za ciemną szybą, odgrodzony ode mnie i Caluma. Przez całą podróż czułam na sobie intensywny wzrok czekoladowych tęczówek. Z ulgą przyjęłam fakt, że limuzyna zatrzymała się, a ja sięgnęłam ręką do klamki.
– Dobranoc, szefie – powiedziałam z grzeczności i nacisnęłam klamkę, która ani drgnęła.
Co do...?!
– Te drzwi się zacinają – powiedział z dziwnym uśmiechem, więc od razu zorientowałam się, że to jego kolejna sztuczka. – Musisz wyjść tymi.
Wskazał drzwi po swojej lewej stronie, więc przesunęłam się w jego stronę i wstałam, aby przejść nad jego nogami – oczywiście nie miał zamiaru wstać i pozwolić mi normalnie wyjść. Myślałam, że wszystko będzie w porządku, bo gdy postawiłam lewą nogę na ziemi, nie stało się nic. Ale dopiero wtedy zrozumiałam swój błąd i to, że wychodząc najpierw lewą nogą, niemalże podstawiłam mu tyłek pod sam nos. Dlatego mocne klepnięcie nie zdziwiło mnie tak bardzo.
– Jeżeli potrzebujesz, możesz sobie zrobić jutro wolne, Abigail – powiedział i zamknął drzwi, a limuzyna odjechała niemal od razu, zostawiając mnie samą z małą podróżną torebką w dłoni.
Moje imię w jego ustach zabrzmiało dziwnie. Zwykle zwracał się do mnie bezpośrednio, nie dbając chociażby o uprzejme panno McKenzie, czy cokolwiek takiego. Jeszcze przez chwilę patrzyłam na odjeżdżający pojazd, a potem z głośnym westchnięciem ruszyłam do znienawidzonego mieszkania. Wręcz nie mogłam się doczekać, kiedy się z niego wyprowadzę. Jednak najpierw czekało mnie mnóstwo pracy nad projektem, którego deadline mijał następnego dnia.

###

Koniec końców skorzystałam z jego pozwolenia i następnego dnia nie pojawiłam się w pracy, przeznaczając cały wolny dzień na dokończenie projektu. Deadline minął, więc wiedziałam, że moja „kara” mnie nie ominie. A skoro i tak miało się stać to co ostatnio, robiłam pracę swoim własnym tempem, nie śpiesząc się, ale też nie ociągając.
– Abi – westchnęła Codaline, gdy tylko pojawiłam się tego ranka w recepcji. – Znowu wyglądasz, jakbyś nie spała od tygodnia. Czemu się tak stresujesz tymi projektami?
Stresuję? Skądże! To nie ty jesteś wykorzystywana tyle razy, ile dni spóźnisz się z projektem!
Uwielbiałam Codaline, naprawdę, i dogadywałam się z nią bardzo dobrze, niemal jak ze wszystkimi przyjaciółkami ze studiów, ale ciężko mi było powiedzieć jej prawdę.
– Po prostu się stresuję i już – mruknęłam niechętnie. – Mogę liczyć na kawę?
– Głupio pytasz. Już robię – zaśmiała się. – A teraz przestań się trząść, leć na górę, oddaj projekt i wracaj do mnie po ten napój szczęścia.
Cod była zupełnie nie świadoma tego, że po prostu pojechałam na górę, włożyłam teczkę z projektem do szuflady biurka i z powrotem zjechałam na dół, aby odebrać słodką kawę. Odwlekałam oddanie projektu do samego wieczoru, gdy w firmie zostaliśmy z Calumem sami – nie licząc ochroniarzy w recepcji. Nie potrzebowałam głupich plotek pracowników, a także nie czułabym się dobrze, poniekąd uprawiając seks z szefem, gdy za ścianą pracowaliby inni ludzie. Ktoś mógłby wejść, a tego pewnie nie chciałby też i Calum.
O godzinie ósmej, gdy budynek opustoszał, stanęłam przed drzwiami gabinetu i cicho zapukałam. Otworzył mi Calum i gestem zaprosił mnie do środka. Rozmawiał przez telefon, więc wskazał mi ten sam fotel, na którym siedziałam ostatnio i powrócił do konwersacji. Odpowiadał spokojnie, głównie onomatopejami i krótkimi zdaniami, wyrażającymi potwierdzenie, bądź przeciwnie, chodząc w kółko po pomieszczeniu.
Po kilku minutach, podczas których wciąż prowadził rozmowę, a ja obejrzałam już każdy milimetr własnych paznokci, przekręcił klucz w drzwiach, zamykając nas w środku, a następnie podszedł do biurka i oparł się o nie dokładnie naprzeciw mnie. Obserwował mnie uważnie, skanował każdy centymetr mojego ciała, a na widok tej samej, luźnej spódniczki, uśmiechnął się. Ale tym razem tak naprawdę – ten uśmiech dotarł nawet do jego oczu.
– Stevie, nudzisz mnie – powiedział nagle, przerywając osobie po drugiej stronie połączenia. – Zadzwoń jutro, albo najlepiej wtedy, gdy będziesz miał konkrety.
A następnie rozłączył się.
– Wstawaj – rozkazał i rozluźnił krawat. Chwilę rozglądał się po gabinecie, a następnie pociągnął mnie za rękę w stronę ściany. – Dzisiaj zrobimy to od przodu. – Posłał mi uśmiech, od którego zmiękły mi kolana.
Skończyło się jak poprzednio. Trzy dni – trzy razy. Do domu wróciłam ponownie upokorzona.



third deadline


Dwa miesiące – to był czas, w jakim miałam zmieścić się z przygotowaniem trzeciego projektu w moim życiu. Mając już niejakie pojęcie o sztuczkach szefa, postanowiłam zabrać się za pracę dzień po otrzymaniu tematów. Praca była o wiele obszerniejsza niż pozostałe dwie, ale też miałam więcej czasu na jej wykonanie.
Calum trzymał się ode mnie z daleka – w seksualnym sensie. Po tamtym wieczorze, tak samo jak i poprzednio, jedyne co ode mnie chciał, to czysto biznesowe sprawy. Zupełnie jakby pieprzenie mnie na biurku było jedynie moim snem. Nie rzucał mi spojrzeń, nie uśmiechał się. Wydawał się być obojętny. Byłam niemal pewna, że to cisza przed burzą i gdy tylko zbliżać się będzie deadline, zaatakuje ponownie.
I z jednej strony całkowicie mi to odpowiadało, ale z drugiej czułam się wykorzystana. Calum był osobą charyzmatyczną, fascynował mnie – a na dodatek był przystojny i niewiele starszy ode mnie. Czego więc chcieć więcej? Na dodatek matka natura obdarzyła go dużymi względami. Na samo wspomnienie, jak we mnie dochodził, przechodziły mnie dreszcze. Byłam już nieco zdesperowana po tych kilkunastu tygodniach, podczas których kazał mi spadać zanim ja też doznałabym przyjemności. Moim postanowieniem – w którym miałam zamiar wytrwać – było skończyć trzeci projekt przez czasem, żeby pokazać mu, że potrafię dotrzymać terminu.
I w końcu chcę dojść.
Po szybkim spojrzeniu na zegarek i sprawdzeniu godziny, postanowiłam w końcu wstać z łóżka i rozpocząć dzień od zrobienia kawy – czyli tak, jak zawsze. Na oparciu krzesła znalazłam stary, rozciągnięty T-shirt, jaki nosiłam w domu i nałożyłam go, a z szuflady wyjęłam ciepłe skarpetki, aby mniej odczuwać chłód kafelek w kuchni.
Lubiłam weekendy – mogłam wtedy rozkoszować się wolnym, nigdzie nie wychodzić i obijać się przez całą sobotę i niedzielę. Z filiżanką gorącej kawy z mlekiem, usiadłam na kanapie i oparłam się o kilkanaście małych poduszek. Rozmyślałam, jaką książkę będę czytała tego dnia, gdy w całym mieszkaniu rozbrzmiał głośny dźwięk telefonu. Zignorowałam go.
Dzisiaj mam wolne, pierzcie się wszyscy.
Jednak ktoś uparcie próbował się do mnie dodzwonić, a ja po siódmym nieodebranym połączeniu miałam dość irytującej melodyjki. Znalazłam komórkę w sypialni, gdzie zostawiłam ją poprzedniego wieczoru. Nie rozpoznawałam numeru, więc już chciałam zignorować kolejną próbę anonimowej osoby, gdy pomyślałam, że to nie może być przypadek, że ktoś dzwoni osiem razy pod rząd. Odebrałam.
– Halo? – rzuciłam do słuchawki.
– Bardzo ci przeszkadzam? – Usłyszałam po drugiej stronie głos Caluma.
– Nie, dlaczego? – spytałam, zanim zdążyłam pomyśleć.
– Bo nie odebrałaś poprzednich siedmiu połączeń? – odpowiedział pytaniem. – Jesteś teraz zajęta, Abigail?
– To zależy – powiedziałam odważnie – czego szef chce.
– Potrzebuję rąk do notowania na konferencji w Melbourn, dzisiaj o szóstej. Dałabyś radę?
– A co z Bueną?
Nie chciałam być niegrzeczna, ale weekend to jedyny celebrowany przeze mnie czas, w którym mogłam nie robić nic. Więc dlaczego miałam tracić go na denerwująco-podniecającego mnie szefa, który dbał tylko i wyłącznie o swoje samopoczucie seksualne?
– Obiecałem jej dwa miesiące temu wolne za nadgodziny i właśnie je wykorzystuje – odparł, chociaż miałam wątpliwości, czy aby na pewno mówi mi całą prawdę.
Z drugiej strony jednak – kimże byłam, że miałby się mi spowiadać?
– To jak? Mogę na ciebie liczyć?
– A czy to w jakiś sposób wpłynie na przebieg mojego stażu?
– A czy musisz zadawać tyle pytań? – odpowiedział kąśliwie.
– Dobrze – westchnęłam. – O której mam być gotowa?
Miałam tylko nadzieję, że nie będę tego żałować...

###

Równo o godzinie siedemnastej trzydzieści, znalazłam się w recepcji Hotelu Diamond, w Melbourn. Szofer, który mnie przywiózł, chwilę rozmawiał z menadżerem, a następnie wskazał mi windę i zostawił z poleceniem:
– Jedenaste piętro, pan Hood już czeka.
Denerwowałam się niemal tak bardzo, jak zawsze przed oddaniem projektu. Gdy winda ruszyła w górę, żołądek ścisnął mi się boleśnie, a ja zapragnęłam napić się wody. W myślach liczyłam wraz z LEDowym ekranem, ile jeszcze pięter przede mną. Gdy na wyświetlaczu windy pojawiła się upragniona jedenastka, drzwi rozsunęły się wraz z irytującym brzdąknięciem, a ja mogłam zobaczyć Caluma w dokładnie wyprasowanym, szarym garniturze. Na mój widok odetchnął z ulgą.
– Dziękuję, że przyjechałaś.
Takie słowa z jego ust były dużym wyróżnieniem, ale mimo tego, jedynie kiwnęłam głową i podążyłam za nim do sali konferencyjnej.

###

Po dwóch intensywnych godzinach, przewodniczący spotkania zarządził dwudziestominutową przerwę, którą przyjęłam z ulgą. Właściwie nie tylko ja – Calum również odetchnął i rozluźnił się.
– Dałabyś radę jutro przesłać mi skany notatek? – zapytał. – Chciałbym je dostać jak najszybciej do przeanalizowania.
– Nie mam takiej możliwości. – Wzruszyłam ramionami. – Ale pojutrze znajdzie je pan na biurku, szefie.
– Świetnie. – Posłał mi lekki uśmiech. – A mogę prosić o kawę?
Wywróciłam oczami, ale odpowiedziałam, że jasne, tak, już idę zrobić. Obradował mnie pięknym uśmiechem od ucha do ucha, od którego zrobiło mi się cieplej na sercu. Może i chwilami był cholernym, pieprzony dupkiem, ale uśmiech miał obłędny.
Nic jednak nie mogłam poradzić na to, że chwilę później poczułam się wściekle zazdrosna. Przy stoliku z przekąskami i napojami stało kilka młodych aststentek, które chichocząc, ściszonymi głosami rozmawiały o nim otwarcie, wymieniając się zabawnymi – w ich mniemaniu – pomysłami na to, co robiłyby z Calumem w łóżku. Gdy odchodziłam od nich z filiżanką kawy, z trudem powstrzymałam się od wylania płynu na jedną z nich. Zacisnęłam zęby i wróciłam na swoje miejsce obok Hooda.
Podziękował mi pięknym uśmiechem. I nagle poczułam, że pragnę, aby uśmiechnął się tak, gdy oddam mu projekt. Żeby obdarzył mnie dumnym uśmiechem.
Tak bardzo tego chciałam i miałam nadzieję w końcu dostać.

###

W poniedziałek weszłam do budynku Hood Company w wyśmienitym humorze – nie potrafiłam wskazać źródła tak dobrego samopoczucia, ale to uczucie niezmiernie mi się podobało. Pomachałam wesoło Codaline, siedzącej za biurkiem recepcji i cicho nucąc pod nosem, z grubą teczką pod pachą, skierowałam się do windy.
Rzuciłam kilka powitań w stronę pracujących na swoich stanowiskach dziewczyn i ignorując dziwne spojrzenia, od razu skierowałam się do gabinetu Hooda. Kilka osób odpowiedziało mi uśmiechem.
Ścisnęłam mocniej teczkę z notatkami ze spotkania w Melbourn, szybko zapukałam i nie czekając na odpowiedź, nacisnęłam klamkę. Weszłam swobodnie do środka i zastałam Caluma beztrosko rozłożonego na fotelu. Szary krawat niedbale leżał na biurku, dwa górne guziki białej koszuli były rozpięte, a marynarka zwisała z oparcia fotela. Długie nogi wyciągnął przed siebie i wygodnie oparł stopy na meblu przed nim. Do ucha zaś przyciskał smartfona.
– … dobrze wiesz, że nie należę do tych, co by stali pod drzwiami z bukietem kwiatów – powiedział, a ja nieznacznie się skrzywiłam. – Dobra, dobra – kontynuował, spoglądając na mnie dziwnie.
Czemu dziś wszyscy obdarzają mnie takimi spojrzeniami?
Uniosłam nieco dłoń, w której trzymałam teczkę, dając mu znać, że przyniosłam notatki, a on jedynie zbył mnie krótkim i niedbałym machnięciem ręki.
– Daj mi spokój, co? – mówił dalej do telefonu. – Wiesz doskonale, jaki jestem. I jaki nie jestem. I to, że takie rzeczy nie są w mojej naturze także! – podniósł głos.
Współczułam osobie, która z nim rozmawiała – nie był w tamtej chwili zbyt przyjemny.
On właściwie nigdy nie jest przyjemny.
Uśmiechnęłam się do własnych myśli i usiadłam wygodnie w jednym z dwóch foteli, stojących przy dużym biurku – które kojarzyło mi się tylko i wyłącznie z jednym. Wzdrygnęłam się na tą myśl. Ułożyłam równo teczkę na udach i zacisnęłam na niej dłonie, następnie spoglądając na szefa.
– Boże drogi, mamo! – wykrzyknął w pewnym momencie pełnym oburzenia głosem. – Żadnej kolacji nie będzie! Koniec tematu! Rozłączam się, do zobaczenia w niedzielę.
Tym razem nie udało mi się ukryć uśmiechu, więc spoglądałam na niego zabawnie – na co odpowiedział mi zirytowanym spojrzeniem.
– Mamusia? – zapytałam słodkim głosem.
– Daruj sobie, McKenzie – fuknął, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej. – Taki dobry humor dziś mamy? – Zmrużył oczy. – Może trzeba ci przetrzepać tyłek, żeby doprowadzić cię do porządku i wybić z głowy niesubordynację? – zapytał kwaśno.
– Dzięki, szefie, ale nie skorzystam.
– Szkoda.
Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam.
Dupek.
– Mam dla pana notatki – powiedziałam, usilnie pragnąc zmienić temat. Mój dobry humor powoli się ulatniał. Podałam mu tekturową teczkę i podniosłam się z siedzenia, mówiąc: – A teraz, jeśli szef pozwoli, wrócę do pracy.
Wbrew temu, co myślałam, humor nie opuszczał mnie do końca dnia. Pracowałam, robiąc to co zazwyczaj, uśmiechałam się do współpracowników i trzy razy robiłam Calumowi kawę – za każdym razem w odpowiedzi słyszałam jedynie „dziękuję” i ani słowa więcej.
I jakoś specjalnie mnie to nie martwiło – im mniej się mną interesował, tym większe było prawdopodobieństwo, że wyrobię się z projektem przed deadlinem.

###

Z uśmiechem wydrukowałam ostatnie strony projektu i złożyłam wszystko w uporządkowaną i równą stertę, którą włożyłam do zielonej teczki. Spojrzałam na zegarek. Dobiegała godzina dziewiąta i całe siódme piętro było puste – jak zwykle o tej porze. Jedyne dźwięki jakie się roznosiły, to skrzypiąca kserokopiarka. Mój wzrok powędrował w stronę gabinetu Caluma, w którym wciąż świeciło się światło. Zostawałam po godzinach tylko wtedy, gdy na gwałt musiałam skończyć projekty, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy on zostaje do tej pory codziennie. Czy szef nie powinien wracać do domu szybciej i zrzucać wszystko na pracowników?
Nieważne, oddaj mu projekt i wracaj do domu.
Ale wtedy przypomniałam sobie jego słowa tego pierwszego wieczoru:
Każdy następny projekt wykonasz szybciej. Wtedy i ty zaznasz przyjemności. Jeśli zaś spóźnisz się, tyle dni ile spóźnień, tyle będę cię pieprzył dla własnej przyjemności, jak dzisiaj.
Jęknęłam przeciągle. Cieszyłam się, że miałam oddać projekt trzy tygodnie przed deadlinem, ale wspomnienie jego słów zagnieździło się w mojej głowie, sprawiając, że mimowolnie zacisnęłam uda na napływające do mojego krocza podniecenie.
Dzisiaj pozwoli mi dojść.
Zadrżałam na samą myśl o tym.
Czy aby na pewno chcę tam wchodzić?
Zaczynałam mieć wątpliwości. Bardzo dużo wątpliwości.
Powoli podeszłam do drzwi jego gabinetu, wzięłam kilka głębokich oddechów i zapukałam. Nie usłyszałam zwyczajowego „wejść”. Calum sam otworzył drzwi. Czarne włosy miał w nieładzie – widać było, że coś go męczyło i przeczesywał je palcami. Rozluźniony krawat zwisał na jego szyi, a marynarka – tak jak i ostatnio – wisiała na oparciu skórzanego fotela.
– Abigail – powiedział zaskoczony moim widokiem. – Wejdź.
Odsunął się, wpuszczając mnie do środka, ale na tyle bym ledwo się przecisnęła, zmuszając do otarcia się o jego ciepłe ciało. Zmarszczył brwi na widok teczki, którą ściskałam w dłoniach. Stresowałam się jak zawsze w tym pomieszczeniu.
– Co cię do mnie sprowadza tego wieczoru? – zapytał.
– Przyniosłam p-projekt – zająknęłam się.
Zaskoczyłam go i nawet tego nie ukrywał. Wziął ode mnie teczkę i wstępnie przejrzał dokumenty. Potem spojrzał na mnie i zlustrował wzrokiem od góry do dołu i z powrotem. Na jego usta wpłynął uśmiech. Włożył teczkę do szuflady. Sięgnął po marynarkę, którą zarzucił sobie na lewe ramię, a do ręki wziął kluczyki od samochodu. Podszedł do mnie i objął prawym ramieniem, przyciągając do swojego ciała.
– Jedziemy do mnie – powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu, a ja mimowolnie zacisnęłam uda.

###

Mieszkanie Caluma było dokładnie takie, jak je sobie wyobrażałam. Wyglądało modernistycznie i minimalistycznie, ale bardzo gustownie i przede wszystkim drogo. I ku mojemu zdziwieniu, było cieplejsze niż moje własne. Nie tylko przed ogrzewanie podłogowe, ale atmosferę. Delikatny pastelowy błękit na ścianach idealnie współgrał z ciemnymi, niemal czarnymi granatami.
Zanim zdążyłam przyjrzeć się czemuś poza salonem z aneksem kuchennym, Calum rzucił marynarkę na kanapę, zdjął eleganckie, biurowe buty i grzecznie poczekał, aż wydostanę stopy z wysokich szpilek, aby następnie pociągnąć mnie w stronę sypialni.
Bezpośredni, nie ma co.
– Zaskoczyłaś mnie – powiedział to, co już wiedziałam.
Kiwnęłam głową, nie mogąc wymyślić żadnej ambitnej odpowiedzi.
– Zastanawiałem się, ile czasu ci to zajmie – dodał i przechylił lekko głowę w lewą stronę, obserwując mnie uważnie. – Byłem też ciekawy, kiedy się zbuntujesz i wyzwiesz mnie od zboczonych świń, czy coś takiego – mówił dalej, nie spuszczając ze mnie wzroku. – A ty ani nie kazałaś mi się wypchać poprzednie dwa razy, ani dzisiaj. I jesteś tutaj ze mną. Dlaczego?
– Nie wiem – odparłam po prostu, najszczerzej jak potrafiłam. – Ale ja też mam pytanie. Szef tak z każdą stażystką?
Okay, skoro on może być bezpośredni, to czemu ja nie?
Zanim odpowiedział, uśmiechnął się lubieżnie.
– Podnieca mnie cholernie, gdy mówisz szefie.
Wywróciłam oczami.
– A odpowiedź?
– Nie, do tej pory nigdy czegoś takiego nie robiłem.
– Więc czemu ja?
Dobra, jeden do zera dla ciebie, pomyślałam, aleś mnie zdziwił, facet.
– Gdy tylko cię zobaczyłem, wiedziałem, że będzie z tobą dobra zabawa. – Wzruszył ramionami, a ja nie bardzo wiedziałam, jak na to zareagować. – Spodobałaś mi się – dodał. – A czy teraz ja otrzymam odpowiedź?
– Jestem tu z szefem, bo mi szef kazał... – odparłam niepewnie.
– Mogłaś powiedzieć nie – zauważył mądrze. – A nie powiedziałaś, tylko tu ze mną przyjechałaś.
Zrobił dwa kroki w moją stronę. A potem kolejne. Moje serce znowu wybijało szaleńczy rytm, gdy delikatnie odgarnął mi kosmyk włosów, który opadł mi na twarz. A potem jego twarz znalazła się tak blisko mojej.
Nasze usta spotkały się po raz drugi – ale ten pocałunek był inny, zupełnie inny od pierwszego. I trwał stanowczo za krótko.
– Calum – powiedział, a ja zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. – Mój do mnie Calum, Abi, a szefa zostaw do biura i... łóżka. O tak, to mogłoby być podniecające – wymruczał prosto do mojego ucha. – To będzie nasza własna, prywatna wersja pana. A teraz zdejmuj tę sukienkę, bo dłużej nie wytrzymam.
– Tak, szefie – wymruczałam w odpowiedzi.
I chociaż to wszystko było tak absurdalne, czułam, że jestem we właściwym miejscu.



epilog


Z cichym mruknięciem przekręciłam się na drugi bok – a przynajmniej chciałam. Natrafiłam na przeszkodę w postaci czyjegoś ciała. Otworzyłam powieki i chwilę mrugałam, przyzwyczajając wzrok do ciemności pokoju. Ciężkie ramię przygniatało mnie do łóżka, a ciepło emanujące od męskiego ciała ogrzewało mnie.
Przekręciłam głowę i ujrzałam przystojną twarz Caluma. Czarne włosy były zmieżwione, a kilka kosmyków opadło na jego czoło. Powieki miał zamknięte, ukrywając piękne, czekoladowe oczy. Pełne usta były rozchylone. Oddychał lekko, spał spokojnie.
Moje serce zabiło dwa razy szybciej i mocniej. Przez chwilę kręciłam się w miejscu, ocierając swoim nagim ciałem o ciało Caluma. Mruknął coś przez sen i rozluźnił uścisk, dzięki czemu mogłam ułożyć się wygodniej, a gdy to zrobiłam, złożyłam delikatny pocałunek na jego ramieniu i wtuliłam w jego ciepły tors. Przymknęłam powieki, a on przez sen przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie, zacieśniając uścisk.
Zasnęłam ponownie. 


###


Przeczytałeś? Skomentuj! ;)


1 komentarz:

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.