PAŹDZIERNIK [One Shot]


Tytuł nie jest przypadkowy — tekst został napisany w ramach wyzwania literackiego Kreatywne spojrzenie w październiku 2015 (zachęcam do udziału, fajna zabawa i co miesiąc nowe hasła!). Miał zawierać trzy kluczowe słowa: kamyk, borówki, kalendarz. Kiedyś wisiał na innym blogu, już nieistniejącym i w sumie dziś sobie o nim przypomniałam, a że wieje tu pustkami, postanowiłam dodać. Zbetowałam, więc błędów być nie powinno, ale jeśli ktoś coś znajdzie, to śmiało pisać co i gdzie w komentarzu. ;)


Złoto–czerwone liście spadały z drzew, obserwowane przez wysoką dziewczynę, stojącą na przystanku. Kremowy płaszczyk leżał na niej jak na modelce. Długie brązowe włosy splotła w niechlujnego warkocza, który na niej wyglądał modnie, mimo wystających ze splotu kosmyków. Bystre spojrzenie czekoladowych tęczówek omiatało otoczenie. Czekała — jak co dzień — na autobus, jakim dojeżdżała do pracy. Poprawiła na ramieniu paski dużej torby i odchylając lekko rękaw płaszczyka, spojrzała na zegarek. Westchnęła cicho i ze zniecierpliwieniem stuknęła kilkakrotnie obcasem wysokich botek. Autobus w dalszym ciągu nie przyjeżdżał. Zirytowana kopnęła lekko leżący tuż obok kamyk.
Karolina od kilku miesięcy pracowała jako recepcjonistka w hotelu DuMont i szefostwo nie miało jej do zarzucenia nic, za wyjątkiem spóźnialska. Niestety, biedna dwudziestopięciolatka nic nie mogła poradzić na to, że po raz czwarty nie zdała egzaminu na prawo jazdy, a jedyny autobus, jakim mogła do pracy dojechać, spóźniał się średnio pięć razy w tygodniu. Ponownie, tym razem z całej siły, kopnęła kamyk, który odbił się kilka razy od ziemi i wpadł prosto pod koło samochodu, który akurat zatrzymał się przy przystanku.
Młoda kobieta podniosła wzrok i na jej ładną, nieco zarumienioną przez wiatr twarz, wypłynął grymas niezadowolenia. Chwilę później drzwi od strony pasażera otworzyły się, a ona ujrzała przystojnego mężczyznę, który tak bardzo wychylał się z siedzenia kierowcy, że niemalże leżał na sąsiednim miejscu.
— Może dzisiaj się skusisz na podwózkę? — zapytał z błyskiem w oku.
— Zdecydowanie nie — odpowiedziała i odwróciła wzrok w zupełnie inną stronę.
W tej chwili złoto–czerwone liście znów były bardzo ciekawe.
— A może jednak?
— A może jednak nie? — prychnęła, z irytacją ponownie spoglądając na zegarek, a następnie na drogę. Autobusu jak nie było, tak nie było.
— Daj spokój, Karo. Znowu się spóźni, a ty znowu oberwiesz. Przestań się boczyć i wsiadaj.
Przygryzła wargę; przez chwilę rozważała wszystkie za i przeciw. Ku jej nieszczęściu, przeważyły wszystkie „za”. Ponownie wykrzywiła usta w grymasie, ale podeszła do auta i niepewnie wsiadła. Na twarzy mężczyzny pojawił się wielki uśmiech.
— Nie ciesz się tak.
— Dlaczego? Proponowałem ci podwózkę od miesiąca. I właściwie nie rozumiem, dlaczego się tak zachowujesz... Jakbym ci coś zrobił.
Wjechał na ulicę, podczas gdy Karolina zapinała pas, a następnie sięgnął dłonią do schowka i wyjął z niego przezroczysty, plastikowy pojemnik z borówkami.
— Proszę, świeżutkie — powiedział, podając jej.
Spojrzała na niego zaskoczona.
— Borówki. Mówiłaś, że je uwielbiasz. Więc codziennie przed wyjazdem kupuję świeże borówki od sąsiadki i proponuję ci podwózkę. A ty nigdy nie chcesz, więc w końcu sam jem je na lunch.
Nie odezwała się. Zamiast tego włożyła do ust kilka granatowych, słodkich jagód. Większość drogi minęła im na niezręcznej ciszy, aż w końcu brunet nie wytrzymał i zapytał:
— Mogę wiedzieć, dlaczego od czasu naszej pierwszej randki, zachowujesz się jakbym był twoim największym wrogiem?
Karolina zachłysnęła się borówkami i spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Słucham? Jak śmiesz... To ty następnego dnia bawiłeś się z inną kobietą! — powiedziała podniesionym głosem.
— A, to by wszystko wyjaśniało — odparł ze znużeniem. — Nie wierzę, że znowu mi to zrobił.
— Co?
— Mam brata bliźniaka, Karo.
— Nie mów do mnie Karo! — zdenerwowała się. — Jaki znowu brat bliźniak?
— Nazywa się Marek i jesteśmy identyczni, no wiesz, jak to z bliźniakami bywa — odparł z ironią w głosie.
— Marek? W sumie ta kobieta tak się do niego zwracała... — powiedziała cicho Karolina. — Przepraszam, ja myślałam, że... Ciągle mnie oszukujesz i... Kurczę.
— Zapomnijmy o tym. Zaczniemy od nowa? Marcin. — Wyciągnął do niej dłoń, którą uścisnęła. — To jak, masz wolny wieczór w sobotę? — zapytał z błyskiem w oku.
— Hmm... chyba muszę sprawdzić w kalendarzu — odparła z figlarnym uśmiechem.


Przeczytałeś? Zrób mi przyjemność i skomentuj. :) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.