TRZY ETAPY – Etap I [1/3]



 – Świetnie się bawiłam. – Hermiona spojrzała z uśmiechem na Tima, starając się, aby jej uśmiech nie był zbyt obiecujący. Nie chciała ponownie się z nim spotkać. To nie było dla niej – odkąd Ronald zranił ją tak bardzo, postanowiła nie wchodzić więcej w żaden związek. Jedna randka, nic więcej. Jedynie dla jej chwilowej przyjemności.
– Ja również. – Tim pochylił się, chcąc musnąć ustami jej usta, ale odsunęła się.
– Um, Tim… Naprawdę było miło, ale nic więcej nie mogę ci zaoferować. Wybacz – wykrztusiła. Nie była bezduszna, dlatego te słowa zawsze ciężko przechodziły jej przez gardło. Ale nie mogła robić im złudnych nadziei. Nie potrafiła, dlatego każdemu mówiła to samo.
– Słucham? – Tim cofnął się o krok. – Jak to?
– Przepraszam. – Wzruszyła ramionami.
– Okay… – powiedział zawiedziony. – Skoro tak stawiasz sprawę…
Spojrzał na nią smutnym wzrokiem i odwrócił na pięcie. Słyszała jego kroki na klatce, gdy schodził po schodach. Wyrzuty sumienia zniknęły zastąpione ulgą – zrozumiał to. Miała nadzieję, że nie będzie miał do niej żalu, gdy spotkają się w poniedziałek Ministerstwie. Był inteligentnym mężczyzną.
Nagle drgnęła, a jej nagie ramiona pokryły się gęsią skórką. Znowu to poczuła. Od dłuższego czasu miała wrażenie, jakby ktoś ją obserwował. Rozejrzała się po klatce schodowej. Pusto.
– Może jestem przewrażliwiona? – szepnęła sama do siebie i drżącymi dłońmi otworzyła drzwi do mieszkania. – Nieważne – mruczała pod nosem. – Jestem zmęczona, napiję się wina i pójdę spać – postanowiła i zdjęła z nóg czerwone szpilki, zostawiając je rozrzucone w przedpokoju. Zamknęła drzwi kluczem i odwiesiła czarną marynarkę na wieszak.
Tim był całkiem miły, a do tego bardzo przystojny. Spędziła więc miło wieczór i żałowała, że musiała odprawić go z kwitkiem. Ale zasady to zasady. Nie mogła znów wplątać się w związek. Co to, to nie.
Nalała do kieliszka czerwonego wina. Nie piła dziś dużo, chciała pozostać trzeźwa przy Timie. Teraz jednak była u siebie i mogła robić, co tylko sobie wymarzy. A marzyła właśnie o pysznym winie i odpoczynku na kanapie. Odstawiła kieliszek na niską ławę i sięgnęła rękoma do tyłu, gdzie po chwili odnalazła zamek. Rozpięła go delikatnie i pozwoliła czerwonej sukience opaść z szelestem na podłogę. Nie podnosząc jej, usiadła na kanapie, ponownie sącząc pyszne, słodkie wino.
Uwielbiała te chwile, gdy mogła się zrelaksować. Pozwalała sobie na to tylko w weekendy, gdy nie musiała iść do pracy. Tę chwilę przerwał jednak irytujący dźwięk. Coś jakby szuranie, stukanie. Po chwili zrozumiała, że to drapanie i chrzęst zamka w drzwiach.
– Co do cholery!? – Zerwała się z kanapy i wyszła do korytarza akurat w momencie, gdy drzwi jej mieszkania otworzyły się z hukiem a w nich stanął wysoki, smukły mężczyzna z bardzo jasnymi blond włosami. Miał na sobie wąskie, czarne spodnie, białą koszulkę i czarną, sportową marynarkę.
– Witaj, Granger. Ale do ciebie trudno dotrzeć – odezwał się blondyn i podniósł wzrok. – O cholera – palnął, gdy tylko zobaczył, że Hermiona ma na sobie jedynie czerwoną, koronkową bieliznę. – Przeszkodziłem w czymś?
– Malfoy… – syknęła, z trudem hamując wściekłość. – Co ty tu, do cholery jasnej, robisz!?
– Przyszedłem na kawę – uśmiechnął się kpiąco, mierząc wzrokiem jej ciało. Zaśmiał się, widząc jej pełen chęci mordu wzrok. – Ale radziłbym ci się ubrać, bo nie ręczę za siebie – dodał z kpiną, a kobieta jedynie zacisnęła mocno pięści.
– Nie przypominam sobie, żebym pozwoliła ci tu wejść – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Racja. – Wzruszył ramionami. – Sam wszedłem.
Wściekła do granic możliwości, wciągnęła ze świstem powietrze i w identyczny sposób je wypuściła. Jej usta drżały, podobnie jak całe ciało.
– Naprawdę, Ganger. Ubierz się, bo widzę, że nagle zrobiło ci się zimno – dodał z sarkazmem, a wściekła Hermiona ruszyła w stronę sypialni, gdzie niemal biegiem dotarła do szafy. Wyjęła z niej pierwsze lepsze spodnie i koszulkę, które na siebie założyła.
Mimo tego, że Malfoy był nieproszonym i znienawidzonym przez nią gościem, spojrzała w duże lustro. Czarne dresy i czerwona, luźna koszulka – wyglądała dobrze. Odnalazła wzrokiem różdżkę. Leżała na łóżku, więc wzięła ją i zacisnęła na niej dłoń. Dopiero teraz była gotowa, aby wyjść i stawić czoło Malfoy’owi.


Gdy weszła do salonu, Malfoy już tam siedział, rozłożony na jej kanapie, z butami na jej stoliku, z jej kieliszkiem w dłoni i pił jej wino. Krew w niej zawrzała.
– Czego chcesz? – warknęła, nie dbając o gościnność. – Zabieraj te buciory, dobrze ci radzę – zagroziła, co blondyn skomentował śmiechem.
– Daj spokój, Granger – rzucił miękko. – Chodź tu i usiądź obok mnie. Mamy sprawę do obgadania.
– Ciekawe niby jaką – rzuciła sarkastycznie, nie ruszając się ani o milimetr. Zacisnęła jedynie mocniej dłoń, w której znajdował się cienki, brązowy patyk. Jedyna broń jaką miała.
– Jest już pięć lat po Wojnie i wciąż nie rozumiem, czemu żywisz do mnie taką nienawiść. No wiesz, szkolne czasy już dawno minęły, jesteśmy teraz dorosłymi ludźmi. A dorośli ludzie mają to do siebie, że rozumieją błędy młodości i przebaczają. Na przykład taki Potter. Wiesz, całkiem dobrze nam się współpracuje. – Posłał jej uśmiech, który miał ją uspokoić. Sprawił jednak, że zacisnęła mocno szczękę.
– Nie jestem Harrym – powiedziała po chwili. – Mów, czego chcesz, albo wypad.
– Może trochę grzeczniej, co? Rodzice nie nauczyli cię kultury, Granger? – Uśmiechnął się z satysfakcją, gdy w jej oczach ujrzał łzy. Wiedział, że jedna mała wzmianka o rodzicach wystarczy, aby ją zmiękczyć. – A teraz siadaj tu i posłuchaj, co mam ci do powiedzenia, bo to poniekąd dotyczy twoich rodziców.
Wywołał zamierzony efekt. Drgnęła, a po jej policzku spłynęła pojedyncza łza – jak zawsze, gdy ktoś przywoływał ten bolesny dla niej temat. Od pięciu lat poszukiwała rodziców po całym świecie, ale też od pięciu lat nie natrafiła na żaden ślad ich obecności.
Powoli ruszyła w stronę kanapy, a gdy była już dostatecznie blisko, Malfoy wyciągnął rękę, łapiąc ją za dłoń i ciągnąc do siebie. Brunetka straciła równowagę i wpadła wprost w jego ramiona, ale odsunęła się szybko, siadając na samym końcu kanapy, z dala od niego. Przez ten ułamek sekundy, gdy znajdowała się na nim, czuła zapach jego perfum. Musiała przyznać, że jak na wyjątkowo wredną gadzinę, gust miał doskonały.
– Mam dla ciebie propozycję. Obserwowałem cię już dłuższy czas.
Drgnęła nieznacznie. Więc jednak się nie myliła. Czuła, że jest obserwowana. Ta informacja sprawiła, że zalała ją potężna fala złości. Miała ochotę wstać i spoliczkować tego perfidnego blondyna, ale nie mogła. Zatrzymały ją jego kolejne słowa.
– Wiem, gdzie przebywają twoi rodzice. Ale… – spojrzał jej prosto w oczy. – Coś za coś.
– Czego chcesz? – spytała po dłuższym milczeniu.
– Jesteś mi potrzebna, Granger. Chcę w tym roku zostać Ministrem, ale potrzebuję przewagi. A ty możesz mi dać tę przewagę. – Wyjaśnił po krótce.
Zastanawiała się, jaką ma pewność, że naprawdę znalazł jej rodziców. Jaką ma pewność, że blondyn mówi prawdę. Mimo to zapytała:
– W jaki sposób?
– Zostaniesz moja żoną – wzruszył ramionami.
– Słucham? – Wybuchła szczerym śmiechem, odchylając lekko głowę do tyłu. – Cholera, Malfoy, jeszcze nigdy nie słyszałam tak beznadziejnego żartu. – Spojrzała na niego nieco rozbawiona. – A teraz wyjdź z mojego domu – dodała już na poważnie, chłodnym tonem, ponownie zaciskając dłoń na różdżce.
– Wybacz, Gragner, ale to niemożliwe. Potrzebuję cię. Dzięki pracy z Potterem moja reputacja uległa zmianie. Już nie jestem brany za syna śmierciożercy. A teraz dzięki tobie, ta reputacja zmieni się jeszcze bardziej. No wiesz, wróg z Hogwartu moją żoną. To będzie sensacja. Wszyscy będą mówić, że się zmieniłem.
W tym momencie Hermiona wiedziała, że wzmianka o jej rodzicach była mu potrzebna tylko do zamieszania jej w głowie – aby go wysłuchała i zdesperowana zgodziła się od razu. Nie ze mną takie numery, pomyślała.
– Jesteś głupi, jeśli myślisz, że ci pomogę.
– A założysz się, że pomożesz? Pokażę ci coś.
Wstał i wyciągnął do niej dłoń. Spojrzała na niego szczerze zdziwiona – on, pieprzony arystokrata, chce jej dotknąć? Wyczuwała podstęp. W końcu to był Draco Malfoy. Nic, w czym on maczał palce, nie mogło być dobre i szczerze.
– No już, przecież nic ci nie zrobię – przewrócił oczami, a Hermionie ten gest wydał się przezabawny. O mało co się nie uśmiechnęła. Ale szybko się zreflektowała i przybrała na twarz maskę obojętności.
Po chwili namysłu, wstała i niepewnie podała mu dłoń. On jedynie uśmiechnął się tajemniczo i wyjął z jej ręki brązowy patyk, który wylądował na podłodze. Wtedy wszystko wokół zawirowało.
Pojawili się w małej, ciemnej uliczce, przy ścianie jakiegoś domku.
– Po co mnie tu zabrałeś? – warknęła. Już zaczęła żałować.
– Nie gadaj, tylko chodź – odwarknął, ale całkowicie rozbawiony tą sytuacją.
Wciąż trzymając ją za dłoń, ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Hermiona nie miała pojęcia, gdzie są, ale nie śpieszyło jej się do rozmowy z Malfoy’em, więc nie pytała. Natomiast wyszarpnęła dłoń z jego stalowego uścisku. Spojrzał na nią, marszcząc brwi i ponownie złapał za dłoń, tym razem znacznie mocniej.
– Wybacz, Granger, ale muszę mieć pewność, że po tym co ci pokażę, nie zrobisz nic, co działałoby na moją niekorzyść. W końcu muszę ci udowodnić, że mój pomysł z małżeństwem przyniesie nam obojgu korzyści.
Chciała coś odpowiedzieć, ale blondyn zatrzymał się nagle, a ona wpadła na niego. Przytrzymał ją ramieniem, a potem spojrzał na nią rozbawiony. Przeczuwała, że to wszystko to jakiś kiepski żart. Była właśnie przedmiotem kpin i wszyscy w jakiś sposób jej się przyglądali, widzieli każdy jej ruch… aby potem wyśmiać ją. Wyśmiać, że poszła gdzieś z największym wrogiem i przez jedną, malutką chwilę, uwierzyła, że naprawdę może wiedzieć, gdzie są jej rodzice.
Wtedy właśnie wskazał palcem okno jednego z domów. Hermiona podeszła niepewnie bliżej, czując za plecami obecność blondyna. Wspięła się na palce. Było jej zimno w bose stopy, Malfoy wyciągnął ją przecież z mieszkania i nawet nie powiedział, gdzie zabiera, aby mogła się ubrać. Złapała dłońmi parapet i jeszcze wyżej uniosła na palcach, ale wciąż nie widziała, co działo się w środku domu.
Dłonie Malfoya nagle znalazły się na jej biodrach, a on podniósł ją do góry. Teraz miała idealny widok na… jej rodziców. Tata siedział na kanapie, oglądając telewizję. Widziała tylko jego profil, ale wiedziała, że to on. Wszędzie by go rozpoznała. I wtedy do pokoju weszła ona – jej mama, niosąc w dłoni dwa kubki z gorącym, parującym napojem i podała jeden mężowi, następnie usiadła obok niego, a on objął ją ramieniem.
Serce Hermiony zabiło mocniej. W głowie jej szumiało, a oczy wypełniły się łzami. Tak bardzo chciała już do nich podejść. Pewnie nie wiedzieliby, kim jest, ale ona by im wytłumaczyła. Przywróciła pamięć. Gdy tylko ta myśl rozwinęła się w jej umyśle, wyrwała się z uścisku Malfoya.
Ale tylko na chwilę. Bowiem blondyn złapał ją mocno w pasie i ponownie przeniósł do jej mieszkania i lekko od siebie odepchnął, sprawiając, że opadła na kanapę.
– Ty gnoju! – Od razu rzuciła się na niego z pięściami, ale on zwinnie cofnął się w bok, pozwalając, aby wpadła na stolik. – Dlaczego!?
– Powiedziałem ci już, Granger. Potrzebuję cię jako żony. Znalezienie ich zajęło mi rok. Cały długi, pieprzony rok! – krzyknął i zacisnął pięści. – Więc nie mów mi, że robiłem to wszystko na darmo. Ty masz dobrą opinię, czyli coś, czego potrzebuję ja. Ja mam wiedzę na temat aktualnego pobytu twoich rodziców, czyli coś, czego potrzebujesz ty. Zróbmy więc transakcję i wymieńmy się towarem.
Zamilkł. Patrzył ze spokojem, jak roztrzęsiona Hermiona z powrotem siada na kanapę i chowa twarz w dłoniach, łokcie opierając na kolanach. Nie bez powodu ją wybrał – była piękną kobietą, chociaż szlamą, inteligentną, pełną energii i wdzięku. W momencie, gdy wchodził do jej mieszkania, nawet przez myśl by mu nie przeszło, że zobaczy ją jedynie w koronkowej bieliźnie. Jak zwykle, wszystko obrócił w kpinę.
– Na jakiej zasadzie miałoby być to, pożal się Merlinie, małżeństwo? – odezwała się nagle, wyrywając go z zamyślenia.
– Więc zgadzasz się?
– Tego nie powiedziałam. Chcę rozważyć warunki.


Weekend dla Hermiony minął zbyt szybko. W piątek w nocy, po długiej dyskusji z Malfoyem, nie mogła zasnąć. W sobotę była ledwo żywa, a niedziela… Niedziela była totalną porażką. Nie potrafiła się zdecydować. Miała przed sobą perspektywę spędzenia kilku lat z Draconem Malfoyem, jej największym wrogiem lub zaprzepaścić szansę odzyskania rodziców.
W głębi duszy podjęła decyzję już w piątek, w momencie, gdy tylko ich zobaczyła. Ale warunki postawione przez mężczyznę wykluczały jak najszybszy rozwód. Blondyn zażyczył sobie dziedzica. Dopiero po porodzie syna miałaby możliwość zakończyć ten chory związek. I koniecznie musiał to być syn.
Kobieta nie potrafiła sobie wyobrazić, że on miałby ją dotykać w taki sposób. To było nierealne. Ale było jednym z trzech warunków, jakie jej postawił. Nie mogła mieć kochanka, tak samo jak on nie mógł żadnej kochanki. Z jednej strony Hermiona była za to zła. Malfoy skreślił tym jej szansę na zabawę czy chociażby spędzenie miło czasu. Ale z drugiej strony… musieli przecież udawać przykładne małżeństwo – Malfoy planował zostać Ministrem, powinni więc dawać dobrzy przykład.
Natomiast trzeci warunek… Sama nie wiedziała, czy się cieszyć, czy płakać. Ostatnią rzeczą, jaką jej przekazał przed wyjściem, był to, że drugi raz zabierze ją do rodziców dopiero po ślubie i tylko i wyłącznie wtedy, gdy będzie w ciąży.
Teraz był poniedziałek, a ona musiała wstać i iść do pracy w Ministerstwie. Była pewna, że go tam spotka i to nie przez przypadek. Sam przecież powiedział, że ją znajdzie, aby usłyszeć odpowiedź. Musiała więc podjąć ostateczną decyzję. A przed tym powstrzymywały ją tylko dwie rzeczy. To, że jej mężem miał zostać Draco Malfoy oraz fakt, jak na tę nowinę zareagują Harry z Ginny. To prawda, że relacje obu panów uległy zmianie, w końcu pracowali razem i blondyn nie raz i nie dwa udowodnił, że się zmienił. Ale nie znaczyło to, że Potter uściśnie Hermionę i życzy jej szczęścia.
Ale tu przecież chodziło o jej rodziców! Szukała ich przez 5 długich lat i nie natrafiła na ani jeden, najmniejszy ślad, gdzie mogliby być. A on znalazł ich w rok. Nie wiedziała, czy czuć do niego szacunek, że tego dokonał, wdzięczność, że dał jej możliwość odzyskania ich, czy wściekłość, że nie dokonała tego sama.
Nie miała ochoty wstawać z miękkiego i cieplutkiego łóżka, ale jej budzik rozbrzmiewał w całej sypialni, powodując coraz większe zdenerwowanie panny Granger. W końcu, zirytowana do granic możliwości, uderzyła dłonią w przedmiot, który z hukiem spadł na podłogę.
– Na Merlina, Granger, aleś ty agresywna.
Usłyszała rozbawiony głos i w tej samej chwili gwałtownie usiadła, podciągając pościel pod samą brodę. W drzwiach jej sypialni stał blondyn, źródło jej złego samopoczucia przez weekend.
– Co ty tu, do cholery, robisz?! – wykrzyknęła.
– Przyniosłem kawę i śniadanie z najlepszej londyńskiej cukierni, więc zamiast wylegiwać się w łóżku, rusz swój zgrabny tyłek do kuchni, zanim croissanty wystygną – powiedział i wyszedł, zostawiając osłupiałą kobietę w łóżku.
Nie rozumiała, co się właśnie stało. Jakim cudem Malfoy znalazł się w jej domowym zaciszu po raz drugi? Miała wielką ochotę go zapytać, czy aby przypadkiem nie uderzył się ostatnio w głowę. Małżeństwo, śniadanie… Co się z nim działo?
– Idziesz czy sam mam to zjeść? – krzyknął z kuchni.
Niechętnie wyszła spod ciepłej kołdry i podeszła do szafy. Po chwili wahania stwierdziła, że to jednak zbędne. Dlaczego miała się ubierać we własnym domu? Przecież była u siebie. Spojrzała krytycznie na czarną koszulkę nocną. Była cienka i z satyny, a przy dekolcie i udach miała przyszytą koronkę. Nagle pomysł wydał jej się zły. Powinna się ubrać. Nie może paradować przed Malfoyem półnaga.
– Ale ty się ślima-oh…
Ślimaoh? – Odwróciła się do niego przodem z nieco kwaśną miną. Stał w drzwiach i wyglądał tak, jakby chciał zebrać swoją szczękę z podłogi.
– Chciałem powiedzieć ślimaczysz, ale coś mi nie wyszło… – wyjaśnił po chwili ciszy.
– Świetnie, a ja chciałabym się ubrać – rzuciła, marszcząc brwi i z satysfakcją obserwując jego reakcję.
– A-ale croissanty i kawa wystygną – tłumaczył, gestykulując śmiesznie.
– Jest już wpół do dziewiątej, więc i tak nie zdążyłabym zjeść i jeszcze się ubrać. Więc daruję sobie śniadanie, ale kawę wypiję z chęcią w drodze do pracy.
Odwróciła się do niego plecami i wyjęła z szafy białą, nieco prześwitującą koszulę oraz czarne rurki, a z szuflady czystą, białą bieliznę. Wyminęła go w drzwiach i skierowała się do łazienki, gdzie dokładnie zamknęła drzwi. Z trudem hamowała wściekłość. Jak śmiał wchodzić do jej domu i jeszcze ją pośpieszać? Wzięła szybki prysznic i ubrała się w przygotowane rzeczy, a gdy znalazła się w kuchni, była już za dziesięć dziewiąta.
– No i widzisz, kawa ci wystygła.
Zacisnęła pięści. Miała nadzieję, że jak wyjdzie, jego już tu nie będzie. Myliła się. Siedział przy stole i palcami wystukiwał jakiś rytm. Na stole stały dwa plastikowe kubki, jeden pełny, drugi pusty. Wzięła do ręki ten pierwszy i zdjęła z góry plastikowe wieczko, aby wylać całą zawartość do zlewu.
– Co ty robisz? – zdziwił się blondyn, przyglądając jej poczynaniom.
– Kawę – odparła względnie spokojnie, chociaż w środku cała się trzęsła ze złości. Wlała wody do czajnika, ale po chwili stwierdziła, że jest za mało czasu na mugolskie sposoby. Szybko przelała wodę do kubka i dosypała odpowiednią ilość kawy i cukru, a następnie machnęła różdżką, wypowiadając odpowiednie zaklęcia.
Spojrzała wymownie na Malfoya, ale on jedynie obserwował ją, gdy wzięła pierwszy łyk kawy. Westchnęła, gdy wciąż się nie ruszył. Machnęła kilka razy różdżką i przed nim również pojawił się wypełniony kawą kubek.
– Skoro wciąż tu jesteś, domyślam się, że do pracy też masz zamiar iść ze mną? – spytała zrezygnowana. – Tak będzie codziennie?
– Niekoniecznie. W końcu będziemy musieli zamieszkać razem – wzruszył ramionami.
– Ach tak… – mruknęła. – Więc chodźmy – ponownie westchnęła.
Zapowiadał się ciężki dzień.


Gdy tylko wyszli z klatki kamienicy, w której mieszkała panna Granger, otoczyli ich czarodziejscy reporterzy. Jak wyjaśnił jej Malfoy, przybiegli tu za nim rano, bo w końcu pierwszy raz widzi się jego arystokratyczny tyłek w sklepie, kupującego podwójną kawę i croissanty, które de facto sam zjadł, a potem pod domem jego największego wroga. Cóż, może nie do końca tak to brzmiało, ale Hermiona ułożyła w głowie własną wersję jego wypowiedzi.
W Ministerstwie również zostali przywitani zdziwionymi spojrzeniami i szeptami. Taki widok był dla reszty czarodziei czymś nierealnym. Do godziny jedenastej plotka rozeszła się po całym gmachu Ministerstwa, a gdy panna Granger wyszła o pierwszej z biura na lunch, ludzie nie przejmowali się szeptaniem, tylko otwarcie i głośno przekazywali plotki dalej, z ust do ust.
Szła przed siebie, z uniesionym podbródkiem. Jej postawa mogła mówić, że nic ją nie obchodzą te brednie, ale jej serce biło szybko, a żołądek wariował. W windzie, gdyby mogła, powiedziałaby co niektórym co o nich myśli, ale była przecież Hermioną Granger, więc musiała dawać dobry przykład i nie pokazywać prawdziwych emocji. Chłodna maska obojętności – tego jej było trzeba.
– Dzień dobry, panno Granger. – Christian, szef Departamentu Prawa Czarodziei, posłał jej przyjazny uśmiech. Spotkała się z nim kiedyś i spędzili naprawdę miły piątkowy wieczór. Później, tak jak z większością mężczyzn, już się z nim nie spotkała, ale oboje lubili nieco pogawędzić w pracy, właśnie podczas lunchu.
– Cześć, Chris. Masz może ochotę na lunch ze mną? – zaproponowała, zatrzymując się przy mężczyźnie. Miał ciemne blond włosy i ciepłe, zielone oczy.
– A co na to Malfoy? – Uniósł do góry brew, ale widząc minę Hermiony, roześmiał się. – Dobra, nie wnikam, ale liczę na to, że wyjaśnisz mi, co się dzieje. Całe Ministerstwo o tym huczy.
– Po prostu chodźmy na lunch – westchnęła.


Gdy oboje z Chrisem wrócili do Ministerstwa, po budynku już krążyła kolejna plotka. Hermiona nie wiedziała, czy ma płakać czy się śmiać. Właśnie dziękowała Christianowi za miło spędzoną godzinę, gdy za jej plecami wznowiły się szepty, a przez cały korytarz rozniósł się donośny głos.
– Granger!
Malfoy szedł środkiem korytarza, a tłum się przed nim rozstępował. Na jego wąskich ustach gościł lekki uśmiech i kobieta nie wiedziała, czy powinna się bać. W końcu to Malfoy, on mógł wymyślić wszystko. Była to także pierwsza sytuacja od porannego pojawienia się obojga w pracy, gdzie ludzie mogli zobaczyć ich razem. Napięcie rosło.
– Draco… – Posłała mu wymuszony uśmiech.
– Harry cię szukał. Gdzie się podziewałaś?
– Harry? – Spojrzała na niego lekko przerażona. – Wiesz może, czego ode mnie chciał?
– Oczywiście. – Przybliżył się, niemal muskając ustami jej ucho i szepnął. – Poznać prawdę na temat krążących plotek.
Hermiona zaklęła cicho i szybko pożegnała Christiana, niemalże od razu ruszając w stronę windy, a potem prosto do gabinetu Harry’ego. Musiała mu od razu wyjaśnić, co się stało. Zadowolony blondyn ruszył za nią, od czasu do czasu posyłając lubieżny uśmiech w stronę którejś z kobiet, stojących nieopodal. Chichotały cicho, co niezmiernie go bawiło.
To uświadomiło mu, jak bardzo Granger jest inna od pozostałych kobiet. Jak bardzo wyjątkowa. I potwierdziło, że wybrał dobrze. Nie dość, że zdobędzie to, czego chciał, to w dodatku będzie miał u boku piękną i inteligentną kobietę. Nie mogło być lepiej.


– Harry, błagam, powiedz coś… cokolwiek – szepnęła Hermiona, kuląc się na fotelu przed biurkiem przyjaciela.
Czarnowłosy mruczał coś pod nosem, co brzmiało jak irytujący, tleniony pacan, ale kobieta nie była pewna. Bała się reakcji Pottera. W końcu zarówno on jak i Malfoy w szkole byli wrogami. Nagle jednak mężczyzna westchnął głośno i spojrzał wprost na przyjaciółkę.
– Słuchaj, kochanie, to jest twoje życie, a ja jedyne chcę, abyś była szczęśliwa. Z Draconem może i nie będziesz, ale doskonale wiem, jak bardzo pragniesz odzyskać rodziców i to sprawi, że będziesz najszczęśliwszą osobą na ziemi. Dlatego zaakceptuję twój wybór, jaki by nie był.
Posłał jej lekki, uspokajający uśmiech i podrapał się po karku.
– Czy to będzie oznaczało święta i niedzielne obiadki w towarzystwie tego pacana?
Hermiona zaśmiała się, kręcąc z politowaniem głową.
– Nie wiem, Harry. Dzisiaj muszę mu dać odpowiedź. I chyba się na to zdecyduję – powiedziała smutno.
– Hej, głowa do góry. W końcu Czarownica już po raz czwarty z rzędu ogłosiła Malfoya jako Najbardziej Pożądanego Kawalera Roku. Wiesz, ile kobiet będzie ci zazdrościło?
– Potter… – zamruczała groźnie, marszcząc brwi.
– Wpadniesz do nas wieczorem? Ginny z pewnością będzie chciała usłyszeć całą historię, którą mi opowiedziałaś, bez pominięcia choćby jednego detalu. Mogę zrobić twoją ulubioną sałatkę – zaproponował czarnowłosy.
– Jasne, przyjdę. A teraz chyba muszę… muszę…
– Znaleźć Malfoya i powiadomić go o swojej decyzji? – podsunął jej przyjaciel.
– Tak… Jak myślisz, jak na to zareaguje Ginny?
– Myślę, że podobnie jak ja. Oboje pragniemy twojego szczęścia, Hermiona. Zaakceptujemy wszystko, co uznasz za słuszne, nawet ślub z tym idiotą. Bylebyś tylko odnalazła szczęście, a skoro on wie, gdzie ono się znajduje, to może warto zaryzykować?
– Dziękuję, Harry. Do zobaczenia wieczorem.
Pożegnała się i wyszła z biura, masując palcami skronie. Od tego wszystkiego zaczęła ją boleć głowa. Teraz musiała tylko iść do swojego przyszłego… męża. Wzdrygnęła się na samą myśl, że już niedługo stanie się panią Malfoy. Ale tłumaczyła się siłą wyższą. Tak, to była siła wyższa. Robiła to w słusznym celu.


Założyła luźną, białą koszulę z cienkiego materiału i czarne spodnie. Stopy włożyła w czarne szpilki, a z wieszaka zdjęła marynarkę koloru malinowego. Jej twarz zdobił lekki makijaż, a swoje brązowe włosy związała w luźnego kucyka.
Kolacja u Potterów zwykle wyglądała dość elegancko. Bogato zastawiony stół, pięknie ubrani gospodarze. Ginny zamiłowanie do gotowania i karmienia wszystkich w około odziedziczyła po Molly. Dopiero po posiłku przechodzili do salonu, gdzie pili przeróżne trunki, z zamiłowaniem kolekcjonowane przez Harry’ego, który przywoził je ze swoich wyjazdów służbowych do innych państw.
Siadali całą trójką na kanapie, pogrążając się w rozmowach, wspomnieniach pięknych chwil. Hermiona lubiła ten czas. Potterowie organizowali takie kolacje przynajmniej dwa razy w miesiącu.
Spoglądając na zegarek, Hermiona stwierdziła, że już na nią czas. Teleportowała się z cichym trzaskiem i po chwili spoglądały na nią dwie uśmiechnięte twarze.
– Cześć – rzuciła lekko.
Ginny, nie dbając o kulturalne powitanie, rzuciła się na przyjaciółkę, obejmując ją mocno. Harry jedynie kiwnął głową, patrząc z rozbawieniem na obie najważniejsze kobiety w jego życiu.
– Młoda damo… – Ton głosu Ginny zmienił się. Odsunęła się od Hermiony i, jak zwykła robić Molly Weasley, podparła się dłońmi o biodra, mierząc przyjaciółkę wściekłym spojrzeniem. – Czy ty przypadkiem nie masz mi czegoś do powiedzenia?
– Merlinie, brzmisz jak swoja matka… – Panna Granger przewróciła oczami, na co czarnowłosy zachichotał cicho.
– Do stołu marsz i za chwilę wszystko mi opowiesz. Wszystko, zrozumiano?
Hermiona uniosła do góry obie dłonie w geście poddania i pokręciła głową z udawaną dezaprobatą.
– Jesteś okropna, rudzielcu.
– Tylko nie rudzielcu! – krzyknęła dziewczyna, zanim zniknęła w kuchni.
– Rozmawiałaś z nim? – zagadnął Harry.
– Owszem – speszyła się. – Zgodziłam się i nie jestem pewna, czy to był dobry pomysł. Ale nie dam sobie w kaszę dmuchać i także postawiłam swoje warunki. Chcę mieć ślub w mugolskim stylu. Biała suknia, słoneczna plaża… Wiesz, że wybrałam Hiszpanię? Zgodził się.
– Hiszpanię?
– Są tam piękne plaże. – Wzruszyła ramionami. – Ale to nie ważne. Zresztą… po co mi piękna plaża, skoro będę stała u boku kogoś takiego jak on? – zasmuciła się, ale Harry nie zdążył jej pocieszyć, gdyż w tym momencie przyszła Ginny i zaprosiła ich do stołu, który jak zawsze był przygotowany perfekcyjnie.
– Więc, Hermiono? – zapytała Ginny podczas posiłku.
– Wychodzę za mąż za Malfoya – westchnęła, poprawiając gumkę przytrzymującą jej gęste włosy.
– To już wiem. Może jakieś konkrety, kochana? – zaśmiała się rudowłosa, posyłając przyjaciółce rozbawione spojrzenie.
– Mówiłam ci już, że jesteś okropna? Więc to powtórzę. Jesteś okropna. Nabijasz się ze mnie, prawda, Gin? To wcale nie jest śmieszne. Będę musiała spędzić jakiś okres mojego życia z tym… tym…
– Baranem? – podsunęła ruda, a Harry zachłysnął się kawałkiem mięsa, które właśnie przeżuwał, próbując nie wybuchnąć śmiechem.
– Jak zwał tak zwał. Czy to ważne?
– W sumie nie. Ważne jednak, że w końcu odzyskasz rodziców, Herm… – Ruda położyła swoją dłoń na dłoni przyjaciółki, dodając jej tym otuchy i pokazując, że akceptuje jej decyzję, nawet jeśli nie jest z niej zadowolona. 



Miał być we wrześniu, ale już nie wytrzymuję ;___; Z początku tekst miał być miniaturą podzieloną na trzy części (etapy), ale wyszło jak wyszło. Każdy etap będzie podzielony na trzy części (łącznie 9 rozdziałów). Myślę, że tak będzie wygodniej. Niestety, liczba prowadzonych przeze mnie blogów z opowiadaniami sprawia, że nie mogę się skupić od początku do końca na jednym (a nawet nie chcę ;p), więc częstotliwość dodawania części może być rzadka i nieregularna. Żywię nadzieję, że dacie znać, co myślicie. ;) 

Ogromne podziękowania należą się Martynie, która odnalazła zagubione literówki i dała znać, co myśli o całości Etapu I. Dziękuję! 


17 komentarzy:

  1. Super pomysł. Trochę przypominało mi to ,,Cudowną Parodię Bliskości'', ale masz ciekawe uzasadnienie, więc jestem na tak. Intrygują mnie kolejne losy bohaterów, mam nadzieję, że pozytywnie mnie zaskoczysz.
    Trzymaj się i duużo weny!
    precious-fondness.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc jeszcze tego nie czytałam i nieco martwi mnie to podobieństwo. ;/ Ale w sumie ciężko napisać totalnie oryginalne Dramione w tej chwili xd
      Dziękuję za komentarz i mam nadzieję, że do zobaczenia. ;)
      A do Ciebie niedługo wpadnę, bo Twój blog już przewinął się gdzieś przez moje zakładki "do przeczytania". ;)

      Usuń
  2. KOREKTA TEKSTU!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyda Ci się beta, bo błędów od groma.

      Usuń
    2. #KochamHejterówZAnonima ❤
      Polecam wcisnąć czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu :)

      Usuń
    3. …ale od kiedy zwracanie uwagi na błędy to hejtowanie? Pomysł mi się podobał i miałam ochotę przeczytać to opowiadanie, jednak przeszkadzały mi błędy i chciałam Ci tylko pomóc, wpłynąć jakoś na jakość tekstu…
      Z takim podejściem na pewno daleko zajdziesz, powodzenia.

      Usuń
    4. Z takim podejściem nie przeczytasz niczego. Zamiast walnąć "błędów od groma", pokaż mi, gdzie niby te błędy są.
      Jakbyś poświęciła chociaż chwilę, żeby zerknąć na tekst, zobaczyłabyś, że jest sprawdzony przez betę. Więc naprawdę nie rozumiem, o czym my tu w ogóle rozmawiamy.
      Taki komentarz jak Twój, to jest hejt. Nie byłby nim, gdybyś kulturalnie napisała, co według Ciebie jest źle.

      Usuń
    5. Och, proszę.
      Mój komentarz byłby hejtem, gdybym obraziła w nim Ciebie, Twój tekst, i to bezpodstawnie. Ja napisałam, że jest dużo błędów, bo tak jest, a to, że został zbetowany, nie znaczy, że jest bez skazy.
      Nie, z takim podejściem to ty nie będziesz miała czytelników, bo nie tylko dla mnie liczy się jakość tekstu.
      A błędy już wypisuję. :)

      Usuń
    6. „…odkąd Ronald zranił ją tak bardzo, postanowiła nie wchodzić więcej w żaden związek. Jedna randka, nic więcej” – tutaj masz dwa razy „więcej”. Tak, powtórzenie to też błąd.
      „Miała nadzieję, że nie będzie miał do niej żalu, gdy spotkają się w poniedziałek Ministerstwie” – dwa razy „mieć”, „Ministerstwie” powinno być napisane małą literą, a dodatkowo – zabrakło Ci „w”.
      „Tim był całkiem miły, a do tego bardzo przystojny. Spędziła więc miło wieczór i żałowała, że musiała odprawić go z kwitkiem” – powtórzenie wyrazu „miły”.
      „Wściekła do granic możliwości, wciągnęła ze świstem powietrze i w identyczny sposób je wypuściła” – po „możliwości” nie powinno być przecinka.
      „Dopiero teraz była gotowa, aby wyjść i stawić czoło Malfoy’owi” – „Malfoy” odmienia się bez apostrofu.
      „– Daj spokój, Granger – rzucił miękko. – Chodź tu i usiądź obok mnie. Mamy sprawę do obgadania.
      – Ciekawe niby jaką – rzuciła sarkastycznie, nie ruszając się ani o milimetr” – powtórzenie wyrazu „rzucić”
      „Jedyna broń jaką miała” – zabrakło Ci przecinka po słowie „broń”.
      „Brunetka straciła równowagę i wpadła wprost w jego ramiona, ale odsunęła się szybko, siadając na samym końcu kanapy, z dala od niego” – przecinek po „kanapy” jest zbędny. I może zamiast „brunetki” lepszym określeniem byłaby „kobieta”?
      Mogę, oczywiście, podać więcej przykładów. :) Nie ma za co.

      Usuń
    7. Cóż, to, że nie widzisz różnicy między wskazaniem błędu, a krzyczeniem "korekta!", to nie mój problem. Dla mnie różnica jest wyraźna.
      Dziękować nie mam zamiaru. Podziękować bym mogła, gdybyś od razu to napisała, zamiast naskakiwać i krzyczeć (tak, drukowane litery i trzy wykrzykniki to zdecydowanie krzyk).

      Usuń
    8. Co nie zmienia faktu, że wciąż nie można nazwać tego hejtem. :)
      No cóż, przeżyję, bo kultury człowieka nie nauczysz.

      Usuń
    9. Co nie zmienia faktu, że nie uzasadniłaś (na początku) swojego wrzasku, który dla mnie jest hejtem. Sprawa miałaby się inaczej, gdybyś od razu uzasadniła swoje zdanie na temat braku korekty - nie mam nic przeciwko konstruktywnej krytyce. Ale jak widzę samo i niepoparte żadnym przykładem "korekta", to śmiać mi się chce nad ludzkim chamstwem.
      Cieszę się, że zdajesz sobie sprawę ze swojego zachowania. :) Skoro już tak pięknie stwierdziłaś, że nie nauczysz się kultury, to naprawdę nie wiem, co tu robisz.
      Nie mam zamiaru dalej prowadzić tej bezsensownej dyskusji, bo skoro i tak nie rozumiesz i nic do Ciebie nie dociera, to nie mamy o czym mówić.
      Pozdrawiam i życzę miłej nauki o kulturze, jeśli jednak skusisz się na jej poznanie. :)

      Usuń
  3. Podoba mi się tematyka, przyznam szczerze, że to głównie przez to tu zajrzałam. Twój styl pisania jest genialny i naprawdę dobrze się czyta, a poza tym to jak wykreowałaś postać Hermiony jest cudowne. Naprawdę nienawidzę, gdy ktoś robi z niej niewinną, nieśmiałą, wręcz uległą. Ty przedstawiłaś ją jako silną kobietę, która potrafi również postawić swoje warunki.Kocham to <3 Czekam z niecierpliwością na następny rodział ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle czekałam i nie zawiodłam się. Od pierwszego akapitu tekst mi się bardzo podoba. Draco i Hermiona są tacy.. Hmm... aż trudno się o nich wyrazić. Oni są idealni. Widać że Hermiona jest silną kobietą, kocha swoich rodziców, chciała ich znaleźć, (teraz wyręczył ją Draco) ale nie rozczula się nad sobą. Cieszę się że nie zrobiłaś z Malfoy'a kluchy. Matko jak ja tego nie lubię. Malfoy jest inteligentny, pomysłowy i zabawny :D Ideał.
    Najbardziej rozczarowała mnie długość na taką ilość czasu jaką czekaliśmy. Wytłumaczyłaś to i za to Ci wybaczam.
    Czekam na więcej. Może teraz napiszesz go szybciej :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Daję znać, że tu byłam. :D Jednak jest na tyle późna pora, że jutro skomentuję ładnie oba rozdziały, tym bardziej, że się wciągnęłam i od razu idę do następnego. ;)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.