WHEN DREAMS COME TRUE [One Shot]

Ponownie przychodzę z jednopartówką Dramione. Męczę się wciąż z rozdziałem Trzech Etapów, ale niedługo powinien się pojawić Etap I. ;) Miłego czytania xx

Nie wiedzieć czemu, cofałam się. Krok za krokiem. Oczy miałam zamknięte, więc nie wiedziałam czemu to robię. Moje plecy lekko stuknęły o szybę pociągu. Najpierw poczułam ciepły oddech, który pieścił moją twarz, a następnie czyjeś zimne dłonie ulokowały się na moich biodrach.
Otworzyłam oczy i uniosłam głowę, aby natrafić na szare, zimne tęczówki.
Kąciki bladych ust uniosły się lekko do góry i zbliżyły. Za bardzo. A już po chwili lekko musnęły moje usta…

Zostałam brutalnie wyrwana ze snu przez mamę szarpiącą moje ramię. Jęknęłam i zakryłam głowę kołdrą.
– No dalej, musisz wstawać, Hermionko. Wracasz dziś do szkoły, nie możesz się spóźnić. – Mówiła cicho, dalej stukając moje ramię i próbując zdjąć ze mnie kołdrę, w którą byłam dosłownie zawinięta.
– Ale mamo – jęknęłam głośno, wcale nie kryjąc mojego niezadowolenia.
– Wstawaj. Chcę cię widzieć za dziesięć minut na dole i nawet nie próbuj się spóźnić – zagroziła.
Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, z jękiem przekręciłam się na drugi bok. Doskonale wiedziałam, że muszę wstać. W końcu wracałam dziś do Hogwartu. Do miejsca, w którym czułam się jak w domu. Mimo euforii związanej z rozpoczęciem roku szkolnego, byłam zmęczona i rozleniwiona. Siedzenie na kanapie do późnych godzin w nocy, oglądając z tatą filmy, wybiło mnie z rytmu i przez ostatnie kilka nocy miałam poważne problemy z zaśnięciem.
Gwałtownie podniosłam się do pozycji siedzącej, nagle sobie przypominając, co śniło mi się jeszcze kilka minut temu. Stalowe tęczówki, blond kosmyki, wąskie usta, jasna cera…
– O Merlinie… – Jęknęłam, ukrywając twarz w dłoniach. – Śnię o Malfoyu… Jest ze mną naprawdę źle. Niewyobrażalnie źle.
Nie chcąc się dalej nad tym zastanawiać, odsunęłam od siebie kołdrę, a sama wstałam z łóżka i z biurka wzięłam przygotowane wcześniej ubrania, które po chwili miałam już na sobie. Spojrzałam w lustro, widząc niską dziewczynę z brązowymi włosami sięgającymi ramion, które już nie były wielką kędzierzawą szopą. Moje czekoladowe oczy były zmęczone. Dwa ostatnie guziki białej koszuli były rozpięte, odsłaniając kości obojczyków. Krawat luźno wisiał na mojej szyi, ale nie miałam siły ani chęci, aby zawiązać go porządnie. Czarna spódniczka prawdopodobnie była zbyt krótka, ale to także nie bardzo mi przeszkadzało.
– Hermiono! – Z dołu dobiegł głos mamy.
– No idę, idę… – mruknęłam pod nosem, ruszając w stronę schodów.


– Pisz do nas często, kochanie. Oboje z mamą bardzo cię kochamy i uwielbiamy czytać twoje listy.
Tata posłał mi rozczulony uśmiech.
– Będzie mi brakowało naszych nocnych maratonów – powiedziałam.
– Mi również. Kto teraz będzie wyciszał salon czarami, aby mama się nie obudziła? Pewnie co noc będzie przychodziła wściekła, że nie pozwalam jej spać, oglądając durne ekranizacje – westchnął.
– Jestem pewna, że gdybyś tylko od czasu do czasu zgodził się na obejrzenie taniego, babskiego romansidła, mama podchodziłaby do tego zupełnie inaczej – zaśmiałam się. – Chyba już pójdę, co?
– Jeżeli musisz… - wzruszył ramionami.
Doskonale wiedziałam, że jemu także jest ciężko, chociaż chciał udawać, że nie za bardzo się tym przejmuje. Znów rozstawaliśmy się na kilka miesięcy. Kolejny powrót do domu planowałam na święta, ale znając Harry’ego i jego zamiłowanie do wpadania w kłopoty, moje plany mogły spalić na panewce. Uścisnęłam więc mocno tatę i pocałowałam w policzek, aby po chwili wyjść z samochodu i nie widzieć jego pełnych łez oczu. Z tylnego siedzenia zabrałam mój kufer i po raz ostatni spoglądając na tatę i machając mu dłonią na pożegnanie, ruszyłam w stronę King’s Cross.
Na peronie 9 i ¾ było już sporo uczniów i ich rodziców. Rozejrzałam się leniwie po zebranych, szukając dwóch rudych czupryn – należących do Ginny i Rona – oraz czarnej Harry’ego. Niestety, mój metr sześćdziesiąt-pięć mi w tym nie pomagał. Z cichym westchnieniem usiadłam na swoim kufrze, z postanowieniem, że nie będę ich szukać. Po chwili jednak zrozumiałam, że przecież sami się nie znajdą więc koniec końców stanęłam na własnym bagażu, który dodał mi te trzydzieści centymetrów. Zamiast upragnionych osób, znalazłam w tłumie właściciela tlenionych włosów, który śnił mi się dziś rano.
Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym. Jak to możliwe, że śnił mi się właśnie on – Draco Malfoy? Nie zajmował moich myśli od zakończenia roku, więc dlaczego dziś?
Na peronie pojawiało się coraz więcej ludzi. Gwar rozmów przyprawiał mnie o ból głowy. Spojrzałam na zegar. Pociąg odjeżdżał za dwadzieścia minut. Postanowiłam, że zajmę przedział, a jeśli przyjaciele mnie nie znajdą, to trudno.
Gdy tylko ruszyłam w kierunku wagonu, poczułam się dziwnie. Zupełnie tak, jakby to już się kiedyś działo. Czułam się tak, jakbym stawiała te same kroki po raz drugi. Pociąg był jeszcze pusty, dlatego mogłam sobie wybrać przedział, który chciałam zająć. Znów poczułam dziwne ukłucie w środku, jakbym już kiedyś robiła podobną rzecz. Ale przecież nie robiłam, więc jak to możliwe?
Położyłam kufer na jednym z siedzeń. Nie miałam tyle siły, aby samej włożyć go na górę. Musiałam poczekać na Harry’ego lub Rona. Miałam właśnie usiąść na którymś z miejsc, gdy drzwi przedziału się otworzyły. Odwróciłam się i znów poczułam się jakbym miała deja vu. W przejściu stał on. Przez moją myśl przeszło tylko jedno zdanie: tak samo było w dzisiejszym śnie.
– Granger…
– Malfoy.
Cofnęłam się o krok.
– Czemu się odsuwasz? – Zapytał bez ani krzty kpiny w głosie. Zdziwiło mnie to, w końcu zawsze byliśmy do siebie źle nastawieni.
– A czemu ty się przysuwasz? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie, a uczucie deja vu było coraz silniejsze.
– Mogę ci zadać jedno pytanie?
– A od kiedy to Malfoy pyta o pozwolenie, zamiast coś po prostu coś zrobić? – Rzuciłam z kpiną, ale on nie zareagował na zaczepkę. Wpatrywał się tylko we mnie, aby po chwili zadać pytanie, które przyprawiło mnie o szybsze bicie serca.
– Tobie też się to śniło?
Otworzyłam usta, ale nie wyszedł z nich żaden dźwięk. Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa. Moje ciało było jak sparaliżowane. A jego szare tęczówki mnie obserwowały, sprawiając, że w pewnym momencie zadrżałam.
– Śmiem twierdzić, że tak… I sądzę, że nie będziesz miała nic przeciwko, Granger, jeśli to zrobię… – szepnął, a ja pod wpływem jego tonu cofnęłam się do tyłu.
Zamknęłam powieki, cofając się po raz drugi. Poczułam na plecach zimną szybę. Wszystko działo się identycznie jak w moim śnie. I jak się teraz dowiedziałam, także w śnie Malfoya. Czemu to się działo? Oraz jak to się działo? Odpowiedzi na te pytania nigdy nie dostałam. To po prostu było silniejsze ode mnie, od niego, od… nas.
Moją twarz owiał ciepły oddech, a na biodrach znalazły się jego dłonie. Zadrżałam i otworzyłam oczy, aby ujrzeć stalowy wzrok wpatrzony we mnie. Jego usta drgnęły w uśmiechu i po chwili pochylił się, a nasze usta były naprawdę blisko siebie. Dzieliły je tylko milimetry.
Wzięłam głęboki oddech i ponownie zamknęłam powieki. Czekałam na to. Ciężko było mi się do tego przyznać, nawet przed samą sobą, ale czekałam na to. Na ten pocałunek. Pocałunek, który już po chwili poczułam. Jego usta musnęły moje raz, drugi, trzeci… To było o wiele przyjemniejsze niż sądziłam. I w momencie, gdy przyznałam się do tego, że to mi się podoba i objęłam ramionami szyję Malfoya, który jednocześnie przyciągnął mnie bliżej swojego ciała, oplatając rękami w pasie, drzwi przedziału otworzyły się po raz drugi.
– Hermiona?!
Odsunęłam swoje usta od jego i powoli podniosłam wzrok, spoglądając z obawą na drzwi, w których stała trójka moich przyjaciół. Dopiero teraz dotarło do mnie to, co właśnie miało miejsce. Całowałam Malfoya… Całowałam Malfoya, Malfoya… Malfoya! Gwałtownie odsunęłam się od blondyna, patrząc na przerażone miny Rona, Harry’ego i Ginny.
– Na Merlina, Harry, powiedz, że mam przywidzenia i to wcale nie jest Hermiona, która dosłownie przed chwilą całowała tę tlenioną fretkę. – Odezwał się Ron.
– Wypraszam sobie – prychnął Draco. – Tylko nie fretka.
– Harry, on tu jest naprawdę… – Zszokowany Ron przeskakiwał wzrokiem ze mnie na Malfoya i z Malfoya na mnie. Jego twarz przybierała coraz intensywniejszego czerwonego koloru.
– J-ja… ja wam to wyjaśnię… – jęknęłam słabo.
– Nie sądzę, aby Weasley rozumiał pojęcie pocałunek, Granger. Niepotrzebnie stracisz czas. Ale sądząc po minach twoich przyjaciół, powinienem was teraz zostawić samych.
– NIE! – Krzyknęłam, nie panując nad odruchami i złapałam go za dłoń, sprawiając, że się zatrzymał i spojrzał na mnie z mieszanką zdziwienia i wesołości. – To znaczy… Ja…
Uśmiechnął się do mnie, tak miło, nie kpiąco i pochylił, szepcząc mi do ucha:
– Musimy sobie wyjaśnić kilka rzeczy. Pokój życzeń, dziś o ósmej. Będę czekał.
Odwrócił się i wyszedł, zostawiając mnie z wściekłym Ronem, zdruzgotanym Harrym i wciąż zdziwioną Ginny. Jak mam się im teraz wytłumaczyć?  


•••
Zakończenie otwarte, podomyślajcie się sami, co się wydarzyło w Pokoju życzeń. :3 /Koneko

2 komentarze:

  1. Słodka miniaturka, strasznie mi się podoba. Tylko nie lubię domysłów. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie potrafię dokończyć cudzych historii. Miniaturka genialna i czekam na więcej ^^

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.