WIOSENNY BAL [One Shot]

grafika znaleziona w images google
 Tekst bardzo typowy i bardzo typowy dla swojego gatunku, jakim jest Dramione. Miłego czytania. xx

Przetarła zmęczone oczy i jeszcze bardziej opatuliła się szlafrokiem, mocniej zawiązując pasek. Ziewnęła, nawet nie fatygując się, aby zasłonić usta dłonią. Miała za sobą nieprzespaną noc i liczyła na to, że przed Wiosennym Balem, zaplanowanym na dzisiejszy wieczór, uda się jej chociaż chwilę przespać . Niestety została brutalnie zbudzona przez sowę i wyciągnięta z łóżka wiadomością, jaką przyniosła ta mała zwierzyna.
– Zobaczysz, kiedyś cię ukatrupię, ale tak naprawdę – mruczała pod nosem.
Mijała coraz to kolejne obrazy, wiszące na korytarzu, a mieszkające w nich osoby przyglądały jej się z rozbawieniem – pewnie przez te barwne słowa, które wychodziły z jej ust – oraz zaciekawieniem, zastanawiając się dokąd idzie o tej porze w dzień wolny od zajęć.
Nie było tajemnicą, że Hermiona Granger większość swojego wolnego czasu spędzała w bibliotece, więc portrety były święcie przekonane, że dziewczyna właśnie tam zmierza. Nie wiedzieli, jak bardzo się mylili.
– Czy ty wiesz, która jest godzina!? – wpadła do Wielkiej Sali, nawet nie siląc się na uprzejmości. – Siódma, Malfoy, siódma! Ludzie o tej porze śpią, zwłaszcza, jeśli nie spali w nocy, użerając się z twoją osobą! – krzyczała, zupełnie wyrywając się ze znużenia, które ogarniało ją jeszcze w drodze.
Malfoy, niezrażony zachowaniem Gryfonki, uśmiechnął się leciutko. Wręcz uwielbiał, gdy ta się złościła. Na jej policzki wstępowały wtedy urocze rumieńce, a w oczach skrzyły się ogniki, które tak bardzo lubił oglądać.
– Dlaczego mnie obudziłeś? – zapytała zrezygnowana, gdy już przestała krzyczeć. Emocje opadły, a ona znów była opanowana. Przynajmniej na tyle, na ile dało się opanować w towarzystwie Dracona Malfoya.
– Chciałem tylko zapytać…
– Sugerujesz, Malfoy, że o czymś zapomniałam? – spytała groźnie, przerywając mu w połowie zdania. Nawet pannie Granger zdarzało się być niekulturalnym, zazwyczaj właśnie przy tym blondwłosym chłopaku. Mężczyzną nie mogła go nazwać. Czasami zachowywał się gorzej niż Ron, którego wiek mentalny sprowadzała do pięciu lat. Przez ostatnie kilka miesięcy zdążyła dość dobrze poznać Malfoya i sama nie wiedziała czy to dobrze czy źle.
– Ty, Granger, miałabyś o czymś zapomnieć? Chciałbym to zobaczyć – prychnął, jednocześnie się uśmiechając.
– Myślałam, Malfoy, że już omówiliśmy temat używania imion. Hermiona, mam na imię Hermiona – fuknęła i mało brakowało, a tupnęłaby nogą jak mała dziewczynka. Na szczęście w porę się opamiętała.
– Wybacz mi ten nietakt, Hermiono, ale to ty wpadłaś tu krzycząc moje nazwisko. A teraz do rzeczy. – Już miał ją spytać o to, o czym na okrągło myślał przez ostatni tydzień, gdy jego wzrok padł na jej ubranie.
Granatowy szlafrok sięgał jej do połowy ud, a spod niego wystawał mały kawałek jej ciemno-zielonej koszuli nocnej. Dokładnie zlustrował jej długie nogi i na jego ustach wykwitł wielki, bezczelny uśmiech.
– No, no, Granger, od kiedy to po zamku paraduje się w takim wdzianku? – uniósł do góry prawą brew, w końcu spoglądając dziewczynie w duże, czekoladowe oczy. Zazdrościł jej tego, były ciepłe i takie piękne, a gdy w nie spoglądał, zawsze nie mógł się nadziwić ich głębi. – Nie bałaś się, że ktoś cię zobaczy? – zakpił jeszcze.
– Zamknij się – jęknęła, rumieniąc się.
Zawstydzona pociągnęła końce szlafroka w dół, ale nie pomyślała o tym, że jego poły rozchylą się lekko na górze. Malfoy, widząc skrawek jej jasnej cery, uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Zboczeniec i świntuch.
– Za to mnie kochasz, Hermionko. – Posłał jej słodki, pozornie niewinny uśmiech – na tyle, na ile uśmiech Malfoya może być niewinny.
– Chyba śnisz, Draconku. I nie nazywaj mnie Hermionką nigdy więcej – fuknęła. – Teraz z łaski swojej wyjaśnij mi, dlaczego obudziłeś mnie w środku nocy i kazałeś przyjść tutaj?
Spojrzała na niego groźnie, ale blondyn nic nie robił sobie z jej wzroku. Wręcz przeciwnie. Jego twarz rozświetlił ogromny uśmiech. Dziewczyna już wiedziała, że to nie wróży dobrze. Może i nie chodziła na wróżbiarstwo, ale tego przewidzieć nie było trudno. Sam łobuzerski uśmiech Dracona był wystarczającym dowodem na to, że blondyn coś knuł. I zdecydowanie nie było to nic dobrego.
– Wiesz, Granger… – zaczął, zbliżając się do brunetki.
– Ah, więc już nie Hermiono? – prychnęła.
Chłopak skomentował to jedynie przewróceniem oczami i w dalszym ciągu zbliżał się do jej małej, drobnej osoby. Cofnęła się o dwa kroki, ale na nic się to nie zdało. Sprawiło jedynie, że chłopak uśmiechnął się szerzej i robił coraz większe kroki, aby już po chwili zatrzymać się przed drżącą dziewczyną.
– P-powiesz mi w końcu…?
– Jąkamy się, Granger? – uniósł do góry brew, ale chwilę później się opanował. – Powiem. Chcę, abyś poszła ze mną na dzisiejszy bal – wydusił z dość opanowaną miną, chociaż w środku cały trząsł się i przeżywał katusze.
– Daj spokój, Draco, przecież my idziemy razem. W końcu musimy razem tańczyć na rozpoczęcie zabawy, co de facto jest pewnego rodzaju szlabanem. – Wyjaśniła spokojnie, zupełnie nie spodziewając się kolejnych słów chłopaka.
– Nie o to mi chodziło. Chciałbym, abyś została moją partnerką na ten cholerny bal. Żebyś tego wieczoru była moja, Granger, moja.
– C-co? – jęknęła.
– Nie powtórzę tego drugi raz. – Spojrzał na nią twardo.
– Ale… Dlaczego? – spytała, nic nie rozumiejąc.
– Bo chcę. Czy musi być jakiś inny powód? Po prostu zaprosiłem cię na bal, co w tym dziwnego? – Speszony odwrócił wzrok.
– Co w tym dziwnego? Co w tym dziwnego?! Jesteś ze Slytherinu, a ja z Gryffindoru. Nienawidzę cię, a ty nienawidzisz mnie. Wspólne przygotowywanie balu było naszą karą za niemal zabicie siebie nawzajem na środku korytarza… I ty chcesz, abyśmy poszli razem na bal?! Uderzyłeś się w głowę, czy jak?
Draco cofnął się o krok, zupełnie jakby został spoliczkowany. Nie rozumiał, jak tak mądra osoba może być jednocześnie taka głupia.
– Więc mnie nienawidzisz? – zapytał cicho, niemalże szeptem.
– Oczywiście – potwierdziła gorliwie. – Przecież ty także nienawidzisz mnie.
Malfoy gorzko się uśmiechnął..
– Nie, Granger. Nigdy cię nienawidziłem. Nigdy.
Spuścił głowę i nie mówiąc już nic, wyszedł z Wielkiej Sali, zostawiając w środku dziewczynę samą. Samą z myślami atakującymi jej głowę.
– O cholera… – szepnęła w pustą przestrzeń, gdy w końcu zrozumiała, co miało miejsce przed kilkoma minutami.


Zbliżała się godzina osiemnasta, a Hermiona dopiero wracała do swojego dormitorium po długim i męczącym dniu. Rano, gdy została siłą obudzona, miała nadzieję, że po spotkaniu z Malfoyem położy się dalej spać. Niestety, nie było jej to dane.
Gdy tylko zostawił ją samą i dotarły do niej wszystkie słowa wypowiedziane przez blondyna, wybiegła z Wielkiej Sali z nadzieją, że go dogoni. Chciała go dogonić. Najchętniej cofnęłaby czas, żeby nie padło to, co mu powiedziała.
– Hasło, dziewucho. Nie mam całego dnia – fuknęła Gruba Dama, spoglądając na nią z portretu i wyrywając z zamyślenia, w jakim trwała od kilkunastu minut.
– Odwaga – burknęła dziewczyna, a obraz niechętnie się odsunął, pozwalając jej przejść.
Naprawdę chciała znaleźć Dracona i jakoś naprawić tę beznadziejną sytuację, ale jak na złość – nigdzie go nie było. Przeszła przez Pokój Wspólny jak najszybciej, w biegu zauważając rudą czuprynę Rona, siedzącego przy kominku. Chociaż oboje z Harrym wiedzieli, że ich przyjaciółka ma całoroczny szlaban wraz z ich największym wrogiem, zaraz po Voldemorcie, żaden nie wiedział, gdzie znikała wieczorami, a czasem nawet i popołudniami. Podejrzewali, że w bibliotece, ale gdyby chociaż raz spróbowali, dowiedzieliby się, że od bardzo dawna Hermiona nie przesiadywała już tyle w swoim ulubionym miejscu w Hogwarcie.
Zamiast tego, biegła po lekcjach do Pokoju Życzeń, gdzie wraz z Malfoyem i Prefektami uczyli się kroków tańca, rozpoczynającego Wiosenny Bal, a potem tworzyli dekoracje Wielkiej Sali, aby tego dnia wszystko było gotowe. Wiedzieliby również, że ich najlepsza przyjaciółka od dłuższego przebywania w towarzystwie blondyna, przestała drzeć z nim koty.
Gdy tylko znalazła się w swoim dormitorium, z głośnym westchnieniem opadła na łóżko, dłońmi przecierając zmęczone z niewyspania oczy. Ileż by dała za chociaż trochę snu! Ale nie miała tyle czasu. Musiała przygotować się do balu, który miał się rozpocząć już za dwie godziny.
Sięgnęła dłonią pod łóżko, z którego wyjęła małą walizeczkę i otworzyła ją za pomocą czarów. Szybko odszukała w jej wnętrzu potrzebnego eliksiru i wypiła jego zaledwie dwa łyki. Schowała wszystko na swoje miejsce, a sama opadła na poduszkę, zamykając oczy przyłożyła dłoń do czoła. Czuła, że specyfik zaczyna działać. Była bardziej odprężona, a już po chwili energicznie wstała z łóżka.
– I właśnie za to kocham magię – westchnęła, ale uśmiechnęła się promiennie.
Przygotowania rozpoczęła od makijażu, podkreślając kości policzkowe różem, rzęsy tuszem, a usta malując zwykłym, bezbarwnym błyszczykiem, dodającym połysku jej czerwonym wargom. Włosy wyprostowała jednym zaklęciem, a następnie własnoręcznie ułożyła w wysokiego koka, wyciągając z niego kilka kosmyków i pozwalając im luźno opadać na twarz. Uśmiechnęła się do własnego odbicia, podziwiając wykonaną pracę. Była zadowolona z efektu.
W następnej kolejności zajęła się pomalowaniem paznokci mugolskim lakierem w kolorze pistacjowym, który wybrała specjalnie na tę okazję. Bal był organizowany z okazji rozpoczęcie wiosny, a cóż innego tak bardzo kojarzy się z wiosną, jak nie zieleń? W te miesiące trawa i wszelkie inne rośliny budziły się do życia.
Delikatnie, aby nie zniszczyć świeżo pomalowanych paznokci, wzięła do ręki różdżkę i rzuciła na dłonie kilka zaklęć, między innymi to, które pozwoliło na natychmiastowe wyschniecie lakieru oraz utwardzające. To właśnie uwielbiała w magii, ten praktyczny jej aspekt. Wczorajszego dnia, po skończeniu dekorowania sali, czarami wydłużyła lekko paznokcie, chcąc, aby wyglądały w dzień balu jak najlepiej.
Jako ostatnie zostało jej założenie sukienki, którą również wybrała specjalnie na tę okazję. Miała odcień ciemnej, głębokiej zieleni. Jej dekolt nie był zbyt duży, ale do małych także nie należał. Góra sukienki była idealnie dopasowała na ciała dziewczyny, natomiast od pasa opadała luźno w dół, nieco ponad kolano. Założyła pistacjowy, cieniutki pasek, a w uszy wpięła tego samego koloru kolczyki. Na szyi zawiesiła delikatny złoty łańcuszek, który podarowali jej rodzice, gdy pierwszego września odjeżdżała z King’s Cross. Miał on malutką zawieszkę w kształcie złotej różyczki. Spojrzała jeszcze na swoje nadgarstki, które niestety były puste i westchnęła cichutko.
– Czułam, że o czymś zapomniałam…
Wzruszyła ramionami, myśląc „no trudno” i z dołu szafy wyjęła pistacjowe szpilki, które po założeniu dodały jej dziesięć centymetrów.
– Przynajmniej nie będę wyglądała, jak krasnolud przy Malfoyu – zaśmiała się z własnego, nieco żartu.
Po raz ostatni rzuciła okiem na swoje odbicie w lustrze i dostrzegła średniego wzrostu dziewczynę, z jasną cerą. Przez chwilę miała wątpliwości, czy dobrze dobrała strój. W końcu zieleń kojarzy się w Hogwarcie ze Slytherinem, a ona przecież była Gryfonką, ale potem przekonała samą siebie, że wybrała ten kolor tylko dlatego, że jest wiosna.
Wzięła kilka głębokich oddechów i, po raz ostatni poprawiając fryzurę, wyszła z dormitorium. W Pokoju Wspólnym Gryfonów panował wszechogarniający chaos. Każdy przekrzykiwał każdego. Słychać było jęki zawodu, jak i pełne uwielbiania zapewniania, że ta i tamta wyglądają cudownie.
Hermiona przeszła niezauważona, znikając pod portretem Grubej Damy i stukając obcasami po zimnej,  hogwarckiej podłodze, ruszyła w stronę Pokoju Życzeń, gdzie piętnaście minut przed rozpoczęciem mieli się spotkać Prefekci oraz ona i Draco.
Pamiętała, jakie uczucia władały nią przez pierwsze dwa miesiące szlabanu. Myślała, że profesor McGonagall do reszty zwariowała, dając im roczny szlaban, podczas którego byli zobowiązani idealnie zorganizować bal. Była niemal pewna, że z Malfoyem to nie wyjdzie, jednak ku jej zdziwieniu, było nadzwyczaj dobrze. Powoli zaczynali się dogadywać i zdarzało im się rozgadać na temat numerologii do tego stopnia, że zapominali o obowiązkach i nagle okazywało się, że jest już po czwartej nad ranem, a następnego dnia oboje mieli lekcje.
Jej niechęć do arystokraty malała z każdym dniem; od długiego czasu nie przezywał jej, ani nie zaczepiał na korytarzach w każdej możliwej sytuacji. Większość znajomych z ich roku plotkowało na ten temat, ale wszystkie plotki obaliła sama Minerwa, ogłaszając Bal i informując, kto jest jego organizatorem. Od tamtej pory ich wspólne rozmowy na korytarzach stały się codziennością i nikt już nie reagował krztuszeniem się własną śliną na ten widok.
Dopiero, gdy Hermiona zmierzała do Pokoju Wspólnego, dotarło do niej, że od dawna zachowywali się jak normalni rówieśnicy, jak koledzy z jednego roku, jak wspólni organizatorzy imprezy. I przede wszystkim nie jak wrogowie. Zrozumiała, jak okropnie zachowała się rano względem niego. Właściwie… Nie miała z kim iść na bal i gdyby nie jej poranne zachowanie, najprawdopodobniej nie spędziłaby tej nocy samotnie. Harry szedł z Ginny, Ron z Padmą… Nawet Neville szedł z Luną. Tylko ona nie miała partnera, nie licząc tańca rozpoczynającego, do którego oboje z Draconem byli zmuszeni.
Ale czy na pewno zmuszeni?


– Jesteście gotowi, kochani?
Minerwa spoglądała na nich spod okularów i uśmiechała się leciutko do każdego z osobna.
Wszyscy Prefekci kiwneli głową. Dla każdego było to nie lada wydarzenie. W końcu otwierali Wiosenny Bal! Jedynie panna Granger miała niemrawą minę, a w związku z czym, Draco Malfoy również nie emanował szczęściem. Wciąż czuł się zraniony przez słowa dziewczyny.
– Uwaga, za pięć minut wychodzimy. Wszyscy pamiętają kroki? Pójdę pod Wielką Salę i wpuszczę wszystkich do środka. Pamiętajcie, pięć minut! – krzyknęła i po chwili już jej nie było.
Wszyscy szeptali z ożywieniem, jedynie pierwsza para – zarazem prowadząca – stała niezdecydowana, co zrobić, albo czy w ogóle coś robić.
– Granger…
– Malfoy…
Oboje odezwali się w tym samym czasie, a dziewczyna odwróciła się leciutko, aby nie zauważył rumieńców, które pojawiły się na jej policzkach.
– Mów pierwsza – powiedział po chwili ciszy blondyn.
– Szukałam cię cały dzień… ja chciałam… chciałam…
– Tak?
– Chciałam przeprosić. Ja nie chciałam, żebyś…
– Wystarczy – przerwał jej. – Rozumiem – dodał zimno.
– Nie, nie rozumiesz. Mi jest naprawdę przykro i jeśli jest coś, co mogłabym zrobić, żebyś…
– Jest tylko jedna rzecz – ponownie jej przerwał. – Pójdź ze mną na bal.
Posłał jej blady uśmiech, który odwzajemniła. Kiwnęła głową, zgadzając się. Dopiero teraz odważyła się mu dokładnie przyjrzeć. Jego blond włosy były tak samo jasne, jak na co dzień, ale nie ulizał ich na żel, tylko zmierzwił, co dawało wrażenie, że są o wiele gęstsze. Hermiona nagle zapragnęła wpleść w nie palce, ale na samą myśl o tym, zarumieniła się jeszcze bardziej. Miał na sobie czarny garnitur i – o zgrozo! – pistacjowy krawat. Widząc, na co patrzy brunetka, na jego ustach wykwitł kpiący uśmiech.
– Nie, Hermiono, nie zrobiłem tego specjalnie – powiedział rozwiewając jej wątpliwości.
– Och. Ja wcale nie…
– Oboje wiemy, o czym w tym momencie pomyślałaś. – Rzucił jej łobuzerski uśmiech, a ona zrozumiała, że wdarł się do jej umysłu.
– Ty… Ty… Uh, nawet nie wiem, jak powinnam cię nazwać! – piekliła się dziewczyna.
– Kochanie, skarbie, cukiereczku, słoneczko… Masz wiele możliwości, Granger – kpił z niej dalej, a ona coraz mocniej zaciskała dłonie w pięści. Długie paznokcie wbijały jej się w skórę, ale nie zauważała tego. – Nieważne. – Wywrócił oczami i sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął z niej coś, czego Hermiona nie potrafiła zidentyfikować jednoznacznie. – Mam coś dla ciebie.
– Dla mnie? – zdziwiła się.
– W końcu jesteś moją partnerką na tę noc. – Posłał jej półuśmiech i złapał za nadgarstek, przyciągając do siebie i zapinając na nim…
– Bransoletka… – szepnęła. – Skąd ty…?
– Skąd wiedziałem? Granger, ja wiem bardzo dużo rzeczy – zaśmiał się. – Tak się składa, że wciąż miałem nadzieję na to, że zgodzisz się pójść ze mną i przygotowałem się wcześniej.
Podniosła rękę do góry i przyjrzała się nowej ozdobie. Łańcuszek był delikatny i złoty, a zawieszka… była drobną różyczką, która niemal idealnie pasowała do tej, którą miała na szyi. Różniła się jedynie tym, że w środku miała malutki szmaragd, skrzący się na zielono. Uśmiechnęła się lekko.
– Nie, tylko mi tu nie rycz, Granger… – zakpił.
Nie zdążyła mu odpowiedzieć, gdy do Pokoju Życzeń weszła McGonagall i powiedziała, że już na nich czas. Draco złapał Granger za drobną, drżącą dłoń.


Pierwszą rzeczą, jaką Ron zauważył, gdy drzwi Wielkiej Sali otworzyły się, była Hermiona trzymająca Malfoya pod rękę. Nieświadomie ścisnął mocno dłoń stojącej obok Padmy, która nieznacznie się skrzywiła. Krew w nim zawrzała. Mógł zrozumieć szlaban i przymusową organizację tej imprezy, ale nie mógł ścierpieć tego, że szli razem, środkiem pomieszczenia, a ona miała lekki uśmiech na twarzy.
Jak ona mogła się uśmiechać, idąc obok tego parszywego arystokraty!?
Zdziwienie i złość Rona Weasleya pogłębiły się, gdy w całym pomieszczeniu rozbrzmiała delikatna muzyka, która z każdą chwilą była coraz głośniejsza. Prefekci ustawili się w dwóch rzędach. Chłopcy naprzeciw swoich partnerek; Draco naprzeciw Hermiony. Gdy tylko delikatna melodia przeszła w nieco żywsze takty, cała dziesiątka – po dwoje Prefektów z każdego domu oraz nasza para – rozpoczęła taniec; w dłoni każdego z tancerzy pojawiła się złota, skrząca róża, która przy pierwszym zbliżeniu par, wędrowała w damskie ręce.
Ron nie był w stanie podziwiać piękna układu, jaki za pomocą Dracona i Alicji z Hufflepuffu ułożyła Hermiona. Mógł jedynie zaciskać zęby i nieświadomie coraz mocniej zgniatać dłoń panny Patil, w której oczach zaczynały szklić się łzy. Zazdrość go oślepiała.
Harry z niepokojem przyglądał się uśmiechającej się od ucha do ucha Hermionie, która nie spuszczała wzroku z Dracona. Wkrótce muzyka przestała grać i gdy ośmioro Prefektów ukłoniło się delikatnie, brązowowłosa i blondyn wciąż trwali we własnym świecie, tańcząc dalej te same kroki i nie spuszczając z siebie nawzajem oczu. Nie słyszeli szeptów, jakie rozbrzmiewały dookoła. Nie słyszeli krzyku Padmy Patil, gdy Ron zupełnie zgłupiał i o mało co nie złamał kości w jej delikatnych palcach. Nie słyszeli jak krzyczał, że zabije tę parszywą fretkę, która ośmieliła się tknąć jego przyszłą dziewczynę, narzeczoną, żonę i matkę jego dzieci – przez co został obrzucony zdziwionymi spojrzeniami Harry’ego i Ginny. Nie słyszeli, że muzyka od kilku minut już nie gra.
Ocknęli się z tego zawieszenie dopiero w momencie, gdy Ron rzucił się z pięściami na Draco. Blondyn, który w ułamku sekundy zrozumiał, że zagalopowali się, jednym gwałtownym ruchem pociągnął za siebie zdziwioną Hermionę, a następnie unieruchomił Rona silnym uściskiem.
– Jakiś problem, Weasley? – spytał opanowanym głosem, chociaż w środku walczył z pragnieniem zabicia go w tym momencie.
– Panie Weasley! – Obok pojawiła się Minerwa McGonagall z surowym wyrazem twarzy. – Proszę się uspokoić i w tej chwili iść do mojego gabinetu. Myślę, że moją lekcję manier i szacunku zapamięta pan do końca swojego życia. Zapraszam – powiedziała lodowatym tonem, na co Malfoy uśmiechnął się kpiąco i puścił Rona, jednocześnie popychając go lekko w przód, przez co rudzielec stracił równowagę i upadł na podłogę.
– Och, jakże mi przykro – powiedział przesłodzonym głosem, spoglądając na Rona z góry.
Ron podniósł się, rzucając Draconowi nienawistne spojrzenie i ruszył za profesor, która uniosła do góry dłoń i pstryknęła palcami, co sprawiło, że w ogromnym pomieszczeniu ponownie rozbrzmiała muzyka.
– Zatańczysz? – Draco odwrócił się przodem do Hermiony i z uśmiechem podał jej dłoń, którą ta przyjęła.


Paredziesiąt minut później, Minerwa, siedząc przy stole nauczycielskim, z ogromnym uśmiechem na ustach obserwowała, jak jej najlepsza uczennica szaleje na parkiecie ze swoim, jak się wydawało, wrogiem. Jej plan nie przewidywał tak dobrego zakończenia. Zadając im taki, a nie inny szlaban, liczyła tylko na to, że dzięki wspólnej pracy przestaną się rzucać sobie do gardeł. Na nic więcej nie liczyła, a teraz spotkała ją miła niespodzianka.
Severus Snape, siedzący obok niej, rzucał jej ukradkowe spojrzenia i pieklił się, że sam nie wpadł na coś takiego dużo wcześniej. Niechętnie – ale tylko przed samym sobą – przyznał, że był to plan idealny, iście ślizgoński. Zastanowił się, czy była by możliwość w jakiś sposób pogodzić Malfoya z Weasleyem, ale koniec końców doszedł do wniosku, że nawet jeśli on miałby z tego niezły ubaw, mogłoby to być zbyt dużym przegięciem i skończyć, co najlepiej fatalnie.


Hermiona i Draco wirowali na parkiecie już od kilku godzin, co jakiś czas jedynie odchodząc na obok w celu wypicia lampki wina czy spróbowania którejś z przystawek. Powiedzieć, że nie przyciągali spojrzeń innych, byłoby wielkim niedomówieniem. Byli na ustach wszystkich uczniów, jak i nauczycieli.
Po raz kolejny delikatnie przesunął dłonie z jej pleców nieco niżej, opuszkami palców zahaczając o pośladki, przez co spięła się i jednocześnie przycisnęła mocniej do jego ciała. Zachichotał wprost do jej ucha, a potem wyszeptał:
– Może wyjdziemy?
– A gdzie chciałbyś pójść? – zapytała, wtulając policzek w jego klatkę piersiową.
Wokół nich tańczyły inne pary, w tym Harry i Ginny, którzy przyglądali im się podejrzliwie. Hermiona nie zwracała na nich uwagi. W tę noc liczył się tylko Draco. Nawet, jeśli miał to być jednorazowy wyskok. Chciała dać się ponieść emocjom. Chociaż raz; zupełnie bezmyślnie. Melodyjna ballada, jaka rozbrzmiewała w murach sali, dodawała romantycznego nastroju – ku irytacji Malfoya, który mimo wszystko nie lubił takich klimatów, chociaż sam zachował się jak romantyk, podarowując Hermionie złotą bransoletkę.
– Nie wiem – odpowiedział, przyciągając ją jeszcze bliżej siebie. – Co powiesz na spacer po błoniach, a potem się zobaczy?
– Myślę, że to niegłupi pomysł – odparła, jednocześnie obejmując chłopaka ramionami w pasie. Przymknęła powieki. Wszystko, co się w tej nocy działo, było nie w jej stylu. Ale z drugiej strony cieszyła się z takiego obrotu sprawy. Coś jej się od życia należało, prawda? Nawet, jeśli była to noc spędzona z Draconem Malfoyem. W dodatku wspaniale spędzona noc.
– W takim razie chodźmy. – Posłał jej lekki uśmiech.
Hermiona zeszła z parkietu ze szczęśliwą miną, przyciągając spojrzenia wszystkich osób stojących w pobliżu. Malfoy, wiedziony impulsem, objął ją w pasie i przyciągnął do siebie, rzucając morderczym spojrzeniem w jakiegoś Krukona.


– …rmiona… Hermiona, do cholery jasnej!
Harry trącił ją łokciem, szepcząc gorączkowo jej imię. W końcu zareagowała i spojrzała na niego zdezorientowanym wzrokiem.
– Coś się stało, Harry? Przepraszam, zamyśliłam się – jej policzki pokryły się czerwienią.
– Ja się produkuję, mówię, gadam, a ty nic! Nie słuchasz mnie – powiedział z wyrzutem w głosie.
– Wybacz, Harry. – O ile to możliwe, zarumieniła się jeszcze bardziej.
Oboje siedzieli na kanapie w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Byli jedynymi osobami w pomieszczeniu, reszta już spała. Ogień w kominku tlił się lekko.
– Powiesz mi, co się dzieje? Zaczynam mieć dość. Od kiedy masz przede mną tyle tajemnic, Herma? Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim?
– Wiem, Harry, wiem. Ale to nie jest takie proste, jakby się wydawało.
– Więc mi wytłumacz. – Wzruszył ramionami. – Mamy sporo czasu, bo najwyraźniej ani ty, ani ja nie zaśniemy dziś w nocy. Chodzi pewnie o Malfoya, prawda? Minęły już dwa miesiące od Balu, a dość często rozmawiacie. – Spojrzał na jej zszokowaną twarz i zachichotał lekko. – Myślałaś, że nie wiemy? Spokojnie, Ron po lekcji kultury u McGonagall, chociaż się do ciebie nie odzywa, zrozumiał kilka ważnych rzeczy i od miesiąca próbuje się zebrać, żeby cię przeprosić.
Westchnęła, chociaż na usta cisnął jej się uśmiech, słysząc o nieporadnym Ronie.
– Ale boi się Malfoya. No wiesz, że mu coś zrobi.
– Nie zrobi – zapewniła przyjaciela. – Chyba.
Oboje zachichotali, ale po chwili panna Granger spoważniała i zastanowiła się, w jaki sposób przekazać Harry’emu nowinę.
– Spędzamy razem wiele czasu i… Ja nie wiem, Harry.
– Czy to jest coś więcej, Miona? – wydawał się tym szczerze zainteresowany. Nie zły, nie wściekły, nie rozczarowany. Jedynie naprawdę zaciekawiony. – Zaakceptuję nawet jego, bylebyś była szczęśliwa, Herm.
Objął ją ramieniem, a ona przytuliła policzek do jego klatki piersiowej, tuż nad sercem, przez chwilę wsłuchując się w jego bicie.
– Nie wiem, Harry. Nie wiem… Być może.

•••
Miniaturka zbetowana przez: Rzan. Dziękuję bardzo!
Co do miniaturki, uważam ją za nawet udaną, chociaż mam wrażenie, że skopałam końcówkę. Pisanie o Dramione jest dość ciężkie pod względem tego, że wiele pomysłów już zostało wykorzystanych. Nie mniej jednak będę się starała, obiecuję!
Koneko

3 komentarze:

  1. Cześć
    Moim zdaniem nic skopałaś - koniec jest dość oryginalny, przez co miniaturka nie była do końca typowa.
    Tekst bardzo mi się podobał <3 Przeczytałam go zaskakująco szybko, bez analizowania tekstu (co czasem mi się zdarza, gdy nie rozumiem treści, którą czytam). Nic dodać, nic ująć.
    Weny życzę!
    Feltson
    accio-love-dramione.blogspot.com
    PS: Ładna grafika na początku tej miniaturki - cudo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne. Nie napisałaś że odrazu Hermiona i Dracon są parą i to jest najlepsze.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne. Nie napisałaś że odrazu Hermiona i Dracon są parą i to jest najlepsze.:)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.