LEKCJA RYSUNKU [One Shot]





Wersja na wattpad.com:



One Shot jest fanfiction o Niallu Horanie, członku One Direction, aczkolwiek, można go czytać jako zwyczajne opowiadanie.


Występuje w nim słownictwo, które może nie każdy zrozumie, więc wszystko wyjaśnię najpierw:
sensei - po japońsku mistrz, nauczyciel
digital - rodzaj grafiki komputerowej
COPIC (copici) - specjalne markery do rysowania/kolorowania zwykle mangi (na okładce po lewej jest narysowany właśnie taki copic)
manga - japoński komiks
wacom - marka tabletu graficznego, używana w opowiadaniu domyślnie jako tablet graficzny


Ja stworzyłam okładkę, ale nie ja jestem autorką wykorzystanego rysunku.

Edit: opowiadanie zostało zaktualizowane 30 stycznia 2016.

Czcionka fiksowała, więc byłam zmuszona do usunięcia całego formatowania, w związku z czym brakuje miejscami kursywy i zniknęły akapity. Bardzo przepraszam! 


______________________________



– Maggie! Maggie, zaczekaj! Nie skończyłam!

Przyspieszyłam kroku. Alexis znów wtrącała się w nie swoje sprawy.

– Nie – powiedziałam, gdy mnie dogodniła. – Ty może i nie skończyłaś, ale ja owszem. Nie będę z tobą o tym dyskutować. Klamka zapadła. To mój wybór i ty nie masz w tym nic do gadania.

Odwróciłam się na pięcie i – zostawiając przyjaciółkę samą – weszłam do dużej, przestronnej sali lekcyjnej. Jasne, pastelowe kolory zdobiły ściany. Na środku pomieszczenia stało podwyższenie, a na około niego krzesła i sztalugi. Przez duże okna wpadały promienie słońca, oświetlając młodą kobietę, stojącą tuż obok jednej ze sztalug. W ręku miała ołówek i w skupieniu coś szkicowała.

– Dzień dobry – powiedziałam cicho, jednak mój głos rozniósł się po prawie pustej sali ze zdwojoną mocą. Kobieta spojrzała na mnie zaskoczona, a potem na zegar, wiszący na jednej ze ścian.

– Witam. Cóż, nie za wcześnie?

– Och... Przepraszam, jeśli pani przeszkodziłam – odpowiedziałam zażenowana. Nie przemyślałam sprawy, bo liczyłam na to, że nikogo jeszcze nie będzie.

– Nie, nie. Nic się nie stało. Po prostu nikt nie przychodzi na zajęcia wcześniej niż 3 minuty przed. Zaskoczyłaś mnie. Ty jesteś tą nową uczennicą?

– Tak, a pani jest moją sensei?

– Nauczycielką. Madame Florence.

Uśmiechnęła się pogodnie i wyciągnęła do mnie dłoń, którą uścisnęłam.

– Przepraszam, z przyzwyczajenia mówię sensei.

– Nic nie szkodzi. Pewnie jesteś z zajęć sensei Masamoto?

– Tak, madame. Jeszcze raz przepraszam.

Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i zaprowadziła do sztalugi specjalnie dla mnie przygotowanej. Obok leżał zestaw ołówków od 8H do 8B. Na sztaludze znajdował się przygotowany blok formatu A3. Kilkanaście minut później sala zaczęła się powoli zapełniać ludźmi. Przyglądali mi się z zainteresowaniem.

– Witam was wszystkich w nowym trymestrze. – Z prób nie zwracania na siebie uwagi, wyrwał mnie przyjemny głos madame Florence. – Mieliście dwa tygodnie wolnego i mam nadzieję, że ćwiczyliście w tym czasie. Chociaż odrobinkę. Poza zajęciami będziemy przygotowywać dekorację do przedstawienia dla szkoły teatralnej dwie przecznice dalej. Miejcie to na uwadze.

Gdzieś na sali usłyszałam wesoły śmiech. Spojrzałam w tamtą stronę. Pod ścianą stał farbowany blondyn – miał dość duże, ciemne odrosty, co naprawdę mu pasowało – w towarzystwie tlenionej blondynki. Niebieski sweterek leżał na nim wręcz idealnie. Rękawy, podciągnięte do łokci, odsłaniały umięśnione przedramiona.

– Caro, proszę, usiądź na swoim miejscu – odezwała się madame Florence. – Niall, proszę do mnie.

Chłopak podszedł luźnym krokiem na środek pomieszczenia i stanął obok nauczycielki. Znudzonym wzrokiem oglądał swoje biało-granatowe Jordany.

– W tym trymestrze zaszczyca nas swoją obecnością nowa uczennica. Maggie – zwróciła się bezpośrednio do mnie – mamy taką tradycję, że każdy nowy uczeń musi odpowiedzieć na kilka pytań, zadanych przez resztę. Wstań, proszę, i podejdź tutaj do mnie.

Wstałam niechętnie i wolno podeszłam do madame Florence. Teraz każda para oczu na sali przyglądała mi się z jeszcze większą uwagą. Nawet blondyn. Ruda dziewczyna, zajmująca miejsce obok mnie, podniosła wysoko rękę, sygnalizując chęć zadania pytania.

– Proszę, Katniss, możesz zadać pytanie – powiedziała madame i kiwnęła głową.

-- Jak się nazywasz i na jakie zajęcia wcześniej chodziłaś? – zapytała wesołym głosem Katniss.

– Maggie Island, czytane przez “aj” – wydukałam. – A wcześniej chodziłam na zajęcia sensei Masamoto z rysunku mangi oraz grafiki komputerowej, a oprócz tego uczęszczam na zajęcia z języka japońskiego.

Gdy wspomniałam o mandze, wiele osób spojrzało na mnie z zaciekawieniem. Może te zajęcia nie będą takie złe? Sama się na nie zdecydowałam, więc nie powinnam narzekać… Do czasu.

Do czasu, gdy wszyscy w około się dowiedzą, jaką nieudolną rysowniczką jestem. Zgłosiłam się na zajęcia z anatomii człowieka i rysunku realistycznego, aby się czegokolwiek nauczyć. Nie wiedziałam tylko, że są tu tak zaawansowani uczniowie. A na rezygnację było już za późno.

Od bardzo dawna interesowałam się kulturą japońską i wszystkim innym co się z nią wiąże. Przeczytałam już setki mang, obejrzałam setki anime, przeczytałam kilkanaście książek, których akcja działa się w Japonii lub po prostu były o Kraju Kwitnącej Wiśni. Napisałam i narysowałam kilkadziesiąt własnych One Shotów. A na dodatek potrafię płynnie porozumiewać się w języku japońskim, z czego jestem najbardziej dumna.

– Proszę, Melanie – usłyszałam głos madame Florence, który wyrwał mnie z zamyślenia.

– Jak się zaczęła twoja przygoda z rysowaniem i kiedy? – zapytała wysoka szatynka, z krótkimi włosami postawionymi na jeża.

– Um... – zastanowiłam się chwilkę, a potem ciągnęłam: – Zaczęło się, kiedy miałam może z siedem czy osiem lat… Oglądałam w telewizji Pokemony. Strasznie mnie zaciekawiły te małe stworki – zakreśliłam cudzysłów palcami – które wtedy tak nazywałam. Po obejrzeniu kilku odcinków bardzo chciałam, żeby mama kupiła mi coś z ich podobizną, lecz mama się nie zgodziła. Jednak nie dałam za wygraną i złapałam kredki i jakiś notes. Sprawdziłam w programie telewizyjnym, kiedy będzie powtórka jakiegoś odcinka i czekałam. Potem rysowałam patrząc w ekran.

Słuchały mnie jedynie dwie osoby, w tym jeden chłopak w czarnej koszulce z Fairy Tail. Widocznie zanudziłam resztę, która tylko przyglądała mi się z nudnymi wyrazami na twarzach. Jednak ciągnęłam dalej.

– Potem się okazało, że wybrałam na „mój notes” ważny zeszyt mamy, który był jej bardzo potrzebny do pracy, a ja zarysowałam połowę jego wolnych kartek, a także większość tych zapisanych, podobiznami Pikachu i innych. Mama, gdy zobaczyła, że trzymam kredkę nad jej zeszytem, okropnie się zezłościła. Gdy zobaczyła, co zrobiłam, była jeszcze bardziej wściekła. Nie wiedziałam wtedy, że można się aż tak zdenerwować.

Usłyszałam kilka chichotów z różnych stron klasy. Nie wiedziałam, czy śmieją się z mojej historii, czy ze mnie. Gdy podniosłam wzrok z moich czarno-niebieskich Nike, zauważyłam, że już nikt się nie nudzi i przyglądają mi się z coraz to większym zaciekawieniem.

– Co było dalej? – rzucił jakiś męski głos.

-- Dalej? Bojąc się mamy schowałam się w garażu i przykryłam kocem. Zasnęłam, a oni szukali mnie przez kilka godzin – powiedziałam ze śmiechem.

– Ale co dalej z twoim rysowaniem? – dopytywał się ten sam chłopak co wcześniej.

– Oh. Potem wysyłali mnie na różne kursy i takim sposobem, w wieku dziewięciu lat, wygrałam pierwszy konkurs. Rok później na koncie miałam siedem wygranych i trzy wyróżnienia. Zainteresował się mną sesnei Masamoto, który jeszcze wtedy nie uczył w tej szkole. Miałam z nim prywatne lekcje, najpierw dwa razy w miesiącu, potem częściej, a przez pewien okres uczył mnie codziennie. Cztery lata temu, sensei zaczął tutaj pracować, a ja przyszłam tu razem z nim.

– Masz chłopaka?

Tym pytaniem był zdziwiony chyba każdy. Wyszło ono z ust uroczego blondyna w niebieskim sweterku. Nie wiedziałam, jak powinnam zareagować. Spojrzałam na niego oburzona, z chęcią uświadomienia mu, jak nietaktowne było to pytanie, ale po prostu nie mogłam oderwać od niego wzroku. Błękit jego spojrzenia był hipnotyzujący. Zrtobiło mi się gorąco. Czułam, jak moje oburzenie topi się pod wpływem jego wzroku.

– Ja? Eee... – zająknęłam się, lecz nagle moja odwaga powróciła. – A czemu to ciebie w ogóle interesuje?!

– Niall!

Madame Florence uratowała mnie od miażdżącego spojrzenia chłopaka, na co on westchnął głośno i odwrócił wzrok. Przeprosiła mnie i wskazała kolejną osobę do zadania pytania, ostrzegając, że to już ostatnie. Pytanie trafiło na chłopaka z dredami i koszulką Gunsów. Uśmiechnął się do mnie.

– Powiedz coś po japońsku – odezwał się niskim głosem.

– Watashi wa Maggie desu. – Uśmiechnęłam się lekko.

– Anata wa kawaii desu – odpowiedział mi z uśmiechem, a moje policzki pokryły się rumieńcem. Nie codziennie słyszy się od kogoś, że jest się słodkim.

Madame pozwoliła mi wrócić na miejsce, co uczyniłam, czując na sobie ostre spojrzenie blondyna.

– Panie Horan, mam nadzieję, że doskonale zdaje sobie pan sprawę z tego, co ostatnio niewłaściwego zrobił. Już wiele razy mi podpadłeś, młodzieńcze. Lecz z racji tego, że masz w sobie wielki potencjał, nie wyrzucę cię z zajęć. – Na twarzy chłopaka pojawiła się ulga. – Jednakże... Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie cierpi pan pozować, więc przez następne 3 miesiące, będzie pan naszym modelem, panie Horan.

W sali słychać było zbiorowe jęki. Część była zadowolona, inna wręcz przeciwie. Madame wskazała chłopakowi podwyższenie, na które się wspiął, a następnie usiadł, przybierając zwyczajną pozę. Kobieta klasnęła w dłonie i wszyscy złapali za ołówki. Nim się zorientowałam, wszyscy już przygotowywali szkice, a ja wciąż siedziałam, wpatrując się w białą kartkę. Starsza kobieta podeszła do mnie sprężystym krokiem.

– W czym problem, Maggie? – zapytała, a w moich oczach pojawiły się łzy.

Stało się, pomyślałam, to ten moment, gdy wszyscy się dowiedzą.

– Nie umiem... – wyszeptałam.

– Czego nie umiesz?

Oddychałam głęboko i szybko mrugałam, aby łzy nie wyleciały mi z oczu. Nie chciałam rozpłakać się przed całą grupą. Dłonie lekko mi się trzęsły i zaciskałam je na kolanach.

– Spokojnie. – Kobieta położyła dłoń na moim ramieniu. – Wiem, że to twoje pierwsze zajęcia...

– Nie o to chodzi... Zawsze rysowałam tylko mangę i nic innego nie potrafię.

– To nic, spokojnie, moja droga. Rysuj dzisiaj tak, jak potrafisz. Nic na siłę, ale po zajęciach do mnie podejdź, dobrze?

– Dobrze – mruknęłam.

Z jednej strony cieszyłam się z tych lekcji, ale z drugiej wiedziałam, że mój brak odpowiednich umiejętności szybko wyjdzie na jaw i nie skończy się happy endem. Mimo to, wzięłam do ręki ołówek i przycisnęłam go lekko do kartki. Pierwsza linia zawsze jest najtrudniejsza – w głowie miałam słowa sensei Masamoto. Wzięłam głęboki wdech i narysowałam kółko i dwie krzyżujące się linie. Lecąc dalej schematem, zrobiłam szybki szkic, składający się z prostych linii i małych kółeczek. Następnie zaczęłam dorysowywać kolejne elementy. Zarys twarzy, szyi, ramion, ręce i ciało. Na początek bez szczegółów. Tylko zarys. Starłam lekko niektóre linie i wymieniłam ołówek na miększy, 3B. Dorysowałam włosy, postawione do góry, tak jak u modela. Każdy szczegół koszulki, spodni, wszystkiego.

Jedyne, czego nie miał mój rysunek, to twarz. Podczas gdy całą resztę mogłam narysować względnie „nie mangową”, twarzy nie umiałam. Każda moja narysowana postać miała typowo kresówkowe oczy, a przecież nie po to zapisałam się na te zajęcia, prawda? Westchnęłam ciężko i zmieniłam ołówek na jeszcze miększy, tym razem 8B. Zaczęłam nakładać cienie, na każde zgięcie na materiale, oraz na szyi, czy czole, na które opadały mu pojedyncze kosmyki.

Znów zerknęłam na chłopaka na podwyższeniu, lecz ku mojemu zdziwieniu – model gdzieś zniknął. Gwałtownie podniosłam głowę do góry i zauważyłam, że cała grupa zebrała się na około mnie i patrzyła na mój rysunek. Spanikowałam. Ręce zaczęły mi się trząść.

– Maggie, jestem pod wrażeniem. Widać, że to styl komiksowy, ale widać również, że starałaś się, aby wyszedł jak najbardziej realny. – Usłyszałam za plecami głos madame Florence. Zgarbiłam się.

– Mówiłam przecież, że nie potrafię.

– Więc czego oczekujesz od tych zajęć? – dopytywała.

– Chciałam się nauczyć... – mruknęłam cicho.

Patrzyłam na własne dłonie, ściskające mocno ołówek. Żałowałam, że tu przyszłam. Może Alexis miała rację. Może wcale nie powinnam była tu przychodzić. Słyszałam podniecone szepty na około mnie i bałam się podnieść wzrok.

– Mnie natomiast zastanawia, czemu nie mam twarzy? – odezwał się Niall, a mnie zmroziło. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.

– Zajęcia dobiegły końca. Panie Horan, Maggie, zostańcie proszę jeszcze chwilę. – Madame zakończyła zajęcia i nagle w cichej sali było słychać jedynie gwar głośnych rozmów.

Rozmów o mnie, o moim rysunku, o moich zajęciach z mangi. A także o tym, że Niall prawdopodobnie wyleci z grupy. Zastanawiało mnie, co takiego wcześniej przeskrobał i czemu nikt go nie lubi, bo takie właśnie odniosłam wrażenie. Gdy ktoś położył dłoń na moim ramieniu, krzyknęłam cicho. W pomieszczeniu nie było nikogo oprócz naszej trójki.

– Maggie, moja grupa jest już dosyć zaawansowana. Widzę, że masz w sobie to coś, dlatego od dziś będziesz codziennie współpracowała z Niallem. On ci pomoże – zwróciła się do mnie nauczycielka.

– Super – mruknął sarkastycznie blondyn.

– Jakiś problem, Horan?

– Nie, madame, żaden – powiedział zirytowany, pożegnał się i wyszedł.




– Żartujesz?! – krzyknęła Alexis na pół stołówki. – Z Niallem Horanem?

– Ciszej, głupku! – warknęłam i włożyłam do buzi kolejną frytkę.

Cały wczorajszy dzień się do siebie nie odzywałyśmy. Wiedziałam, że przyjaciółka chciała dobrze, lecz mimo to miałam do niej żal. Lecz dziś, gdy czekała na mnie przed szkołą, z wielką czekoladą w ręku, rozpłakałam się ze szczęścia jakie mam, mając tak wspaniałą przyjaciółkę.

– Owszem, z Niallem. Znasz go?

– Czy ja go znam? Czy znam? Maggie, gdybyś chociaż raz posłuchała plotek, to byś od dawna wiedziała, kto to jest! Miał na pieńku z dyrekcją już tyle razy, że nikt nie potrafi tego zliczyć! – mówiła podekscytowana, jak zawsze, gdy dzieliła się z kimś plotkami.

– Więc co on jeszcze tutaj robi?

– Aleś ty niedoinformowana! To syn dyrektora! – Mimo szeptu, jej głos docierał do mnie jak krzyk.

– Przecież ma inaczej na nazwisko...

– No tak, bo to była wpadka. Dyrektor i jego sekretarka, czyli mama Nialla. Ona już tu nie pracuje, ale dała warunek, że albo Niall skończy tę szkołę z wysokimi wynikami, albo ona opowie o ich romansie żonie dyrektora. Facet nie ma wyboru.

– Nie wierzę ci. – W mojej buzi wylądowała kolejna frytka. – Gdyby to była prawda, to nawet ja bym o tym słyszała. – Spojrzałam na nią kpiącym wzrokiem.

Machnęła ręką i wzięła z mojego talerza dwie frytki. Swój lunch zjadła już dawno. Ja natomiast, zawsze jadłam zadziwiająco powoli. Zastanawiało mnie, czemu nigdy wcześniej nie spotkałam się z żadną osobą z lekcji rysunku. Owszem, to duża szkoła, a lunche są podzielone na dwie tury, ale jednak powinnam się chociaż minąć z kimś na korytarzu. Jednak żadnej takiej sytuacji sobie nie przypominałam.

– Co teraz mamy w planie? – spytałam, żując kolejną frytkę.

– Ty masz zajęcia z mangi, a ja z koreańskiego – odparła Alexis, pociągając łyk z mojego waniliowego shake. Nasza stołówka była zupełnie inna, niż w zwykłej szkole. Mieliśmy frytki, cheesburgery, pizzę i inne fast foody, a także pozostałe, ubóstwiane przez nastolatków, smakołyki. Czasem po szkole czułam się jak gruba, tłusta ryba, ale wystarczyła półgodzinna przebieżka po londyńskich uliczkach, aby to wrażenie minęło.

– Okey, więc idę – odparłam, podnosząc się z miejsca. – Do zobaczenia za…?

– Dwie godziny, na grafice komputerowej – zaśmiała się głośno przyjaciółka. – I dla twojej wiadomości, po mandze masz zajęcia z anatomii człowieka – prychnęła, śmiejąc się.

Wywróciłam oczami i odeszłam, wyrzucając do śmietnika brudne serwetki i pudełko po frytkach. Poprawiłam torbę na ramieniu i ruszyłam korytarzem, szukając odpowiedniej sali. Byłam już bardzo blisko, gdy na mojej drodze stanęła pojawiła się przeszkoda. Odbiłam się z impetem od czyjegoś ciała, spadając do tyłu, lecz przed upadkiem uchroniły mnie czyjeś silne dłonie. Spojrzałam w górę, a moje oczy trafiły na zimne, błękitne tęczówki.

– O nie, to ty – jęknęłam głośno, na co kilka osób przebywających na korytarzu zachichotało.

– Zamknij się, mnie także nie uśmiecha się spotkanie z tobą – odparł lodowato, a mnie przeszył dreszcz. I wcale nie był przyjemny.

– Czego chcesz? – syknęłam, gdy jego dłonie wciąż ściskały boleśnie moje ramiona. Wyrwałam się z jego uścisku i cofnęłam o krok.

– Mam cię nauczyć, nie? Madame Florence mi kazała, a ty masz się zwolnić z zajęć. – Wzruszył ramionami.

– Żartujesz? – spytałam z niedowierzaniem. – Nie wierzę ci – prychnęłam.

– To się zapytaj swojego sensei, o, patrz, nawet tu idzie – zironizował, a ja obejrzałam się do tyłu, aby zobaczyć siwego już mężczyznę, w czarnym kimonie w czerwone wzory.

– Maggie. – Sensei Masamoto skłonił się.

– Sensei. – Powtórzyłam jego czyn, jednak kłaniając się niżej niż on. – Czy to prawda, że mam się zwolnić z lekcji? – W duchu miałam nadzieję, że Niall kłamał.

– Moje dziecko, rozmawiałem z madame Florence i słyszałem, że ten oto młodzieniec ma ci pomóc. Pamiętaj, że to był twój wybór, aby iść na te zajęcia. A jak już dokona się decyzji, należy w niej trwać. Zwolniłem cię do końca dnia, jednak jutro chcę cię widzieć na grafice – powiedział mężczyzna, a ja skłoniłam głowę.

– Hai, sensei!

Mężczyzna odszedł, po drodze odpowiadając na powitania i ukłony innych uczniów, od czasu do czasu kogoś zagadując. A ja dalej stałam w miejscu, nie wiedząc, co ze sobą począć. Czułam intensywne spojrzenie błękitnych tęczówek, ale nie zwróciłam na nie uwagi. Zirytowana ruszyłam z powrotem w stronę stołówki. Odczuwałam potrzebę szybkiej rozmowy z Alexis. Jednak czyjaś ręka, łapiąca mój nadgarstek i szarpiąca mną do tyłu, zatrzymała mnie.

– Czego, Horan? – spytałam, nagle zmęczona całym dniem, mimo iż było dopiero południe.

– Wyjście jest w drugą stronę – odparł z kpiącym uśmiechem.

– A kto powiedział, że ja gdzieś z tobą idę? – Sama nie wiedziałam, czemu byłam na niego taka cięta, ani czemu w ogóle odczuwałam irytację samym faktem jego istnienia.

Wywrócił oczami i zdjął z mojego ramienia torbę, zarzucając je na swoje, tam, gdzie miał plecak, a mnie samą złapał za biodra i przerzucił sobie przez drugie ramię.

– Co do ku…?!

– Nie chciałaś po dobroci, to idziesz z przymusu – przerwał mi. – Nie mam zamiaru przegapić okazji zerwania się z lekcji – zaśmiał się szyderczo i ruszył korytarzem w stronę wyjścia ze szkoły, a uczniowie wokół pokazywali nas palcami. Czułam się okropnie, a to jeszcze bardziej spotęgowało gniew na chłopaka, którego nawet dobrze nie znałam.




– Chcesz coś do picia? – spytał Niall, gdy już siedzieliśmy w jego salonie. Postawił mnie na ziemię, gdy tylko opuściliśmy budynek szkoły, za co byłam wdzięczna. Nie chciałam robić z siebie pośmiewiska przed ludźmi na ulicy. Uczniowie zdecydowanie wystarczą.

– Nie, dziękuję – odparłam cicho.

– Daj spokój, toż cię nie otruję. Kawa? Herbata? Czekolada? Albo może coś mrożonego? Shake waniliowy? – proponował, przez co byłam nieźle wytrącona z równowagi.

– Shake. Od kiedy jesteś taki miły? – Zmrużyłam oczy, próbując rozszyfrować jego intencje.

– Jezu – jęknął – chciej tu być miły, a i tak narzekają – fuknął, wywracając oczami. – Za moment wrócę, zrelaksuj się. – Zostawił mnie samą, w dość przytulnym salonie, ale mimo to czułam się niezręcznie.

Byłam totalnie i całkowicie spięta. Splotłam dłonie i położyłam je na udach. Po chwili wygładziłam czarną koszulkę bez rękawów, alby na nowo ułożyć drżące dłonie na materiale błękitnych jeansów. Moja prawa noga drgała. Wzięłam kilka głębokich oddechów i niezręcznie poprawiłam włosy, związanie w niechlujnego koczka, teraz pożałowałam takiego wyboru fryzury. Moje plecy były wyprostowane, a ja siedziałam jak na dywaniku u dyrektora.

Krzyknęłam, gdy poczułam na karku coś zimnego, co ewidentnie było lodem. Chciałam się odsunąć, lecz silna dłoń, która nie wiedzieć kiedy, znalazła się na moim mostku, skutecznie utrzymywała mnie w miejscu.

– Shh, jeśli mamy razem pracować, musisz przestać zachowywać się jak zakonnica i rozluźnić się.

Czułam, jak kreśli lodem wzorki na mojej nagiej skórze. Z karku przeszedł na prawy obojczyk, potem na lewy. Byłam tak zestresowana, że nawet nie czułam gorąca, jakie mnie obezwładniało. Kostki lodu, przy kontakcie z moją skórą, topiły się bardzo szybko. Gdy jedna zmieniała się w wodę, dodawał kolejną, a ja powoli rozluźniałam mięśnie.

– O tak, bardzo dobrze Maggie – szeptał mi do ucha, a jego oddech owiewał mój prawy policzek.

Nagle się odsunął, a w dłoń wcisnął mi podłużną szklankę z waniliowym shake i długą czerwoną słomką. Podziękowałam cicho, a on zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie mieliśmy rozpocząć lekcję.




Przez „rozluźnianie się” byłam chora przez kolejne dwa tygodnie. Od zawsze miałam słabszą odporność, więc jeśli już się przeziębiłam, to na poważnie. Tak było i tym razem, gdy choroba rozłożyła mnie jeszcze tego samego dnia, gdy późnym wieczorem wracałam od Nialla. Chłopak nie miał za grosz kultury, bo nawet nie zaproponował, że mnie odprowadzi. Oczywiście, nie żebym chciała, ale takie słowa świadczyłyby o tym, że nie jest takim gburem.

Tęsknie spoglądałam na waniliowego shake, którego popijała Alexis, siedząc naprzeciwko mnie przy stoliku w stołówce. Ja mogłam jedynie pić soczki Capi lub ciepłe napoje z któregoś z automatów, których było dość sporo w całej szkole. Obracałam w dłoniach tekturowy kubek z kawą, pogrążając się w myślach.

Obiektem tych myśli był nikt inny, jak Niall Horan, który nie wiedzieć czemu, wczoraj wysłał mi SMSa. Nie miałam pojęcia, skąd mógłby mieć mój numer, zwłaszcza, że bardzo się pilnowałam z tym, komu go podaję. Wiadomość była o naszych kolejnych prywatnych lekcjach. Blondyn zapraszał mnie do siebie, jak tylko wrócę do zdrowia. Na samą myśl o tym, że miałabym znowu do niego iść, przechodziły mnie dreszcze. Ostatnim razem nie skończyło się to zbyt dobrze.

Gdy znaleźliśmy się w jego pokoju, mogłam zauważyć dość duży kącik, cały przeznaczony do rysowania. Sztalugi, płótna, szkicowniki, kredki, ołówki. Jednym słowem – raj. Na samym środku leżał puszysty dywan, a na nim mnóstwo małych poduszek. I właśnie tam Niall skierował swoje kroki, ciągnąc mnie za sobą.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że gdy tylko usiedliśmy na tych miękkich i wygodnych poduszkach, Horan postanowił usiąść za mną, mówiąc, że tak będzie nam obojgu łatwiej. Znalazłam się między jego nogami, z plecami przyciśniętymi do jego klatki piersiowej. Na kolanach trzymałam jeden z jego szkicowników A4, a w lewej dłoni ołówek HB.

Tak się złożyło, że blondyn także był leworęczny i już po chwili rysowałam pierwsze linie, z jego dłonią zaciśniętą na mojej. Cieszyłam się, że siedzi za mną. Nie mógł zauważyć rumieńca, jaki pokrywał moje policzki, gdy myśli kierowały się w niebezpieczne rejony. Mogłam niemal przysiąc, że jego dłonie były idealnie dopasowane do moich, jakby to nie był przypadek. A przecież był, prawda?

– Muszę ci powiedzieć, że… – szepnął mi do ucha, ale nie dokończył myśli. W zamian za to, poczułam jego wargi na moim karku, a jego wolna prawa dłoń, momentalnie znalazła się na moim brzuchu. Podskoczyłam jak oparzona, a on, udając, że nic się nie stało, przywołał mnie do porządku, rozkazując, abym dalej rysowała.

I o tym jednym dotyku, który trwał może kilka sekund, myślałam praktycznie na okrągło, przez całe dwa tygodnie. A także o właścicielu miękkich ust i silnych dłoni, który był perfidnym dupkiem i kobieciarzem.

– Maggie? – Alexis machała dłonią tuż przed moją twarzą, starając się zwrócić moją uwagę.

– Przepraszam – mruknęłam i pociągnęłam łyk kawy. – Ble, zimna. – Skrzywiłam się. – Coś do mnie mówiłaś?

– Owszem, że pan Jestem-Najpiękniejszy-Na-Świecie od kilkunastu minut cię obserwuje – prychnęła, a ja spłonęłam rumieńcem. – Jest po twojej lewej, stoi oparty o ścianę, z shake'em w dłoni i co chwilę przeczesuje palcami włosy i oblizuje usta. A to wszystko, patrząc na ciebie.

– Przestań – całą siłą woli powstrzymywałam się od spojrzenia w tamtym kierunku. – Na pewno gapi się na… – Spojrzałam w prawo, aby ujrzeć Naomi, piękną meksykanę, siedzącą dwa stoliki dalej. – Jestem pewna, że chodzi mu o Naomi – powiedziałam twardo.

– Mów co chcesz – machnęła niedbale dłonią. – Ale wiesz… Ploteczki do mnie dochodzą jako pierwszej – podkreśliła ostatnie słowo.

– No i co tym razem wiesz ciekawego, moja Skarbnico Wiedzy? – Uniosłam do góry prawą brew.

– Bo wiesz, ostatnio sporo o tobie słychać w szkole – odparła niepewnie, nie wiedząc, jak na to zareaguję. Ja jedynie wciągnęłam powietrze, ponaglając ją ruchem dłoni. – Niall rozpowiada pewne rzeczy i… Właściwie to od rana słyszę tylko pytania „Skoro już są razem, to czemu Maggie go ignoruje? Czemu nie przywitał się ze swoją dziewczyną? Spójrz, oni nawet nie zwracają na siebie uwagi!” – Alexis naśladowała piskliwe głosy.

– O Boże – jęknęłam, chowając twarz w dłonie.

– Tak. – Alexis spojrzała na mnie współczująco. Obróciłam lekko głowę w lewo i mój wzrok padł na blondyna, a gdy już miałam się odwracać, puścił mi oczko, a ja momentalnie oblałam się rumieńcem. – Auć, teraz masz przesrane, połowa stołówki właśnie widziała, jak Niall Horan puszcza ci oczko, a ty się rumienisz – zaśmiała się kpiąco Alexis. – Tylko ty potrafisz wpakować się w coś takiego – dodała.

O tak, tylko ja.




– Cześć kotku. – Podskoczyłam, gdy dwa dni później usłyszałam jego szept, wprost do mojego ucha. W mgnieniu oka odwróciłam się i stanęłam na wprost niego.

– Czego chcesz, Horan? – Wywróciłam oczami.

– Unikasz mnie – stwierdził bez ogródek, zaplatając ramiona na piersi.

– Czyżby? A od kiedy to z nas tacy przyjaciele, co? – prychnęłam głośno, co zwróciło uwagę kilku osób, przechodzących niemal pustym korytarzem. Było już po lekcjach, ale ja chciałam iść do pracowni graficznej, aby skończyć jeden z zaczętych digitali.

– Hmm… Odkąd cię pierwszy raz pocałowałem – odparł śmiało, na co wybuchłam śmiechem, patrząc z kpiną prosto w jego twarz.

– Nigdy się nie całowaliśmy, Horan, chyba że w twoich snach.

– Więc należałoby to zmienić – powiedział i nim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować, jego usta złączyły się z moimi, a on przyciągnął mnie blisko swojego ciała.

Byłam jak sparaliżowana. Nie potrafiłam się ruszyć, ani tym bardziej go odepchnąć. On jednak korzystał z tej sytuacji na tyle, na ile mógł i jego usta raz po raz muskały moje. Odsunął się po dość długiej chwili, z uśmiechem satysfakcji. Byłam zszokowana i bezwiednie zrobiłam krok do tyłu. Nie mieściło mi się w głowie, jak można być tak okropnym i pewnym siebie idiotą. Pokręciłam przecząco głową, wciąż jeszcze nie zdolna do mówienia i odwróciłam się, kierując w stronę pracowni graficznej, jak najdalej od niego. Nie obróciłam się ani razu, aby zobaczyć, czy dalej tam stoi. Nie interesował mnie. Byłam zła, wściekła i zażenowana. I miałam jedynie nadzieję, że następnego dnia nie zrobi niczego głupiego.

Oh, jak bardzo się myliłam.




Gdy tylko dotarłam do szkoły, już wiedziałam, że stało się coś złego. Wchodząc po schodach do budynku, czułam na sobie nachalne spojrzenia, które jednak były niczym w porównaniu z tym, co działo się w środku. Przechodząc korytarzem, ludzie ucinali swoje rozmowy. Czułam się tak, jakby to właśnie o mnie w tej chwili plotkowali. I wiele się nie pomyliłam.

– Mag! – Alexis biegła w moim kierunku, a jej włosy podskakiwały żywo. – Boże, czy to prawda?!

– Ale co? – Zdziwiona stanęłam na środku korytarza, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że pół szkoły obserwuje mnie w milczeniu.

– Nie udawaj głupiej. Całowałaś się z Horanem! – krzyknęła, gdy już zatrzymała się przy mnie.

– Słucham?! Nie! – Zareagowałam niemal od razu. Boże, przecież się z nim nie całowałam! To on całował mnie, wbrew mojej woli! Ale tego na głos powiedzieć nie mogłam. Musiałam poczekać do momentu, gdy będę sam na sam z przyjaciółką.

– Jak to? – Przez korytarz przeszedł szmer szeptów, a to było najczęściej zadawane pytanie.

– Nie moja wina, że ten dureń wszystkim tak naopowiadał – syknęłam.

– Dureń? Awansowałem na durnia? – Usłyszałam za sobą kpiący głos i odwróciłam się gwałtownie, wpadając wprost na niego i odbijając się od jego klatki piersiowej.

– Ty idioto! Za co? Powiedz mi, za co? Co takiego ci zrobiłam? – Dosłownie krzyczałam, raz po raz stukając palcem wskazującym w jego pierś, na co boleśnie się krzywił. Lubiłam nosić długie paznokcie, a od czasu do czasu inwestowałam w hybrydy.

– Jeszcze wczoraj mówiłaś kotku, kochanie, skarbie, a teraz dureń i idiota? Spokojnie, Maggie, nie musimy się kryć. – Jego uśmiech był ogromny. Wiedziałam, że chce mnie pogrążyć jak najbardziej przed innymi uczniami. To było kwestią czasu, gdy relacja z tego wydarzenia rozprzestrzeni się na całą szkołę, w dodatku ze zmienionymi szczegółami. Już widziałam pięćdziesiąt różnym wersji naszej wymiany zdań.

– Jesteś żałosny, Horan, tyle ci powiem – syknęłam i przy akompaniamencie głośnego jęku, uderzyłam go dłonią w policzek. Odwróciłam się na pięcie i z uniesioną do góry głową, ruszyłam korytarzem w kierunku stołówki, aby kupić waniliowego shake na uspokojenie.




Poranne wydarzenia niemal wyleciały mi z głowy, ale niestety wciąż pozostawałam głównym tematem rozmów. Mimo to, nie przejmowałam się tym. Horan omijał mnie z daleka. Domyślałam się, że planuje zemstę. W końcu ośmieszyłam go przed wszystkimi.

Delikatnie pociągałam rysikiem po tablecie, dobierając coraz to nowe koloryzacje i tworząc coraz bardziej skomplikowaną grafikę.

Czarny łabędź z rozpartymi szeroko skrzydłami, starający wznieść się w powietrze. A wokół niego mewy i morze. Jedną nóżkę wciąż miał w wodzie. W tle majaczył pomarańczowy zachód słońca, rzucający poświatę na ptaki.

– Bardzo dobrze, Maggie – usłyszałam głos sensei Masamoto i uśmiechnęłam się.

– Arigato, sesnei – odparłam lekko, a staruszek przysunął sobie krzesło i usiadł obok mnie. Chwilę milczał, aby następnie wskazać mi palcem kolor, którego zabrakło mojej grafice.

– Wiesz, Mag, to bardzo dobrze z twojej strony, że zapisałaś się na inne zajęcia niż moje. Jesteś zdolna i jestem pewien, że poradzisz sobie. Ale martwi mnie ten młodzieniec. Czuję, że sprawi same kłopoty, przynajmniej na początku. Potem pewnie zmienisz o nim zdanie, ale proszę cię, uważaj na siebie, dobrze? Nie robi on dobrego pierwszego wrażenia.

Pokiwałam jedynie głową, nie będąc w stanie powiedzieć czegokolwiek. Patrzyłam w oczy mojemu nauczycielowi i nagle zapragnęłam porządnie się wypłakać. Momentalnie do oczu napłynęły mi łzy, które nie czekały długo na pozwolenie wypłynięcia. Pociągnęłam żałośnie nosem.

– Musisz być silna, dziecko. Wasza relacja się zmieni, czuję to. A on jest naprawdę zdolnym, młodym człowiekiem i dużo się od niego nauczysz. Potrzeba tylko czasu. Rozmawiałem z nim dzisiaj i po przerwie do nas dołączy, na zajęcia z mangi. – Słysząc to, drgnęłam niespokojnie. – Przygotuję mu miejsce po drugiej stronie sali, nie martw się – poklepał mnie pocieszająco po ramieniu i wstał, idąc doradzić kolejnemu uczniowi.

Po jego słowach poczułam się silniejsza. Miałam w nim oparcie i bardzo się z tego cieszyłam. Za kilka minut miała być długa przerwa na lunch, więc zwiększyłam tempo swojej pracy trzykrotnie, aby przed dzwonkiem skończyć całą pracę.

Koniec końców, byłam zadowolona z efektu.




Sensei Masamoto jak zwykle miał rację. Po długim i męczącym miesiącu pracy z Niallem Horanem, coraz mniej mnie irytowały jego zachowania. Spędzaliśmy razem długie godziny, zarówno w szkole po lekcjach, jak i w weekendy, w kawiarniach lub u niego w domu. To ostatnie nie bardzo mi pasowało, ale z czasem przywykłam i zgadzałam się tyko wtedy, gdy w domu była jego mama. Swoją drogą, ta kobieta była cudowna. Uśmiechnięta, wesoła i szczera. Przynosiła nam do pokoju ciasteczka, kawę, herbatę, a czasem nawet i lody. Cieszyło mnie to, ponieważ nigdy nie pukała i nie musiałam się bać, że Niall znów będzie chciał coś zrobić.

Teraz byłam niemal pewna, że tamten pseudo pocałunek miał mnie jedynie wyprowadzić z równowagi i zezłościć. Zepchnęłam go na sam koniec świadomości i było mi z tym dobrze. W szkole plotki ucichły. Każdy już wiedział, że tylko razem pracujemy i to, że widzieli nas często razem, nie robiło już takiej sensacji jak miesiąc temu.

Siedziałam teraz w małej, przytulnej i przede wszystkim ciepłej, kawiarni, popijając gorącą kawę i od nie chcenia rysując na tablecie Wacom. Horan spóźniał się już pół godziny, ale nie specjalnie mnie to martwiło. Moją głowę zaprzątały zupełnie inne myśli.

Alexis poznała chłopaka, niejakiego Liama. Był instruktorem fitness w klubie, do którego od niedawna chodziła. I naprawdę chciałam jej szczęścia, ale widok jej rozpromienionej i w jego objęciach, doprowadzał mnie do szału. Najzwyczajniej w świecie jej zazdrościłam. A teraz ona spędzała ze mną mniej czasu, niemal całkowicie poświęcając się chłopakowi.

Pogrążona w myślach, nie zauważyłam, że Niall wszedł do kawiarni i zajął miejsce naprzeciw. Nie byłam świadoma jego obecności, dlatego gdy poczułam na kolanie jego dłoń, podskoczyłam przestraszona, a z dłoni wypadł mi rysik, upadając na ziemię. Schyliłam się po niego, a on powoli rozpiął zamek swojej puchowej kurtki, zdejmując ją i rzucając na miejsce obok siebie.

– O, to ja? – spytał, wskazując palcem na mój tablet.

Przerażona, spłonęłam rumieńcem, bo rzeczywiście na ekranie widniał szary szkic jego twarzy. Chciałam jak najszybciej to usunąć, ale zatrzymała mnie jego dłoń, która delikatnie, ale stanowczo, sięgnęła po moją, zatrzymując ją.

– Nie kasuj, proszę – powiedział cicho, a ja zaskoczona i jeszcze bardziej zażenowana, szybko cofnęłam dłoń, splatając ręce pod stolikiem.

– Proszę, to co zawsze. – Usłyszałam głos miłej kelnerki, która postawiła przed blondynem parujący kubek kawy. Przychodziliśmy tutaj tak często, że nie musieliśmy składać zamówienia – dziewczyna od razu wiedziała, co przynieść do stolika.

– Dziękuję – odparł Niall, uśmiechając się delikatnie, a ja byłam pełna podziwu dla dziewczyny, że pod wpływem tego uśmiechu nie zarumieniła się. – Czy mógłbym jednak zamówić coś jeszcze?

– Naturalnie – odparła, przeczesując dłońmi swoje rude, falowane włosy i uśmiechając się lekko. – Czego tylko pan sobie życzy.

– Żaden pan, jestem młodszy od ciebie – jęknął żałośnie. – Jestem Niall, a to Maggie – wskazał na mnie. – I chciałbym zamówić jakieś dobre ciasto, zdam się na ciebie… – Spojrzał na nią wyczekująco.

– Caroline, ale możecie mi mówić Caro. Tak się składa, że akurat mam pyszne ciasteczko i za moment je przyniosę. Razy dwa?

– Tak – potwierdził Niall.

– Nie – dodałam ja. Oboje spojrzeli na mnie zdziwieni, mierząc mnie badawczo wzrokiem. – No co? – fuknęłam. – Od tygodnia jestem na diecie – dodałam już ciszej.

– Na diecie? Chcesz schudnąć z kości na ości? – dziwił się blondyn. – Przecież wyglądasz świetnie. – Pierwszy raz mnie skomplementował, więc drgnęłam zaskoczona, ale nie dałam po sobie tego poznać.

– Owszem, ja – potwierdziłam i upiłam łyk kawy. Ruda wzruszyła ramionami i odeszła, znikając za ladą. – Gapisz się – mruknęłam, nie podnosząc wzroku znad tabletu, który znowu trzymałam w dłoni, próbująć dokończyć portret.

– Zabronisz mi? – odparł chytrze. – A teraz wyjaśnij mi, dlaczego tak szczupła dziewczyna jak ty, przechodzi na jakąś bezsensowną dietę?

– Nie twoja sprawa. Zajmijmy się naszą lekcją. – Nie chciałam z nim rozmawiać na temat moich osobistych spraw. To było zbyt głupie i bezmyślne, abym miała się z kimś tym podzielić. Ale obiecałam sobie, że schudnę i zdobędę taką figurę, jaką ma Alexis, aby i na mnie zwrócił uwagę chłopak pokroju Liama – cudowny i opiekuńczy, przy którym czułabym się jak księżniczka.

– Jeszcze do tego wrócimy – pogroził mi palcem i z plecaka, z którym przyszedł, wyjął dwa szkicowniki i pudełko z zestawem ołówków. – Dziś będziemy szkicować… hmm… twarz. Naszkicujesz mnie. Najwyraźniej rozszyfrowałaś moje zamiary już wcześniej – rzucił wesoło, wskazując na mój Wacom.

Przewróciłam oczami i sięgnęłam po jeden ze szkicowników, otwierając go na pustej stronie i wzięłam najzwyklejszy ołówek HB. Po chwili namysłu, zamieniłam go na F. Mój wzrok zawisł na białej kartce.

Nagle jednak poczułam się słabo. Zakręciło mi się w głowie i miałam wrażenie, jakbym spadała, chociaż siedziałam na wygodnym siedzeniu.

– Maggie? – Gdy się ocknęłam z dziwnego stanu, w jaki nagle wpadłam, Niall klęczał obok mnie, delikatnie klepiąc mnie po policzkach, aby przywrócić mnie do rzeczywistości. I właśnie wtedy nastąpił ogromny przełom w naszych relacjach, ponieważ pierwszy raz pokazałam przed nim swoje emocje. – Co się dzieje?

– Słabo mi – odpowiedziałam.

– Co dzisiaj jadłaś?

Wzruszyłam ramionami, nie chcąc odpowiadać na to pytanie. Nie musiał wiedzieć, że wypiłam jedynie dwie kawy. Zrozumiał – co bardzo mnie zdziwiło – i najzwyczajniej w świecie usiadł obok mnie i wziął w ramiona, tuląc do siebie długo i delikatnie, jednak stanowczo. A ja czułam się jeszcze gorzej, bo podobało mi się to, jak mnie dotykał.




Zażenowana po tamtm wydarzeniu, nie chciałam w ogóle widzieć się z nikim. Pora roku mi sprzyjała, więc gdy tylko wróciłam do domu, w którym nie było nikogo, wyszłam przez taras do małego ogródka, gdzie w samych szortach i koszulce na ramiączkach, porządnie wytarzałam się w śniegu. Następnie zjadłam dwa pojemniki lodów, które kupiłam po drodze. Chciałam być chora i udało się.

Od tygodnia nie byłam w szkole, a całe te siedem dni spędziłam na rysowaniu, zarówno w szkicownikach jak i na Wacomie. Szkicowałam ołówkami, kolorowałam kredkami i COPICami, a nawet od czasu do czasu sięgałam po farbki. Robiłam to wszystko siedząc na łóżku, zakopana w pościeli, lub grzejąc miejsce w miękkim fotelu, otulona kocem.

Nie odbierałam telefonów od Alexis, ani nie odpisywałam na jej SMSy. Wiedziałam, że moje zachowanie było głupie i bezmyślne. Ale nie potrafiłabym jej teraz spojrzeć w oczy. W jednej chwili byłam zazdrosna o jej chłopaka, a w drugiej wzdychałam do wizerunku Nialla Horana, który widziałam, ilekroć zamknęłam powieki.

Zirytowana, że dzisiejszego dnia nic mi nie wychodzi, naciągnęłam na stopy grube skarpety, a na siebie założyłam szare dresy i obcisłą koszulkę. Wygrzebałam z szafy grubą bluzę, niekoniecznie do kompletu i związując włosy w niechlujnego kucyka, ruszyłam do kuchni, aby nastawić wodę na kawę. W myślach już wybierałam film, który obejrzę, siedząc na kanapie w salonie.

Gdy pół godziny wcześniej sprawdzałam temperaturę, wciąż miałam gorączkę – prawie 40 stopni. Nie miałam na nic siły, więc gdy czekając na gorącą wodę, usłyszałam dzwonek do drzwi, zignorowałam go, nie będąc w stanie wstać z krzesła. Mój gość jednak nie dawał za wygraną, uparcie pukając i dzwoniąc, więc koniec końców poczłapałam do drzwi, sunąc nogami po podłodze. Nie patrząc, kto stoi za drzwiami, otworzyłam je i cicho krzyknęłam, widząc przed sobą blondyna, którego za wszelką cenę chciałam omijać i dlatego zrobiłam tak głupią rzecz, jak wytarzanie się w śniegu i wywołanie poważneg przeziębienia.

– Horan? – Zdziwiłam się, widząc go tutaj. Mój nos był zatkany, więc mówiłam nieco niewyraźnie. – Co tu robisz?

– Przyszedłem cię odwiedzić? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Chyba powinienem powiedzieć „pięknie wyglądasz”, ale to trochę minęłoby się z prawdą – zakpił i przecisnął się obok mnie, aby wejść do środka. – Jak miło, że mnie zaprosiłaś – kpił dalej, zdejmując buty i kurtkę.

– Taaa, czuj się jak u siebie – jęknęłam. Nie byłam w stanie z nim walczyć, więc tylko zamknęłam za nim drzwi, zanim do środka naleciało więcej zimnego powietrza. Ruszyłam do kuchni, chcąc w końcu napić się mojej wymarzonej kawy, nie dbając o to, czy chłopak idzie za mną czy nie.

– Jejku, ale tu gorąco – powiedział, a ja odwróciłam się do niego zdziwiona, mierząc go wzrokiem. Miał na sobie jedynie jasne jeansy i białą koszulkę na krótki rękaw.

– Gorąco? Chyba zimno w cholerę – prychnęłam i mocniej otuliłam się rękoma. – Chcesz może kawę lub herbatę? Niestety, nic więcej zaproponować nie mogę.

– Może być kawa. Ale może usiądziesz, a ja ją zrobię? – zaproponował.

Gentelman się znalazł.

– Poradzę sobie – prychnełam i sięgnęłam do szafki po dwa kubki, wsypując do nich kawę. Czułam jak kręci mi się w głowie, ale chciałam to zignorować. Wiedziałam, że nie powinnam była wstawać z łóżka, ale pragnienie kawy było znacznie silniejsze i nic nie byłoby mnie w stanie powstrzymać.

W jednej chwili jednak stałam, trzymając puszkę z kawą w dłoni, a w drugiej siedziałam na podłodze, wśród ciemnego pyłu, a Niall pomagał mi wstać, ciągnąc mnie delikatnie w górę. Słyszałam, jak z jego ust wychodzi wiązanka przekleństw. Lekko strzepnął ze mnie większość kawy i zaprowadził do salonu, układając mnie na kanapie.

– Tak, poradzisz sobie. Ciesz się, że przyszedłem – powiedział zdenerwowany i zniknął w kuchni, aby zalać kawę gorącą wodą.

– Chcę bardzo, bardzo słodką kawę! I z mlekiem! – krzyknęłam za nim, zanim zamknęłam zmęczona oczy. Miałam wrażenie, że nie minęła nawet sekunda, gdy Niall usiadł obok mnie. W rzeczywistości, było to kilka minut. Delikatnie wcisnął mi w dłonie kubek z gorącym napojem, a ja posłałam mu wdzięczny uśmiech. Nie dbałam o to, że wyglądałam jak siedem nieszczęść. W końcu był to tylko Horan, osoba, której wcześniej nie lubiłam. Jednak wcześniej a teraz, to dość spora różnica.

– Może przyniosę ci koc? Drżysz.

Obejął mnie ramionami, aby choć trochę ogrzać moje zmarznięte ciało.

– Jest u mnie w pokoju, na fotelu – szepnęłam, a on wyjął mi z rąk pusty już kubek i odstawił go na mały stolik. Gdy wypuścił mnie z uścisku, aby pójść po ciepły koc, przeszyło mnie jeszcze większe zimno. Nie chciałam badać źródła tego zimna, bo wiedziałam, że moje rozważania nie zaprowadzą mnie w bezpieczne miejsce.

W jednej chwili przypomniałam sobie, że poszedł do mojego pokoju! Zerwałam się z miejsca, przerażona na wskroś. Biegiem rzuciłam się do pokoju i w drzwiach zatrzymałam się, widząc jak stoi pośród sterty rozsypanych na podłodze kartek z rysunkami. Byłam nie tylko przerażona, ale i zażenowana. Bo na każdym z rysunków był on. Podniósł na mnie wzrok i powoli do mnie podszedł. Zorientowałam się, że płaczę, dopiero wtedy, gdy starł z moich policzków łzy i przyciągnął mnie do siebie.

– Shh, nie płacz – szepnął mi do ucha, a ja wtuliłam się w niego mocniej, ukrywając w jego ciepłych ramionach.




Obudziłam się kilka godzin później, we własnym łóżku, zakryta pod samą brodę kołdrą i dwoma kocami. Blondyn siedział obok, przy moim biurku, odwrócony do mnie tyłem. Widziałam, jak jego lewa ręka porusza się, a mięśnie się spinają. Pracował nad czymś. Zapewne chciał, aby było to idealne. Starałam się oddychać miarowo i równo, a przede wszystkim spokojnie. Nie chciałam mu przeszkadzać.

Mimowolnie się poruszyłam, a on drgnął niespokojnie, odwracając się i patrząc mi prosto w oczy. Spłonęłam rumieńcem pod jego wzrokiem. W mojej głowie ukazała się ostatnia chwila, jaką pamiętałam. On przeglądający rysunki i potem trzymający mnie – płaczącą – w ramionach.

– Spałaś pięć godzin – powiedział miękko i zbliżył się do mnie, pomagając mi usiąść. Spojrzałam na biurko, aby zobaczyć blok formatu A3 i rozsypane wokół niego COPICi. – Oh, em.. Trochę się ugościłem i pożyczyłem markery.

– Pokażesz mi? – spytałam cicho.

– Co ci pokazać?

– To, co narysowałeś…

– Nie wiem, czy chcesz to widzieć… – odparł powoli z nie małym wahaniem. Gdy jednak zapewniłam go o tym, że jestem stuprocentowo pewna, że chcę je zobaczyć, niechętnie mi je podał. – Wiesz, tak trochę ćwiczyłem wyobraźnię.

Moje policzki szczypały piekielnie, gdy patrzyłam na cztery kolorowe kartki. Nie spodziewałam się akurat takich prac. Przyjrzałam się każdej dokładnie. Wszystkie przedstawiały mnie.

Na pierwszej siedziałam na fotelu w salonie. W dłoniach trzymałam czerwony kubek. Jednak zamiast dresu, miałam na sobie luźną koszulkę i szorty. Siedziałam przy kominku, z błogim uśmiechem na ustach, rozkoszując się…. Czym? Dopiero po chwili zauważyłam czyjeś ręce na moich ramionach. Czyżby to one były źródłem mojej przyjemności?

Spojrzałam na drugi rysunek. Był bardzo kolorowy. Siedziałam na drewnianej huśtawce, w pięknym ogrodzie. Ewidentnie była późna wiosna. Miałam na sobie obcisłe jeansy i biały podkoszulek, z przodu włożony lekko w spodnie. Włosy miałam związane, lecz wiele kosmyków wyszło spod gumki i delikatnie okalały moją twarz. Na kolanach trzymałam małego, rudego kotka, w którego sierści zatapiałam palce prawej dłoni. Lewą opierałam na siedzeniu huśtawki. Wystawiałam twarz do słońca, a wokół latały różnokolorowe motyle. Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka, pokazując, że praca bardzo mi się podoba, ale w gardle czułam gulę, której nie mogłam przełknąć .

Na trzecim rysunku byłam w sukni wieczorowej. Była długa i krwistoczerwona. Od lewego biodra aż do ziemi ciągnęło się wielkie rozcięcie. Wysokie szpilki wyszczuplały moją nogę, która była widoczna na rysunku. U góry suknia była dopasowana i idealnie na mnie leżała. Nie miała dekoltu, a od obojczyków była jedynie czerwoną koronką. Jedna ręka zwisała swobodnie, trzymając w dłoni maskę, drugą zaś włożyłam we włosy, ułożone w luźne loki.

Drżącymi dłońmi spojrzałam na czwarty, ostatni rysunek. Ze świstem wciągnęłam powietrze, o mało co się nim nie zachłystując. Na tej zwykłej kartce papieru, za pomocą jedynie ołówka i kolorowych markerów, stworzył zupełnie inną wersję mnie. Leżałam na łóżku, zaścielonym satynową narzutą. Byłam ubrana jedynie w czarną, koronkową bieliznę. Podpierałam się na łokciach i odważnie patrzyłam w przód, spojrzeniem tak silnym i władczym, że zalała mnie fala ciepła. Niall dobrał idealnie kolory, nakładając cienie w każdym miejscu. Rysunek nie był jednak skończony, kolorowa byłam jedynie ja, a wszystko wokół było szare od ołówka.

– Dokończ go – powiedziałam drżącym głosem, podając mu rysunki, a on jedynie pokręcił przecząco głową.

– Zostawię go tak. Wzrok ma się skupiać na tobie, nie na scenerii – dodał i podtrzymał mnie, gdy wstawałam z łóżka.

– Mam ochotę na herbatę – powiedziałam. – Ale najpierw chyba powinnam wziąć kąpiel – dodałam, a on jedynie pokiwał głową i pomógł mi dojść do łazienki.

Otworzył kurek z ciepłą wodą i stanął przede mną, z pytaniem w oczach. Niepewnie kiwnęłam głową, a on powoli rozsunął zamek mojej bluzy. Zadrżałam, gdy jego dłonie przesunęły się od obojczyków w dół, aż do gumki od dresów. Widziałam jego rozszerzone źrenice, gdy zorientował się, że pod koszulką nie mam dosłownie niczego.

Uklęknął i podniósł jedną z moich nóg wyżej, aby zdjąć grubą skarpetkę, a następnie zrobił to samo z drugą. Wciąż przede mną klęcząc, pociągnął materiał moich dresów w dół, sprawiając, że teraz stałam przed nim jedynie w majtkach i koszulce. Wstał i delikatnie zdjął gumkę z moich włosów, rozpuszczając je.

Spojrzał mi w oczy i pocałował lekko moje usta, a następnie wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. A ja dalej stojąc w miejscu, dosłownie wrośnięta w podłogę, pozwalałam, aby łzy wypływały mi z oczu i spadały bezgłośnie na zimne kafelki łazienki.

Nie potrafiłam zrozumieć, co było ze mną nie tak, że od jakiegoś czasu tak bardzo byłam poddatna na emocje, na wylewanie z siebie ton łez. Nie miałam też powiedzieć, dlaczego Niall jest stałym gościem w mojej głowie, ani dlaczego czuję się przy nim tak, jak czuję. Tak, jak wcale nie chciałam się czuć.




Po długiej, gorącej kąpieli, czułam się o wiele lepiej fizyczne, ale w rzeczywistości w mojej głowie pojawiały się niechciane myśli. Nie potrafiłam zrozumieć, co właściwie miało miejsce wcześniej. Wytarłam się dokładnie puchowym ręcznikiem i założyłam czystą bieliznę. Nie mając siły, aby czymkolwiek się zasłonić, ruszyłam do pokoju, po czyste ubrania i ubrałam grube, czarne legginsy i luźną, od dwa numery za dużą, koszulkę. Znalazłam czystą parę naprawdę grubych skarpet i zeszłam na dół, przekonana, że będzie tam czekał na mnie Horan.

Myliłam się. Nigdzie go nie było. Ani w kuchni, ani w salonie, ani w żadnym innym miejscu. Zrezygnowana wróciłam na górę, do pokoju, gdzie usiadłam na łóżku. Sprawdziłam sobie temperaturę. Spadła do 38 stopni, ale nie chciałam dalej nic nie robić. Zmusiłam się więc do posprzątania biurka, chowając markery do szuflady, a ołówki do specjalnego kubka, stojącego na biurku. Blok techniczny, którego używał Niall, położyłam na półkę, gdzie leżały inne moje bloki i szkicowniki. Rysunki Horana zniknęły, tak samo jak i on.

Spojrzałam w kierunku podłogi przy oknie, gdzie rozrzucone były moje własne rysunki, z których każdy przedstawiał jego, blondyna, który pojawił się u mnie nagle i tak samo zniknął. Zaczęłam je porządkować. I właśnie wtedy zauważyłam brak jednego z nich. Sprawdziłam to ponownie. Brakowało jednego. Tego kolorowego, robionego COPICami, nad którym męczyłam się kilka godzin. Był najbardziej realny ze wszystkich, wśród których raczej królowały mangopodobne. Był moją najcenniejszą pracą, która teraz zniknęła.

I dobrze wiedziałam, kto był za to odpowiedzialny.




Przeziębienie przeszło w anginę, więc kolejne dwa tygodnie spędziłam w niemal pustym domu. Rodzice pracowali do późna, a nikt mnie nie odwiedzał. Przez cały ten czas nie mogłam przestać myśleć o dniu, w którym Niall mnie odwiedził. Od tamtej pory do mojej kolekcji rysunków doszło kolejnych piętnaście, wszystkie przedstawiały blondyna. A mój tablet aż pękał w szwach od niedokończonych szkiców chłopaka.

Jednak w końcu wróciłam do szkoły, z ogromnymi, trzytygodniowymi zaległościami, które musiałam nadrobić. Zmierzałam w stronę stołówki, aby zjeść lunch z Alexis, modląc się, aby nie mówiła w kółko o Liamie, z którym układało jej się tak cudownie i wspaniale.

I właśnie wtedy, zobaczyłam blond włosy, które śniły mi się co noc. Już miałam się uśmiechnąć, gdy zauważyłam, że nie jest sam. Stał w towarzystwie dziewczyny. Wysokiej, szczupłej, z idealnymi krągłościami i długimi blond włosami. Niall opierał się o ścianę, stojąc w rozkroku, a ona była między jego nogami, ocierając się o jego tors, aby po chwili go pocałować. Nie oponował. Nawet pogłębił pocałunek.

Poczułam, że robi mi się słabo, a on w tym samym momencie podniósł wzrok i natrafił na moje spojrzenie. Zamrugałam kilkakrotnie, aby odgonić napływające łzy i spuściłam wzrok, kontynuując marsz do stołówki. Teraz jednak przyśpieszyłam kroku, a przechodząc obok obściskującej się w dalszym ciągu parki, poczułam nagłe mdłości i ogromną nienawiść do chłopaka.

W stołówce znalazłam się dość szybko i zajęłam swoje zwyczajowe miejsce, naprzeciw Alexis. Przywitała mnie szerokim uśmiechem i niemal od razu, nie czekając nawet na moją odpowiedź, rozpoczęła swój monolog dotyczący seksownego instruktora fitness, który był jej chłopakiem. Nie słuchałam jej. Byłam pogrążona we własnych myślach. Byłam zła na samą siebie za to, że pozwoliłam, aby taki kretyn i idiota zajął moje myśli w tak perfidny sposób. Wykorzystał mnie, zapewne nawet z premedytacją, aby teraz śmiać się ze mnie, że dałam się nabrać, że naprawdę go polubiłam.

– Słuchasz mnie?! – Alex machała dłonią przed moją twarzą, nieco zirytowana.

– Nie – odwarknęłam. – W dupie mam twój związek z Liamem! – krzyknęłam zła i odsunęłam od siebie kubek z herbatą, nie chcąc go wylać pod wpływem złości. – Nie masz innego tematu do rozmowy!? – Byłam wściekła. Na Alex, na Nialla i na siebie. Na wszystko wokół.

– Cześć dziewczyny. – Nagle obok mnie pojawił się Sean, chłopak, który kiedyś bardzo się mną interesował.

– Cześć Sean. Co cię sprowadza do naszego stolika? – spytałam miło, bo ze wszystkich powodów, nie znalazłam żadnego, dla którego miałabym być dla niego chamska. Nie zezłościł mnie niczym.

– Chciałbym z tobą porozmawiać, Maggie. Bo widzisz, ja od trzech tygodni jestem z Madeline i wiesz, ona ciągle mówi mi o najnowszych plotkach… I chodzi o Horana, bo od dwóch tygodni na każdej przerwie całuje się z inną dziewczyną, a teraz… Teraz odpycha od siebie każdą, która próbuje mu usiąść na kolanach i nie spuszcza z ciebie wzroku.

Zmarszczyłam brwi, a Sean pokazał mi dyskretnie palcem, abym spojrzała lekko na prawo. Rzeczywiście, Niall siedział przy stoliku, patrząc prosto na mnie. Wzruszyłam ramionami.

– I co z tego? – spytałam Seana.

– Chciałem ci tylko powiedzieć, że gdybyś chciała z kimś porozmawiać, albo po prostu spędzić czas, to bez zastanowienia możesz przyjść do mnie. Lubię cię, Mag i nie chcę, aby on coś ci zrobił – powiedział chłopak, a w myślach zamajaczyła mi myśl, że on już dawno coś mi zrobił.




Za każdym razem, gdy byłam zmuszona do spotkania z Horanem, sprzeczne emocje niemal rozszarpywały mnie na kawałki. Z jednej strony przy nim czułam coś dziwnego, czego wytłumaczyć nie byłam w stanie. Z drugiej strony, byłam na niego ogromnie wściekła i irytował mnie samym faktem, że żyje. Nasze lekcje były męczące, a ich czas dłużył się w nieskończoność. Ta swoboda, która była kolejnym etapem po początkowej niechęci, zniknęła, wyparowała i pewnie już nie wróci.

Każdego dnia mijałam blondyna na przerwach i patrzyłam, jak na każdej całuje się z inną dziewczyną. Z początku czułam w sercu dziwne uczucie, ale z dnia na dzień było coraz słabsze i przestałam się nim przejmować. Był tylko nic nie znaczącym kretynem, z którym byłam zmuszona pracować. A przynajmniej tak sobie mówiłam.

Tamtego dnia mijało dokładnie pół roku od mojego pierwszego dnia na zajęciach z rysunku realistycznego i mimo wszystko, cieszyłam się, że się na nie zapisałam, a Niall nauczył mnie naprawdę dużo. Pchnęłam drzwi do sali lekcyjnej. Była długa, godzinna przerwa, a ja ze stołówki wzięłam jedynie waniliowego shake i przyszłam do pracowni. Chciałam popracować przed rozpoczęciem zajęć i ucieszyłam się, że w środku nie było nawet Madame Florence.

Rzuciłam torbę na ziemię, tuż przy miejscu, które zawsze zajmowałam i usiadłam na wysokim stołku. Każdy czasem przeżywa taki czas, że wątpi we wszystko, a najbardziej w siebie samego i to był właśnie taki dzień dla mnie. Nic mi nie wychodziło, wszystko i wszyscy mnie denerwowali i na niczym nie mogłam się dostateczne skupić. Jednym słowem: porażka.

Z głośnym westchnieniem wzięłam do ręki ołówek i mój nadgarstek zawisł nad białą, jeszcze pustą, kartką. Ogarnęło mnie ogromne zwątpienie. Dopadły mnie wspomnienia, gdy Niall odwiedził mnie w domu, gdy byłam chora. Od tamtego dnia minęło sporo czasu i ani razu nie wróciliśmy do niego w rozmowie. Nie czułam, że płaczę, aż do momentu, gdy na splecione na udach dłonie, spadły pierwsze łzy.

Otworzyłam torbę w poszukiwaniu paczki chusteczek, ale żadnej nie znalazłam. Łzy napływały ze zwiększoną mocą, a ja nie mogłam powstrzymać szlochu, wydobywającego się z mojego gardła. I nagle poczułam na ramieniu czyjś uścisk. Czyjś znajomy uścisk. A to jedynie pogłębiło mój ból i płacz. Nie chciałam go teraz widzieć. Nie chciałam z nim rozmawiać, przebywać w jego pobliżu. Chciałam zostać sama z moim bólem. Ale on mi to uniemożliwiał. Przyciągnął mnie do siebie, jak szmacianą lalkę, co tylko pogłębiło moją złość na niego.

Jednak jego dotyk był kojący. Z coraz większym przerażeniem czułam, jak jego dotyk mnie uspokaja. Delikatnie gładził dłońmi moje napięte plecy i rozczochrane włosy. Szeptał cicho słówka, których nie słuchałam, zbyt przejęta tym, że on znów jest obok i mnie dotyka.

I właśnie wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że brakowało mi tego.

– Maggie, za chwilę zaczną przychodzić ludzie. Chodź, zabiorę cię stąd, dobrze?

Nie byłam w stanie mu odpowiedzieć, ale nawet na to nie czekał. Wziął mnie na ręce i ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Chwilę później poczułam, jak mnie posadził, a po tym, jak zapiął mi pasy i zatrzasną drzwi, zorientowałam się, że jestem w jego aucie. Było mi szczerze wszystko jedno, gdzie mnie zabiera. Chciałam jedynie spokoju i samotności. Albo spokoju i jego towarzystwa. Nawet jeśli miałby siedzieć tzrzy metry ode mnie i mnie nie dotykać.

Zabrał mnie do siebie i zaprowadził na górę, sadzając mnie na własnym łóżku i oznajmił, że zrobi coś ciepłego do picia i za moment wróci. Nie rozglądałam się, bo przecież już nie raz widziałam jego pokój. Położyłam się na łóżku i głowę ułożyłam na poduszce, opartej o wysoki zagłówek. I wtedy to zobaczyłam. Na przeciwległej ścianie, dosłownie naprzeciwko mnie, wisiało pięć antyram. W jednej chwili zapomniałam o płaczu, który wcześniej mnie ogarniał i ruszyłam w stronę ściany.

W antyramach wisiało pięć rysunków. Cztery z nich wisiały po bokach i były to te same rysunki, które blondyn narysował tamtego dnia u mnie. W samym środku jednak, za warstwą cienkiego szkła, był on. Mój rysunek Nialla, który wtedy zniknął. Potwierdziło to moje przypuszczenia, kto był odpowiedzialny za jego zniknięcie. Teraz jednak wydał mi się brzydki, mało realny i taki niechlujny.

– Zrobiłem ci kawę, taką jak lubisz i nawet… o, cholera.

Odwróciłam się powoli na pięcie, patrząc na chłopaka, który w pół kroku zatrzymał się w drzwiach, z kubkiem kawy w dłoniach. Najwyraźniej wypłakałam już cały zapas moich łez, bo teraz nie uroniłam ani jednej, chociaż bardzo chciałam. Potrząsnęłam jedynie głową, nie wiedząc, jak to wszystko rozumieć. Wzrok miałam wlepiony w miękki dywan, zajmujący kawałek podłogi. Widziałam jego kroki, gdy ostawiał kubek na biurko i podszedł do mnie. Dopiero wtedy uniosłam głowę i wydusiłam z siebie tylko jedno słowo.

– Dlaczego?

Nie odpowiedział. Widziałam, jak kilkakrotnie otwiera i zamyka usta, najwyraźniej nie umiejąc dobrać słów. W końcu jednak, doczekałam się reakcji, ale nie takiej, jakiej bym się spodziewała. Położył mi delikatnie dłonie na biodrach i oparł swoje czoło o moje. Chwilę się wahał, ale w końcu musnął swoimi ustami moje, a ja na moment przestałam oddychać. Powiedzieć, że byłam zaskoczona, to za mało. Moje serce biło szybko i głośno, jakby chciało wyrwać się z mojego ciała. A on waśnie w tym momencie cofnął się o krok i spojrzał na mnie błagalnie.

– Powiedz coś. Proszę. – Jego głos drżał, ja miałam ochotę uśmiechnąć się kpiąco, bo to przecież Niall Pewny Siebie Kretyn Horan.

I właśnie wtedy, w tamtym momencie, podjęłam decyzję, która później zmieniła nie jedno w przyszłości. Pocałowałam go.




Po długim i męczącym dniu w szkole, z przyjemnością założyłam cienką kurtkę i zarzuciłam torbę na ramię. W dłoniach trzymałam wszystko to, czego nie zmieściłam do i tak już wypchanej torebki. Kilka szkicowników różnej wielkości i grubości, cztery tomiki mangi Kuroshitsuji, które miałam zamiar przeczytać wieczorem, siedząc na huśtawce, z narzuconym na ramiona kocem.

Energicznym krokiem wyszłam z budynku szkoły, niemal podskakując przy każdym kroku. Był piątek i zapowiadał się naprawdę miły i ciepły weekend, a już cieszyłam się na samą myśl, że trwać on będzie nie dwa, ale pięć dni, ze względu na święto patrona szkoły i dzień egzaminów dla najstarszej klasy. Plany na każdy dzień już dawno miałam zrobione. Rzadko kiedy odwiedzała nas rodzina, a na te kilka dni, miał przyjechać wujek Tom wraz z Katherine i Maxem – moim ulubionym kuzynostwem. Planowaliśmy przez telefon wszystkie atrakcje na te dni – od grilla przez wycieczki rowerowe, aż po wielkie zakupowe szaleństwo w Galerii i moim ulubionym sklepie plastycznym.

Z wielkim uśmiechem szłam przed siebie, podśpiewując i pogwizdując pod nosem, gdy nagle poczułam jak ktoś wciąga mnie do ciemnej uliczki. Przerażona już miałam krzyczeć, gdy mój porywacz zakrył moje usta swoimi, a ja poczułam wokół woń znajomych perfum.

– Głupi jesteś?! – fuknęłam, odpychając od siebie Horana, na co chłopak jedynie wybuchł gromkim śmiechem.

– Żebyś widziała swoją minę! – Śmiał się w najlepsze, łapiąc rękoma za brzuch.

– Wiesz co?

– Słucham, kochanie? – Wciąż był rozbawiony do granic możliwości.

– Jesteś okropny! – Jeszcze bardziej zdenerwowana jego postawą, wyminęłam go i włączyłam się do tłumu ludzi na ulicy, raz po raz przechodząc na drugą stronę i skręcając w coraz to inne uliczki, pragnąc zgubić chłopaka, który prędzej czy później ruszył za mną, aby przeprosić. Mój humor gdzieś uciekł, odleciał. Teraz byłam jedynie przybita.

Wiedziałam, że zachowałam się głupio bo – no, nie oszukujmy się – cała ta sytuacja była śmieszna, chociaż dla niego bardziej niż dla mnie. Westchnęłam i zatrzymałam się na przystanku, aby wsiąść w autobus, który miał mnie zabrać pod sam dom.




– No dalej – ponaglał mnie Niall. – Uda ci się, tylko musisz się skupić.

– Jak mam się skupić, skoro pewien idiota siedzi za moimi plecami, obejmuje mnie w talii, całuje po karku i wciąż narzeka? – jęknęłam, ściskając mocniej ołówek w dłoni.

– Wyjątkowo przystojny idiota, zapomniałaś dodać – zachichotał, a jego oddech połaskotał moją nagą skórę na szyi.

– Ale za to mój idiota – zaśmiałam się i odchyliłam lekko głowę, szybko muskając jego wargi swoimi i powróciłam do szkicowania.

– Ej, tak nie wolno! – Oburzył się. – Najpierw mnie rozpalasz, a potem tak po prostu odwracasz się i rysujesz, jak gdyby nigdy nic? O nie, nie podaruję ci tego – mówił poważnie, ale jego oczy lśniły i emanowała z nich wesołość.

Wyrwał mi ołówek i szkicownik z rąk, i nie dbając o nic, rzucił je gdzieś na trawę, jednocześnie popychając mnie tak, abym położyła się na czerwonym kocu. Zbliżył swoje usta, ale nie pocałował mnie. Po chwili namysłu, potarł swoim nosem o mój i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, zaczął mnie łaskotać.

Miotałam się wściekle po całym kocu, wijąc pod jego ciałem i ocierając się o nie. Starałam się uciec od jego zręcznych palców. Śmiałam się, krzyczałam, piszczałam i błagałam, ale on dalej robił swoje. Usiadł mi na brzuchu i kontynuował te katusze, uśmiechając się triumfalnie i z satysfakcją, a za razem kpiąco, lecz mimo wszystko pięknie.

– Błagam! – piszczałam dalej, a on na moje szczęście przestał. Pochylił się nade mną, a ja ciężko oddychając, pogładziłam go po policzku, następnie wsuwając palce w jego blond pasemka. – Dziękuję – sapnęłam.

– Kiedy będą twoi rodzice? – zapytał niepewnie, przygryzając wargę.

– Wracają za dwa dni, ale czemu pytasz? – Nie wiedziałam, co sądzić o jego pytaniu, ale już po chwili miałam odpowiedź. Jego ręka wsunęła się pod mój tank top i lekko gładziła nagą skórę na brzuchu, wędrując coraz wyżej i wyżej.

– Robiłaś to kiedyś w ogrodzie? – spytał z uśmiechem, a ja pokręciłam przecząco głową. – Cóż, więc trzeba to zmienić – złączył swoje usta z moimi, a jego dłonie coraz odważniej błądziły po moim ciele.




Otworzyłam duże, dwuskrzydłowe drzwi stołówki i do moich uszu dobiegł wielki gwar rozmów. Było tak głośno, jak jeszcze nigdy. Najwyraźniej coś musiało się stać. Nagle jednak wszystko ucichło. Tłum ludzi rozstąpił się, tworząc przejście dla… Nialla. Kroczył w moim kierunku, uśmiechając się szeroko.

Na moich ustach pojawił się lekki uśmiech, gdy przypomniałam sobie sytuację sprzed dwóch dni, gdy kochaliśmy się w ogrodzie, w słoneczną sobotę. Jednak byłam nieco przestraszona. Do tej pory ani razu w szkole nie zachował się tak, jak powinien zachować się chłopak. Byliśmy razem, ale praktycznie nikt o tym nie wiedział. Nie całowaliśmy się, nie trzymaliśmy się za ręce.

A teraz podszedł do mnie, jak gdyby nigdy nic i musną moje wargi swoimi. Uśmiechnął się słodko i splótł place naszych dłoni.

– Hej, kotku – powiedział cicho, ale w stołówce, gdzie każdy wstrzymywał oddech i nas obserwował, zabrzmiało to niemal jak krzyk.

– Hej, Ni – odpowiedziałam mu z uśmiechem i ruszyłam w stronę lady, za którą stała moja ulubiona kucharka, a on nie miał innego wyjścia, jak iść za mną. – Shake waniliowy, poproszę – rzuciłam do kobiety i już po chwili trzymałam zimny napój w dłoni, wciąż bacznie obserwowana przez większą część szkoły. – Dziękuję bardzo.

– Co teraz masz? – szepnął mi do ucha blondyn, obejmując mnie ciasno w talii, tak że musiałam oprzeć lewą dłoń na jego klatce piersiowej, schowanej pod materiałem niebieskiej koszulki.

– Zobaczymy się później, bo przyszłam tylko po mój lunch – wzniosłam do góry kubek. – A teraz wracam do pracowni, bo sensei Masamoto będzie wściekły, jak się przez ciebie spóźnię. – Cmoknęłam go głośno w policzek i odprowadzona jego śmiechem, ruszyłam w stronę drzwi. Gdy tylko się za mną zamknęły, wybuch jeden wielki gwar.

I takim sposobem staliśmy się największą sensacją w szkole. A ja nie mogłam uwierzyć, że moje marzenie się spełniło, a Niall dojrzał do poważnego związku.




Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że zakocham się w aroganckim, pewnym siebie idiocie, który w rzeczywistości jest troskliwy, opiekuńczy i kochający – wyśmiałabym go i nie uwierzyła. Ale ja naprawdę to przeżyłam i wspominam okres naszych wojen ze śmiechem i pewnego rodzaju rozczuleniem. Mam sentyment do tamtych wspomnień.

I nie mogę znieść myśli, że gdybym posłuchała Alexis i nie poszła na zajęcia z rysunku, nigdy nie poznałabym mojego przyjaciela, chłopaka i później także męża. I nie wybaczyłabym sobie tego, jak niczego innego w życiu.

Bo żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło.

A ja nie mam czego żałować.




______________________________

One Shot powstawał przez rok i 4 miesiące, zaczęłam go pisać w lipcu 2013 roku. Zakończenia doczekał się dopiero teraz. ;) Ma dokładnie 10217 słów czyli całkiem sporo i jest to mój najdłuższy do tej pory Shot. Czekam na opinie ;)

8 komentarzy:

  1. Twój blog został pomyślnie dodany do spisu. Dziękujemy za współpracę :)
    [http://spisff.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny one shot! Napisany po mistrzowsku.
    Okładka też niczego sobie. W jakim programie ją robiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Photoscape, ale czcionki z dafont.com :)

      Usuń
  3. Super ! ;** <3

    Zapraszam na moje ff o Niall'u http://the-voice-of-my-heart-pl.blogspot.com/ .
    Mam nadzieję, że wpadniesz <3

    OdpowiedzUsuń
  4. TO BYŁO ŚWIETNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. ŚWIETNE!!! <3 MASZ MEGA TALENT!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. zarąbiste ^*^ talent to ty masz :) i gratuluje determinacji , że przez taki dlugi czas pisałaś tego one shota :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.