SZANSA [One Shot]



W skrócie: jest to historia Magdy, która traci młodszą siostrę, ale w zamian za to zyskuje miłość. Jedno z niewielu moich opowiadań, które dzieje się w Polsce. Treść porusza takie zachowania, które nie każdemu muszą się podobać, w tym egoizm, ale tak została wykreowana bohaterka oraz cała historia. Pozostaje mi mieć nadzieję, że Wam się spodoba, bo prócz takiego a nie innego zachowania bohaterki, możemy zobaczyć jak wielka potrafi być siła przebaczenia. ;)


______________________________



     - A co myślisz o tej? – Spytałam, po raz chyba setny dzisiejszego dnia.
     Mateusz przyjrzał mi się dokładnie. Złapał mnie za ramiona i odwrócił do siebie tyłem, po czym klepnął w tyłek i wykrzyknął na pół sklepu:
     - Yeah! Jest idealnie! – Po czym uśmiechnął się rozbrajająco.
     Stałam przed nim, w o wiele za dużym T-shircie, z dość dużym pomarańczowym liściem, na soczyście zielonym materiale. Moje policzki lśniły czerwienią, gdy spojrzałam w lustro, w głębi przymierzalni. Uśmiech Mateusza zawsze mnie powalał. A najcudowniejsze było to, że tak uśmiechał się tylko do mnie.
     - Głupku! – Zaczęłam się śmiać. – Ja kupuję bluzkę, a nie spodnie!
     Od trzech godzin byliśmy na zakupach, a sądząc po minach mojego cudownego brata, miał już zdecydowanie dość. Nie potrafiłam się zdecydować na kompletnie nic, dlatego wzięłam go ze sobą. Nie jest moim rodzonym bratem. Jesteśmy kuzynostwem, a nasi rodzice są rodzeństwem, jednak jesteśmy do siebie mocno podobni. Dogadujemy się świetnie i to właśnie z nim uwielbiam robić zakupy. Mateusz często wybiera mi ubrania i dodatki. Jest w tym świetny, a w przyszłości chce zostać stylistą i projektantem. Zawsze potrafi dobrać mi coś oryginalnego i kreatywnego, w czym wyglądam fantastycznie.
     Jednak Mati jest tylko człowiekiem i jego cierpliwość powili się kończyła. W sumie, nie dziwiłam mu się. Żaden człowiek, nie wytrzyma długo w jednym sklepie, w dodatku wciąż oglądając to samo. W międzyczasie, wypił dwa napoje energetyczne i zjadł trzy drożdżówki.
     - Magda, mam dość! – Wybuchnął w pewnym momencie.
     Podszedł do wielkiej sterty koszulek i chwilę w niej pogrzebał. Po niecałej minucie wybrał siedem kolorowych bluzek. Wrzucił wszystko do koszyka i oznajmił, że poczeka przy kasie. Zamknęłam drzwi przymierzalni, szybko zdjęłam zieloną koszulkę i włożyłam białą bokserkę, w której tu przyszłam. Mat rzeczywiście czekał przy kasie. Wydawało mi się, że dość szybko się przebrałam, ale on zdążył już dorzucić do koszyka zielony lakier do paznokci i błyszczące kolczyki.
     - Potrzebujesz czegoś jeszcze? – Zapytał z lekkim uśmiechem. Nigdy nie potrafił długo się na mnie złościć.
     - Właściwie to... Przydały by mi się japonki.
     - A czemu nie chinki?
    Roześmiałam się głośno, mimo iż to było głupie. Wciąż chichotałam, gdy płaciłam za rachunek, a ekspedientka głupio się ma mnie patrzyła. Śmiałam się, nawet gdy wyszliśmy ze sklepu. Zawsze po zakupach z bratem mam cudowny humor.
     - Magda? – Spytał Mateusz.
     - Tak?
     - Co powiesz na lody? – Zapytał z chytrym uśmiechem.
     - Hm… A ja na to jak na lato? – Jednak po chwili dodałam – a co z moimi chinkami?
     Mateusz złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę CCC. Takie duże centra handlowe są przydatne, jeżeli się wie, co się szuka. W CCC była klimatyzacja i nawet dosyć mało ludzi, a w tle leciała muzyka. Przez następne dwie godziny wybieraliśmy buty. Zdecydowałam się na dwie pary japonek, sandałki na płaskim obcasie oraz dwie pary sandałów na koturnach.
     Jednak gdy już szliśmy do kasy, mój wzrok przyciągnęła cudowna, ciemno-brązowa torebka. Duża, pakowna, z dwoma rączkami i jednym długim paskiem, który można odczepiać. Lecz w tym samym czasie zauważyłam, że na tę samą torbę patrzy tleniona blondynka. Szybko oceniłam sytuację. Ona była bliżej.
     Zaczęłam biec. Gdy blondynka zauważyła, że biegnę, również wystrzeliła do przodu. Miałam o tyle lepiej, że byłam w NIKE, a ona na szpilkach. Jak widać, blondi miała wprawę w bieganiu na wysokich obcasach, gdyż szybko zmniejszała swą odległość od torby. Postanowiłam, że nie przegram z jakąś tlenioną lalunią i przyspieszyłam. Udało mi się dobiec do torby jako pierwszej i szybko zdjęłam ją z półki, przyciągając do piersi. Blondynka nie dała rady wyhamować na swych ogromnych szpilach i z impetem wpadła w pudełka z butami. Wszystko na nią spadło. Pudełka się otworzyły i buty rozsypały się na około niej.
     Natomiast ja, dostałam niepohamowanego napadu śmiechu i aż musiałam usiąść na podłodze z wrażenia. Zanim dziewczyna zdążyła wstać, podbiegła do niej ochrona. Gdy tylko stanęła na nogach, wyrwała się ochroniarzom i rzuciła na mnie. Trzymałam mocno torbę i nie miałam zamiaru puszczać. Śmiałam się nadal, co doprowadzało blondynkę do szału. Na szczęście ochrona szybko ją wyprowadziła.
     Spojrzałam na Mateusza. Ciągle stał w tym samym miejscu i patrzył się na całe wydarzenie z dziwną miną. Zostawiłam go tam i poszłam zapłacić za buty i torbę. Gdy do niego wróciłam, obładowana zakupami, ciągle miał tę samą, dziwną minę. Nie wiedziałam, o co może mu chodzić. O tę blond flądrę? Nie znałam jej, więc pewnie Mat też, bo większość znajomych mieliśmy wspólnych. Więc to raczej nie o nią chodziło.
     - Mat, co się stało? – Spytałam łapiąc go pod ramię. – Chodzi o tą blondi? Tę flądrę? Widziałeś jak się na mnie, kretynka, rzuciła? Mat? Mat! Co się…
     - Gdybyś się nie biła o głupią torbę, tylko odebrała telefon, to byś wiedziała! – Wydarł się na mnie.
     - Ale jaki telefon? – Spojrzałam na niego jak na idiotę.
     O czym on mówił? Jaki telefon?
     Szedł dość szybkim krokiem i co chwila na kogoś wpadał. Ja biegłam za nim i gdy przepraszałam za niego, potrąconą kobietę, on już wpadł na jakiegoś mężczyznę i popychał jakiegoś chłopczyka. Nie nadążałam za nim. Był za szybki. Całą drogę się do mnie nie odzywał, nawet nie odpowiadał na pytania i inne głupie zaczepki. Nie wiedziałam co mam myśleć…  Ani co się stało...

*

     Oprócz tego, że byliśmy rodzeństwem, co prawda ciotecznym, ale rodzeństwem, mieszkaliśmy obok siebie. Nasi ojcowie wspólnie wybudowali oba nasze domy. Razem z Mateuszem się wychowałam, chodziliśmy do jednej grupy w przedszkolu, do jednaj klasy w szkole podstawowej i szkole gimnazjalnej. Nawet do liceum poszliśmy tego samego i trafiliśmy do jednej klasy. Przez całe nasze życie brano nas za rodzeństwo. Jesteśmy do siebie naprawdę podobni. A to wszystko dzięki naszym mamom, które są bliźniaczkami. A jakby tego było mało, nasi ojcowie też są rodzeństwem, z tą różnicą, że mój tata jest młodszy o 3 lata od taty Mata. Dzięki temu jesteśmy tacy podobni. Kiedy opowiadamy tę historię znajomym, nikt nam nie wierzy i myślą, że specjalnie opowiadamy bajeczki. Mamy takie same nazwiska i nawet inicjały, z czego na każde święta czy inne spotkania rodzinne, wszyscy się śmieją.
     Mat jest jedynakiem, jednak ja mam jeszcze młodszą siostrę, Kamilę, która nie jest córką mojego taty. Przez 9 miesięcy wszyscy myśleli, że jednak moi rodzice zrobili mi niespodziankę. Lecz gdy Kamila się urodziła, wszyscy doznali szoku. Wszyscy z wyjątkiem mojej mamy. Tata, gdy minął szok, był wściekły.
     Kamila jest niską blondyneczką, o porcelanowej cerze i na dzień dzisiejszy ma 5 latek. A co jest w tym dziwnego? To, że my wszyscy jesteśmy „ciemni”. Ja mam długie, kruczoczarne włosy, ciemną cerę i duże zielone oczy i to wszystko odziedziczyłam po mamie i cioci, jej siostrze. Mat również ma czarne włosy, które obcina w charakterystyczny sposób; boki ma wygolone i ma na nich wzorki, a na środku ma dłuższego „irokeza”. Tak jak ja, ma ciemną karnację i identyczne oczy.
     Oboje, wzrost i szczupłą budowę ciała, odziedziczyliśmy po naszych ojcach. Dlatego tata, 5 lat temu, doskonale wiedział, że Kamila nie jest jego córką. Wystarczyło tylko na nią spojrzeć. Przez pół roku mieszkałam sama z tatą. Mama bardzo go zraniła i było to widać po jego zachowaniu. W tym dniu, kiedy mama wyszła ze szpitala, wymienił zamki w drzwiach i nie wpuścił jej do środka z dzieckiem. Miałam wtedy 13 lat i gdy tata udawał, że nie słyszy pukania mamy do drzwi, ja wyszłam przez balkon i stanęłam kilka metrów od rodzicielki, przy otwartym oknie. Chciałam, żeby tata wszystko słyszał. Powiedziałam wtedy:
     - Zraniłaś tatę. Zniszczyłaś go od środka. Mnie przez to również. Nigdy nie uznam tę małą za moją siostrę. Albo ją komuś oddaj i wróć, wtedy porozmawiamy, albo wychowuj ją, ale wtedy nie wracaj.
     Po tych słowach, zostawiłam osłupiałą mamę ze łzami w oczach i wróciłam do środka, wspinając się po drzewie na balkon. Zeszłam po schodach na dół i przytuliłam mocno do taty.
     Mama, przez ten czas mieszkała u cioci, w domu obok. Nie chciałam z nią rozmawiać, mimo iż ona próbowała praktycznie przez cały czas. Dużo czasu zajęło mi ponowne jej zaufanie, a jeszcze więcej przyjęcie do wiadomości, że tata jej wybaczył. Przez 4 lata nie tolerowałam Kamili, o co mama była na mnie wściekła. Jednak, to właśnie te pół roku, kiedy byłam sama z tatą, wspominam najlepiej. W sumie, nawet do dziś, to właśnie do taty idę z problemem, kiedy czegoś potrzebuję, lub kiedy chcę się po prostu przytulić. A z mamą rozmawiam tylko wtedy, kiedy muszę. A jak już rozmawiamy, to zazwyczaj nie jestem zbyt miło nastawiona i warczę lub mówię z zaciśniętymi zębami. Ale mama też nie pali się do naprawienia naszych stosunków. Ciągle tylko mówi o Kamili, a ja, jeszcze ani razu od tych 5 lat, nie usłyszałam od niej słowa „przepraszam”.
     Nie wyobrażam sobie życia bez Mateusza i taty. Jednak los matki i jej córki, nie obchodzi mnie.

     *

     Kiedy razem z Mateuszem wyszliśmy zza zakrętu i zobaczyliśmy niebiesko-czerwone światła radiowozów, z moich ust wydobyło się automatycznie jedno słowo:
     - Tata!?
     Mateusz złapał mnie za rękę i mocno ścisnął. Moje serce waliło jak oszalałe. Jednak kiedy Mat powiedział „nie, Kamila” odetchnęłam z ulgą, na co brat na mnie naskoczył:
     - Magda! Czy ja dobrze słyszałem? To jest przecież twoja siostra!
     - To nigdy nie była, nie jest i nigdy nie będzie moja siostra, czy ty tego chcesz czy nie! – Krzyczałam na niego zbulwersowana.
     Dopiero wtedy zobaczyłam, że obok radiowozów stoi karetka i straż pożarna. Szybkim krokiem podeszłam do bramy. Szukałam wzrokiem taty, jednak nigdzie go nie widziałam. Wszędzie byli funkcjonariusze policji. Sanitariusze pakowali kogoś do ambulansu. Wiem, że to trochę nie w porządku, ale miałam nadzieję, że zabierają mamę lub Kamilę. Gdy tak pomyślałam, mój wzrok padł na osobę siedzącą na środku ulicy. Jakiś mężczyzna. Powili do niego podeszłam. Gdy tak stanęłam nad nim, podniósł na mnie wzrok. Był młody. Może 2 lub 3 lata starszy ode mnie. Płakał. Jego niebieskie oczy patrzyły na mnie smutno.
     - Co tu się stało? – Zapytałam.
     - Zabiłem ją… Ja ją… zabiłem… - Odpowiedział płaczliwym głosem.
     Wtedy poczułam na ramionach czyjeś dłonie. Zawsze poznam ten uścisk – tata. Kiedy prowadził mnie do domu, kilka razy oglądałam się do tyłu, na tego chłopaka. Coś nie pozwalało mi o nim zapomnieć przez bardzo długi czas…

*

     Tydzień później odbył się pogrzeb Kamili. Nie poszłam. Mama była wściekła. Krzyczała na mnie, ale ja jej nawet nie słuchałam. Tata wstawił się za mną, ale wtedy wybuchła jeszcze większa awantura o to, że myśli tylko o mnie. Tata wytknął mamie, że w końcu Kamila to nie jego córka i po tych słowach była cisza. On również nie poszedł na pogrzeb, zostaliśmy razem w domu i leżąc na kanapie w salonie, oglądaliśmy komedie.
     - Co z tym chłopakiem, co ją potrącił? – Zapytałam w momencie, kiedy tata zmieniał płyty w odtwarzaczu DVD.
     - Jechał z prędkością 180km/h, ale wina była Kamili, bo weszła na ulicę na czerwonym świetle. Chłopak się o to obwinia, jednak to nie przez niego. Nie miał wpływu na to, że nie zdążył wyhamować – odparł tata.
     - Pójdzie do więzienia? – Spytałam.
     Tata przez chwilę nie odpowiadał. Potem mruknął coś niezrozumiałego i poszedł do kuchni po popcorn. Gdy wrócił do salonu, postawił miskę z przekąską na stoliku i mocno mnie przytulił.
     - Wsadzili go do aresztu. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, ale zapłaciłem za niego dużą kaucję. Wyszedł.
     - Zrobiłeś dobrze tato… Bardzo dobrze. – Odpowiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
     Przez ten cały czas, dużo o nim myślałam. Wciąż siedział w mojej głowie i nie potrafiłam go stamtąd wyrzucić. Śnił mi się jego smutny i zrozpaczony wzrok. Dobijało mnie to. Westchnęłam i oznajmiłam tacie, że nie mam ochoty na kolejny film. Zrozumiał mnie i nawet nie pytał, czemu i gdzie wychodzę. Miał do mnie zaufanie i wiedział, że nie zrobię niczego głupiego.
     Miałam mnóstwo przyjaciółek, lecz zawsze wolałam towarzystwo Mateusza. Nie potrafiłam tego racjonalnie wytłumaczyć, ale jednak tak było. Gdy zmierzałam chodnikiem do nieznanego celu, brakowało mi trochę jego towarzystwa. Z małej torebki, którą zabrałam z pokoju, wyjęłam słuchawki, lecz widok tego samego chłopaka, co wtedy pod domem, zmienił moje plany.
     Siedział przy stoliku w małej kawiarni i obracał w dłoniach kubek z kawą. Nie myślałam nad tym, co robię. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Nie podniósł wzroku. Dalej wpatrywał się w kubek. Podeszłam do kasy i zamówiłam cappuccino. Chwilę później zajęłam miejsce naprzeciwko niego. Nie wiem co mną kierowało. Podniósł głowę i spojrzał na mnie pełnymi smutku, niebieskimi oczami.
     - Tak? W czym mogę pomóc? - Odezwał się drżącym głosem.
     - Hm.. Raczej mnie nie kojarzysz, ale to moją siostrę przejechałeś.
     Od razu gdy to powiedziałam, pożałowałam każdego słowa, które wyszło z moich ust. Spojrzał na mnie przestraszony i chciał wstać od stolika. Złapałam go za dłoń.
    - Poczekaj. To nie tak. Wiesz... Teraz jest jej pogrzeb, ale jakoś nie specjalnie za nią tęsknię. Wiem, to nieco samolubne. Ale może chcesz ze mną pogadać? Nie będę cię oceniać, to w końcu był wypadek – uśmiechnęłam się do niego zachęcająco.
     - To była twoja siostra? - Z wahaniem usiadł znów na krzesło i wypił łyk kawy. Skrzywił się. - Fuj, zimna.
     - Poczekaj moment, tylko nigdzie nie uciekaj.
     Podeszłam do lady i kupiłam mu taką samą kawę. Spojrzał na mnie zdziwiony, lecz nie powiedziałam ani słowa. Po prostu usiadłam obok i chwilę milczałam, patrząc, jak pije ciepły napój.
     - Tak, to była moja siostra. Siostra, której nigdy nie zaakceptowałam. Mama zdradziła tatę, a on jej wybaczył. - Nie wiedziałam, czemu mu to mówię, ale czułam, że mogę mu zaufać.
     - Wyrzucili mnie z pracy przez to. Niby nie mieli podstaw, ale jednak jechałem zbyt szybko, a ona... Ona wybiegła mi... - Jego głos się załamał.
     - To nie była twoja wina. - Objęłam go lekko. Nie posądzałabym siebie o takie pokłady odwagi, lecz w tamtym momencie czułam się jak nie ja.
     - Jak nie, jak tak. Przecież ja ją... ja ją... za-za-zabiłem!
     - Spokojnie – powiedziałam spokojnym tonem i pogładziłam go delikatnie po ramieniu. - Nie denerwuj się i posłuchaj. To nie była twoja wina, a przynajmniej ja ciebie o to nie winię. Jasne?
     - Skąd wiedziałaś, gdzie mnie szukać? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
     - Nie wiedziałam. Wyszłam po prostu z domu i szłam przed siebie. Mama poszła na pogrzeb, a tata został w domu. - Kiwnął głową, na znak, że rozumie, chociaż w jego oczach widziałam odrobinę ciekawości. - Tata nigdy nie traktował Kamili jako swojej córki. A ja jako siostry. Oboje nie mamy ci tego za złe. - Uśmiechnęłam się lekko, a w głowie zganiłam. Uśmiecham się, podczas gdy moją siostrę wkładają do ziemi.
     - Twój tata zapłacił za mnie kaucję...
     - Wiem...
     Przez chwilę nic nie mówiliśmy. Te słowa wisiały nad nami w powietrzu. Piliśmy w ciszy nasze napoje, które lekko wystygły. Stykaliśmy się ramionami, chłopak był spięty. Ja również. Czułam coś dziwnego, czego nazwać nie potrafiłam. Oboje w tym samym czasie odstawiliśmy kubki na stolik i zakłopotani spojrzeliśmy sobie w oczy. Jego błękitne tęczówki mnie przyciągały, było w nich coś, co nie pozwalało mi o nich zapomnieć.
     - Wiesz... - Przerwałam niezręczną ciszę. - Przez cały tydzień o tobie myślałam...
     - Dlaczego?
     - Coś mi nie dawało spokoju. Śniłeś mi się, ty i twoje hipnotyzujące oczy. - Po raz drugi w ciągu tak krótkiego czasu, uderzyłam się mentalnie w twarz. Co ja wygaduję?
     - Och... - To była cała jego odpowiedź. Spiął się jeszcze bardziej, o ile było to możliwe. - Chyba powinienem już iść. - Wstał gwałtownie, uderzając o stolik i wywracając puste kubki. - Przepraszam.
     - Zobaczymy się jeszcze?
     - Nie sądzę. - Odparł i ruszył do drzwi.
     - Poczekaj, Magda jestem! - Krzyknęłam za nim, lecz tylko rzucił na mnie okiem i wyszedł z kawiarni, znikając w tłumie.

*

     Gdy wróciłam do domu, w moim pokoju świeciło się światło. Drzwi do sypialni rodziców były zamknięte, więc domyśliłam się, że tata poszedł spać. A jedyną osobą, której mogłam się spodziewać o 10 wieczorem, był Mateusz. Zamknęłam cicho drzwi i na palcach poszłam na górę. Nie pomyliłam się. Na moim łóżku leżał Mat i czytał jedną z książek z mojej półki.
     - Co tu robisz? - Spytałam.
     - To już nie mogę nawet siostry odwiedzić? Gdzie byłaś i czemu nie przyszłaś na cmentarz?
     - Po co miałam iść? To nie była moja siostra, to był dla mnie ktoś obcy.
     - Przestań! - Prychnął. - Wiesz co teraz czuje twoja mama? Poza tym, nie powiedziałaś gdzie byłaś cały dzień.
     - Nie obchodzi mnie matka. Zrobiła sobie bachora z jakimś facetem, to teraz ma problem. A byłam na mieście i spotkałam tego chłopaka, nawet rozmawialiśmy. Czuje się winny, mimo iż wcale nie jest.
     Nie patrząc na brata, usiadłam przy biurku i włączyłam laptopa. Wygrzebałam z szuflady zeszyt od matematyki i sprawdziłam, czy na jutrzejsze lekcje mam coś zadane. Oczywiście, miałam. Jęknęłam i włączyłam przeglądarkę. Czułam na sobie palący wzrok bruneta, lecz nie zwracałam na niego uwagi. Odnalazłam rozwiązania do zadań. Wzięłam pierwszy długopis, jaki wpadł mi do ręki i zaczęłam przepisywać wszystko z ekranu. Tak wyglądały wszystkie moje prace z tego przedmiotu. Matematyka była dla mnie czarną magią.
     - Rozmawiałaś z tym mordercą?! - Oburzył się Mat.
     - On nie jest mordercą, nie nazywaj go tak. To Kamila wpadła mu pod koła. To nie była jego wina. Koniec tego tematu, nie chcę się z tobą kłócić.
     - Świetnie, jak się opamiętasz, to przyjdź pogadać..
     Chwilę później już go nie było.  Patrzyłam w okno, czekając aż światło w jego pokoju się zaświeci, a gdy to już się stało, złapałam za piżamę i poszłam do łazienki.  Cały czas myślałam o tym chłopaku. Nie powiedział mi, jak się nazywa. Szukałam go potem po całym miasteczku. Zaglądałam do każdej kawiarni, baru. Przechodziłam przez parki, krążyłam po ulicach. Jednak nie znalazłam go. Zaintrygował mnie i wiedziałam, że tak tego nie zostawię.
     Zimny prysznic podziałał na mnie orzeźwiająco. Zafascynowana patrzyłam na małe kryształki, zdobiące moją skórę. Westchnęłam, wybudzając się z tego krótkiego transu i wytarłam ciało puchowym ręcznikiem. Założyłam piżamę i wróciłam do pokoju.
     Na pulpicie migało okno czatu. Podeszłam do laptopa i przeczytałam wiadomość. Dziewczyny znów chciały się ze mną podzielić gorącymi ploteczkami, lecz odpisałam, że nie mam ochoty. Wyłączyłam urządzenie i spakowałam torbę do szkoły. Zmęczona zasnęłam, gdy tylko ułożyłam głowę na poduszce.
     A śnił mi się on i jego niebieskie oczy, pełne ogromnego smutku.

*

     Miał na imię Adam. Adam, który skradł moje serce. Nie było dnia, podczas którego bym o nim nie myślała. Towarzyszył mi każdą myślą. Szukałam go przez trzy tygodnie, aż w końcu znów wpadłam na niego w tej samej kawiarni.
     Był deszczowy dzień, a ja po raz kolejny od śmierci Kamili, pokłóciłam się z Mateuszem. Nie potrafiłam wysiedzieć w domu, słuchając rozpaczania mamy i patrząc na podłamanego tatę. Zaproponowałam mu, aby przeszedł się ze mną, lecz nie chciał. Za chwilę miał być mecz. Więc wędrowałam samotnie po mieście, a gdy już miałam wrażenie, że palce odpadną mi z zimna, pchnęłam ramieniem szklane drzwi kawiarenki i weszłam do środka.
     Siedział w tym samym miejscu co tamtego dnia. Tym razem jednak, podniósł wzrok i lekko speszył się na mój widok. Zamówiłam to samo cappuccino i dosiadłam się do niego. Uśmiechnęłam się lekko. Zaśmiałam się, widząc tę samą kawę co wtedy.
     - Często tu bywasz? - Przerwał ciszę, która tym razem wcale nie była niezręczna.
     - Od pewnego czasu dosyć często, a skąd to pytanie?
     - Bo chłopak za ladą nawet nie pytał co zamawiasz – uśmiechnął się chytrze, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
     Pokiwałam głową i wzięłam łyk napoju. Zrobił to samo, ciągle się we mnie wpatrując. Nagle jednak, znów posmutniał. Domyśliłam się, o czym myślał. Tak samo jak za pierwszym razem, położyłam dłoń na jego, na co zadrżał.
     - Dalej obwiniasz o to siebie?
     - Trochę. Siostra mi to nieco wyperswadowała, ale wciąż coś nie daje mi spokoju – przyznał. - A tak poza tym, Adam jestem – wyciągnął do mnie dłoń, którą uścisnęłam.
     Wspominam tamten ulewny dzień z uśmiechem. Gdy atmosfera się rozluźniła i przeszliśmy na przyjemne tematy, Adam okazał się śmiesznym chłopakiem, sypiącym żartami na prawo i lewo. Od tamtego czasu spotkaliśmy się w tej kawiarni już sześć razy w ciągu dwóch tygodni.
     Ze smutkiem zauważyłam, że teraz z Mateuszem mam coraz gorszy kontakt. On, w przeciwieństwie do mnie, darzył Kamilę jakimikolwiek uczuciami. Cała ta sytuacja stawiała naszą dwójkę w niezręcznej sytuacji. Mati nie rozumiał tego, co czuję. Nie wiedział, jak to jest żyć pod jednym dachem z kobietą, która nie dość, że cię zdradziła, to później udawała jakbyś nie istniała. On miał oboje kochających rodziców, ja tylko tatę.
     Spojrzałam w lustro i wygładziłam turkusową spódniczkę, którą miałam na sobie. Poprawiłam lekko makijaż i narzuciłam jeansową kurtkę na białą bokserkę. Na nogi włożyłam czarne balerinki i przerzuciłam przez ramię czarną torebkę. Zerknęłam szybko na zegarek i przeczesałam włosy palcami. Byłam gotowa.
     Starałam się specjalnie nie stroić, lecz Adam wywoływał u mnie nieznane uczucia i chciałam przy nim wyglądać dobrze. Szczególnie, że zaprosił mnie na spacer, nie na cappuccino w kawiarni. Wyszłam z pokoju. Moje serce waliło w piersi, mimo iż próbowałam sobie tłumaczyć, że to nie randka. Że to tylko zwykły spacer, a Adam jest tylko kolegą.
     - Tato, wychodzę. - Uśmiechnęłam się do mężczyzny, leżącego na kanapie i jedzącego chipsy.
     - Myślałem, że obejrzymy razem film... - Jęknął i oderwał wzrok od ekranu, aby na mnie spojrzeć. Uśmiechnął się szeroko. - Udanej randki. - Powrócił do oglądania.
     Nie widziałam sensu, w tłumaczeniu, że to wcale nie randka. I tak by mnie nie słuchał, uparcie wierząc w swoje własne słowa. Z zaczerwienionymi policzkami wyszłam z domu, kierując się w stronę parku. Słońce było wysoko na niebie i wiał lekki wiaterek. Pogoda była idealna, jak na późną wiosnę przystało. Nim się zorientowałam, już byłam na miejscu.
     Adam stał oparty o drzewo, a na sobie miał jasne jeansy i niebieską koszulkę. Wyglądał nieziemsko z lekkim uśmiechem na ustach i błyskiem w oku. Gdy mnie zauważył, podszedł i lekko przytulił na przywitanie. Pierwszy raz w naszej relacji coś takiego miało miejsce. Nie narzekałam, to było miłe i przyjemne. Uśmiechnęłam się lekko.
     - Hej. - Powiedziałam, nagle onieśmielona. Policzki pokryły mi rumieńce.
     - Ślicznie wyglądasz – mruknął.
     - Mówisz to z grzeczności? - Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć, pierwszy raz tak powiedział.
     - Nie, po prostu mówię to, co naprawdę myślę – uśmiechnął się lekko i wskazał małą dróżkę – idziemy?
     Kiwnęłam głową, bojąc się, że nie będę w stanie wydusić z siebie słowa. Szliśmy powoli, ramię w ramię, lekko stykając się dłońmi. Jednak oboje udawaliśmy, że ten dotyk nie robi na nas wrażenia. Mimo to, z moich policzków nie schodziły rumieńce.
     - Więc, co tam u ciebie?
     - Serio? Pytasz co u mnie? To tandetne... - Mruknęłam i po chwili przycisnęłam dłoń do ust, żałując tego, co powiedziałam. - Przepraszam, czasem nie potrafię powstrzymać słów.
     Zatrzymałam się na środku ścieżki. Czułam, że robię się jeszcze bardziej czerwona, niż byłam gdy mnie przytulał. On jednak zaśmiał się lekko. Spojrzał na mnie i widząc moją poważną minę, wybuchł głośnym śmiechem. Spoglądałam z zachwytem na jego urocze dołeczki.
     - Przepraszam, ale to naprawdę było śmieszne. - Powiedział.
     Lecz nie zwracałam na to teraz uwagi. Był ode mnie nieco wyższy i w tej chwili, jego usta były na poziomie moich oczu. Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Ten chłopak już od dawna zajmował sporo miejsca w moich myślach, a teraz, stojąc zaledwie kilka centymetrów ode mnie, zajmował je całe. Co do milimetra.
    Niewiele myśląc, położyłam dłoń na jego ramieniu i wspięłam się na palce, przysuwając swoje usta do jego. Zamarł, lecz położył dłonie na moich biodrach, przyciągając mnie bliżej siebie i pogłębiając pocałunek. Był delikatny, a za razem zaborczy; słodki, ale jednocześnie ostry. A co najważniejsze, smakował mleczną czekoladą.
     - Przepraszam, nie powinienem... - Odsunął się ode mnie gwałtownie.
     - A chciałeś?
     - Co? Czekaj, nie rozumiem... - Spojrzał na mnie zmieszany.
     - Chciałeś to zrobić? Chciałeś mnie pocałować, czy nie? - Dopytywałam, czując frustrację, że nie odpowiada.
     - Chciałem... - Szepnął, odwracając wzrok.
     - Więc co ci przeszkadzało? Moja siostra? Zapomnij. Teraz liczy się to, co chcesz, a nie to, co powinieneś. - Powiedziałam i po raz kolejny złączyłam nasze usta.



Koneko

1 komentarz:

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.