MENTAL - Rozdział 7



Moje serce biło szybko, a mój umysł był w stanie myśleć tylko tym, aby moja przeklęta wizja spełniła się tak, jak ja to widziałem. Nie chciałem niespodzianek. Nie chciałem powtórzyć tamtej sytuacji z Mali. Nie chciałem, aby ktokolwiek znów zginął.
Błagam, niech wszystko pójdzie tak, jak ma być. Nie chcę, by znów ktoś umarł na moich oczach.
– Gotowy? – zapytał Ashton, odbezpieczając swoją broń. Przytaknąłem. – Mike?
– Jasne. – Chłopak kiwnął głową, a jego zielone włosy poruszyły się pod wpływem tego gwałtownego ruchu. Prawie się roześmiałem. Zielonowłosy także odbezpieczył swój pistolet. Teraz obaj patrzyli na mnie wyczekująco. Zrobiłem to samo.
Blondyn poprawił bandanę na głowie i delikatnie otworzył drzwi magazynu. W przypływie nagłego przeczucia, odwróciłem się za siebie, aby zobaczyć oddalającego się Zayna. Wypełnił swoją misję. Zaprowadził nas tutaj i odszedł, tak, jak umawiał się z Irwinem. Jednak z nim czułbym się bezpieczniej. Przeszył mnie dreszcz, który jednak zignorowałem.
– Ashton? – szepnąłem, gdy skradaliśmy się cichym korytarzem. – Obiecasz mi jedną rzecz? Jeśli coś pójdzie nie tak…
– Nawet tak nie mów – prychnął blondyn. – Wszystko pójdzie dobrze. Będzie jak w twojej wizji. Uratujemy ją.
Problem w tym, że moja wizja pokazuje coś zupełnie innego. Moja wizja przepowiada, że zginę. Że odkupię swoje winy. Oddam swoje życie za jej i będę mógł spłacić dług. Dług za zabicie niewinnej osoby, nie ważne czy świadomie, czy nie.
– Jeśli coś pójdzie nie tak – podkreśliłem. – Obiecaj, że zaopiekujesz się nią. – Spojrzałem na niego uważnie. – Obiecaj, że będzie bezpieczna. Że zrobisz wszystko, aby tak się stało.
– Obiecuję – odparł pewnie. – Ale spokojnie, wyjdziemy stąd wszyscy razem, cali i zdrowi.
Nie miałem zamiaru wyprowadzać go z błędu. Dokładnie pamiętałem całą wizję. Wystrzał. Ból, gdy pocisk przeszywał moje ciało. Przetarłem oczy dłonią, nagle zmęczony. I właśnie w tym momencie, do moich uszu doszedł krzyk pełen tak wielkiego bólu, że zmroziło mnie w miejscu. Stanąłem jak wryty i nie wiedziałem, co zrobić. Mike, widząc moją reakcję, popchnął mnie delikatnie do przodu.
Wyrwany z „transu”, ruszyłem dalej, coraz bardziej zdeterminowany, aby odnaleźć Emmę i tego gnojka, który właśnie ją krzywdził. Znów widziałem jej pokaleczone i posiniaczone ciało, leżące na brudnym materacu. Nie mogłem dopuścić do tego, aby ta urocza dziewczyna skończyła w taki sposób.
Ashton wyczuł zmianę mojego nastawienia. Uśmiechnął się do mnie lekko i prowadził nas dalej, między krętymi korytarzami. Emma zasługiwała na szczęśliwe życie, u boku kogoś, gdzie będzie bezpieczna i żaden Hemmings jej nie dorwie.
Ale absurdalnie brzmisz, idioto. Prychnąłem cicho, do samego siebie.
Ponownie usłyszałem krzyk, tym razem dużo bliżej. Słyszałem jak płakała i błagała o litość. Zacisnąłem dłonie w pięści, przelewając całą złość na dłonie. Nie chciałem krzyczeć z frustracji. To by nas wydało. Kolejny krzyk dziewczyny przeszył pomieszczenia, a my już wiedzieliśmy, że jesteśmy blisko. Bardzo blisko.
Ash zatrzymał się. Drzwi obok nas były otwarte, zupełnie jakby na nas czekali. Blondyn spojrzał na Michaela, który kiwnął głową. Obaj bez żadnego ostrzeżenia, po prostu weszli do środka, ciągnąc mnie za sobą.
– Siemasz, Hemmo! – krzyknął Ashton, patrząc bezpośrednio na wysokiego blondyna. Mike spokojnie omiatał pomieszczenie wzrokiem, a ja spojrzałem na Emmę. Biedną Emmę, której z nosa leciała krew. Wytarła ją grzbietem dłoni i pociągnęła nosem. Na policzkach miała świeże ślady łez.
– Co ty tutaj robisz? – Hemmings zmarszczył gniewnie brwi, a z cienia, dość wielkiego i wysokiego pomieszczenia, wyszło dwóch mięśniaków. Rozpoznałem ich. To byli ci sami, który porwali dziewczynę.
– Wybacz przyjacielu, ale masz coś naszego. – Irwin palcem wskazał czarnowłosą dziewczynę, a ja zmarszczyłem brwi na jego dobór słów. Po chwili jednak zdałem sobie sprawę, że on każdą dziewczynę traktował przedmiotowo.
– To ścierwo? – prychnął blondyn, patrząc nienawistnie na Irwina. – Jak tu wszedłeś? Teren jest strzeżony.
– Jak widać, niewystarczająco – zakpił Ash, a jeden zbłąkany loczek opadł mu na czoło. Chłopak odgarnął go szybko, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Hemmingsem. – Czego od niej chcesz? Zdajesz sobie sprawę, że ona nic na ten temat nie wie? Jej brat zniknął i nie ma z nim kontaktu. Porwanie jej nic ci nie da.
– Gówno wiesz – warknął blondyn i wskazał na dziewczynę. – Chłopcy.
Dwóch mięśniaków podeszło do Emmy, a ona z piskiem odsunęła się. Chciałem krzyknąć, odezwać się. Ale nie mogłem, nie potrafiłem… Nie byłem w stanie. Jeden z nich złapał ją za włosy, ciągnąc do góry. Krzyknęła z bólu i zaskoczenia.
– Powiedz swoim kolegom, aby ją puścili – odezwał się opanowany Michael. – W przeciwnym razie, nie będziemy tacy mili.
Hemmings kiwnął głową na osiłków. Em opadła bezsilnie na materac, a ja bezwładnie zrobiłem kilka kroków w jej stronę. Wszystko było identycznie jak na wizji. Nagle jednak w mojej głowie pojawiła się myśl przecież widziałem jedynie swoją śmierć, a co jeśli umrę na darmo? Przecież nie widziałem tego, co działo się po zastrzeleniu mnie. Lecz zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować, Luke wyciągnął dłoń z pistoletem i wymierzył we mnie, jednocześnie naciskając spust.
Mentalnie byłem przygotowany na śmierć. W momencie gdy dwaj Łysole wpakowali dziewczynę do auta, znałem już odpowiedź: muszę ją uratować, za wszelką cenę, bez względu na wszystko. I już wtedy wiedziałem, że jeśli będzie trzeba umrzeć, aby jej pomóc, zrobię to.
Jednak pocisk nie przeszył mojej klatki piersiowej. Moje oczy zarejestrowały szybkie działanie Clifforda, który jednym strzałem sprawił, że Hemmings źle wycelował. Czyjaś para rąk owinęła się wokół mojej talii, ciągnąc mnie w bok. Wiedziałem, że to Emma. Czułem to po jej dotyku. Zdążyłem tylko pomyśleć cholera, to nie miało tak być, gdy poczułem palący ból w prawej nodze. Ból był ogłuszający. Straciłem równowagę.
– Kurwa! – Usłyszałem krzyk Ashtona, a potem serię strzałów. Widziałem, jak kilka pocisków na raz przechodzi przez ciało Hemmingsa na wylot. Czy to oznaczało, że wygraliśmy? Że nie zginąłem, a Emma jest bezpieczna?
Już miałem się cieszyć, gdy dźwięk odbezpieczanej broni przeszył ciszę, która zawisła w powietrzu po zabiciu Luke’a. Przez ból w nodze niewiele widziałem. Obraz miałem rozmazany, jednak zdążyłem zarejestrować wycelowaną we mnie lufę, a Łysy Mięśniak nacisnął spust.
Czułem jak moje serce eksploduje.
Ostatnie co widziałem, to zapłakane oblicze Emmy, pochylającej się nade mną.
Ostatnie co słyszałem, to krzyk. Krzyk pełen bólu, jeszcze większego niż w życiu słyszałem. Krzyk, który wychodził z ust Emmy. Dziewczyny, którą uratowałem, poświęcając za nią swoje życie.
A potem nie czułem już nic. 



Ostatni rozdział już za nami ;) Teraz tylko epilog, który już mam napisany. ;) Kurczę, pokochałam tę historię. ;) Kiedy dodam epilog, będzie zależało tylko i wyłącznie od tego, jak dużo z was skomentuje rozdział. ;) Jak mało – epilog pojawi się później. Jeśli dużo – epilog będzie już za dwa dni. ;) Okay? ;) Bo mam wrażenie, że nikt tego nie czyta. ;c 

9 komentarzy:

  1. Ja owszem czytam :) ostatni akapit mnie zmiażdżył jezu :'(

    OdpowiedzUsuń
  2. buczę . :( :( :(: (

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu... zabiłaś Caluma! Dlaczego?dlaczego mi to zrobiłaś?

    OdpowiedzUsuń
  4. O lol xd nie myślałam że go uśmiercisz p

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział! Czekam na epilog ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Ekstra rozdział! Nie mogę się doczekać epilogu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Smutno że umarł ale super rozdział i czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.