MENTAL - EPILOG


Siedziałam na miękkiej brązowej kanapie, ściskając w ręku zdjęcie mojego bohatera. Łzy ciekły mi po policzkach, tak samo jak wczoraj, przedwczoraj i osiem dni temu. Wydarzenia z magazynu pamiętałam jak przez mgłę.
Ból – to jedyne wspomnienie.
Ból spowodowany tym, co zdążyli mi zrobić przez te kilka godzin.
Ale przede wszystkim ból spowodowany tym, że z mojego życia zniknął ktoś, kogo nawet nie znałam, a wniósł w nie tyle rzeczy. Bo mimo iż nie znałam go, darzyłam emocjami, których nazwać nie potrafiłam. Dzięki spotkaniu z nim, miałam o czym myśleć przez zaśnięciem, miałam o czym śnić, miałam o czym myśleć od razu po przebudzeniu, przy śniadaniu, obiedzie, kolacji i znów przed zaśnięciem.
Nawet o tym nie wiedział, ale był ze mną cały czas. Albo ja z nim. Nie było chwili, abym o nim nie myślała.
– Emma? – Usłyszałam nad sobą głos Ashtona i spojrzałam do góry. Patrzył na mnie ze smutkiem w oczach. – Przyniosłem ci herbatę. – Spojrzałam nieprzytomnie na zielony kubek, który trzymał w dłoni.
Westchnął i odłożył kubek na stolik, a sam usiadł w fotelu naprzeciwko mnie. Nie zwracając na niego większej uwagi, znów skupiłam się na fotografii. Był na niej poważny, ale w jego ciemnych oczach tliły się iskierki śmiechu i szczęścia. Czarne włosy miał postawione do góry, a szara koszulka idealnie opinała jego ciało.
Za każdym razem, gdy patrzyłam na jego spokojne i wesołe oblicze, boleśnie ściskało mi się serce. Do oczu znowu napłynęły mi łzy więc odsunęłam od siebie fotografię i sięgnęłam po gorącą herbatę.
– Opowiedz mi – szepnęłam.
– O czym? – zapytał, również cicho.
– O nim. Jaki był, co lubił, a czego nie – odparłam. Chciałam go poznać, ale teraz było to raczej niemożliwe.
– Lubił jabłka i lody, karmelowe, czekoladowe i waniliowe. Nie lubił soku pomarańczowego. Kochał grać na gitarze, a fortepian w jego domu był najbardziej znienawidzonym przez niego przedmiotem, ale należał do Mali, dlatego wciąż go trzymał.
Moje serce drgnęło na wzmiankę o Mali. Niewiele myśląc, zapytałam o nią. Co się stało, czemu nie żyje. Blondyn przeczesał włosy dłońmi i zmienił pozycję. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem, a potem zaczął opowiadać.
– Byli nierozłączni, mimo różnicy tych kilku lat. Wiesz, że Calum miał… moc. Widział urywki przyszłości. – Ash przełknął ślinę. – Trzeba było się przy nim pilnować, aby nie dotknąć jego odsłoniętej skóry. Tylko Mali się do tego nie stosowała. Była jedyną osobą, która mogła go normalnie dotykać. Nie widział wizji za każdym razem, zupełnie inaczej niż w przypadku każdej innej osoby. Widział je tylko kilka razy, gdy z Mali działo się coś naprawdę złego. I właśnie tamtego roku… Zobaczył wizję. Nieprzyjemną. Nigdy nie chciał powiedzieć, co w niej było. I nikt go o to nie pytał. Bo po śmierci Mali, tylko ja z nim zostałem. Wszyscy go opuścili.
– Więc chyba byłeś dobrym przyjacielem… – dodałam cicho.
– Jedynym i najlepszym. Nie miał nikogo innego. Ufał mi bezgranicznie. A ja go zawiodłem. Pozwoliłem mu umrzeć. Na moich oczach… – Ashton szeptał, a po jego policzkach spływały łzy. Nie potrafiłam patrzeć na czyjś ból, jednocześnie odczuwając swój. To było za wiele.
– Co się stało potem?
– Nie wiem, czy Calum chciałby, abym o tym mówił, ale uważam, że powinnaś to wiedzieć. Może wtedy bardziej zrozumiesz wybór, jakiego dokonał. – Kiwnął głową, a po chwili kontynuował przerwaną historię. – Mali wlazła w niezłe gówno. Nie wiem jakie, nie posiadam takich informacji. Ale Cal chciał jej pomóc. Uważał, że skoro może pomóc, to czemu ma tego nie zrobić? Zwłaszcza własnej siostrze. Lecz wszystko poszło inaczej, niż w wizji. Nie znam szczegółów, znał je tylko Calum. Jednak kilka małych szczegółów, zupełnie zmieniło bieg wydarzeń. Skończyło się tym, że strzelił do chłopaka, ale w tym samym czasie ktoś inny popchnął Mali. A kulka zamiast chłopaka, przeszyła ciało dziewczyny – Ashton dokończył drżącym głosem. – Zabił własną siostrę – wyszeptał i zakrył twarz dłońmi.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Chciał jej pomóc. Chciał ją uratować. A zamiast tego zabił. Domyślałam się, że to musiało być straszne. Że do samego końca się z tego nie pozbierał.
– Czemu chciał mnie uratować? Przecież dobrze wiedział, że zginie... – powiedziałam cicho. Odłożyłam pusty kubek po herbacie na stolik.
– Co? – zdziwił się chłopak, gwałtownie podnosząc na mnie wzrok. – Jak to wiedział?!
– Bo… On mnie zabrał do siebie – powiedziałam. – Widziałam pokój z fortepianem i zdjęciami. Powiedział mi, że jego siostra nie żyje, a ja… Pocałowałam go i wtedy to zobaczyłam. To samo co on. Wizję. Widziałam siebie, tego obrzydliwego blondyna, zielonowłosego chłopaka i ciebie. Wszystko działo się podobnie. Strzały. Ale wtedy blondyn nie pudłował. Zabił Caluma na miejscu, jednym strzałem. Bałam się, dlatego uciekłam. – Wybuchłam głośnym płaczem.
– O mój Boże… – szepnął zszokowany blondyn. – Skłamał mi. Uratował cię specjalnie. Poświęcił się, doskonale wiedząc, jak to się skończy. – Kręcił przecząco głową, nie mogąc tego pojąć.
Ja też nie pojmowałam.
Czułam się okropnie.
Jak miałam żyć dalej, wiedząc, że ktoś oddał za mnie własne życie?
Życie, którego wcale oddawać nie musiał?
– Złamał obietnicę złożoną nad jej grobem – dodał po chwili Ashton. – Obiecał Mali, że już nigdy nikomu nie pomoże, że nie będzie próbował zmieniać przyszłości, że zrobi to dla niej i nikogo więcej już nie skrzywdzi. I złamał obietnicę, chcąc cię ratować.
Wciągnęłam głośno powietrze, oddychając szybko. Czułam, jakbym miała za chwilę się udusić. Brakowało mi powietrza.
– Nie potrafił dać sobie z tobą spokoju. Sam nie wiedział czemu. Potem jednak wymyślił, że ukryje cię z dala od Hemmingsa. Miałem mu pomóc. Ale tamtego dnia uciekłaś. Ludzie Luke’a cię złapali. A on w jednym ułamku sekundy zmienił zdanie. Postanowił cię uratować. Więc nie spieprz tego, co ci ofiarował.
Moje serce na moment przestało bić. Gdybym nie pocałowała go wtedy i nie uciekła…. On nadal by żył… W głosie Irwina słyszałam wyrzut. Miał rację. Zabiłam jego przyjaciela.
I nie miałam pojęcia, jak miałam dalej żyć z tą świadomością. 


„Bo nie ma większej miłości niż ta,
Gdy ktoś życie oddaje, bym ja mógł żyć”.



♦♦♦
Mam małą prośbę: czy KAŻDA osoba, która to przeczytała, mogłaby zostawić komentarz? Nie ważne, czy czytasz to dzień po publikacji, czy siedem lat później. Chcę po prostu wiedzieć, ile osób to przeczytało. ;) 
♦♦♦


Buuu ;c KONIEC! ;c Moje pierwsze całkowicie skończone opowiadanie. ;) Okey, zabiłam głównego bohatera i powiem Wam szczerze, że nie płakałam, gdy go zabijałam, ani nic. Rozkleiłam się dopiero w momencie, kiedy pisałam cytat na końcu. 
Chciałam Wam tyle powiedzieć, ale zawsze jak dochodzę do posłowia, nie pamiętam co miałam napisać xd. 
Dziękuję każdemu, kto przeczytał ;)
Koneko

30 komentarzy:

  1. Cudowne opowiadanie szkoda tylko że takie krótkie :-( bo naprawdę się wciągnęłam :-) masz dziewczyno ogromny talent i czytam wszystkie twoje opowiadania ( bynajmniej tak mi się wydaje) :-P i czekam niecierpliwie na One Shot z Emma i Ashtonem :-* jeszcze raz:SUPER OPOWIADANIE! :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg przeczytałam całe i jestem strasznie zadowolona. Jezu, na epilogu płakałam lol. Uwielbiam twoje opowiadania. Czekam na one shota ! Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Cały blog był super tylko szkoda że Calum umarł :( Ale taki był twój plan więc ok :) Czekam na one shota!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. przeczytałam. piszesz fajnie, podoba mi się Twój styl.
    ale zaufanie Emmy nieznajomemu facetowi było absolutnie niedorzeczne.
    mimo wszystko, cieszę się, że usmierciłaś Caluma, nie wyobrażam sobie tej historii z happy endem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do tego zaufania... masz całkowitą rację, ale miałam ograniczenie 7 rozdziałów, więc akcja musiała chcąc-niechcąc przyspieszyć. Jakbym miała 40 rozdziałów to wszystko działo by się zupełnie inaczej :) owszem, zbyt szybko mu zaufała, ale to w końcu fanfiction xD
      Myślałam też, żeby uśmiercić Emmę, ale potem zrezygnowałam, bo Calum by się już chyba nie pozbierał xD

      Usuń
    2. mi się tak podoba :) gdyby zginęli oboje opowieść miała by swojego rodzaju szczęśliwe zakończenie...a gdy zginął tylko Calum jest to jakby bardziej...realistyczne (jeśli można tak napisać), bardziej prawdziwe no i bardziej dramatyczne :)

      Usuń
  5. <3 piękne. magiczne i piękne...
    no i płaczę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Na serio napisz co było dalej z Emmą i z aschem.

    OdpowiedzUsuń
  7. ;((( świetne i smutne, świetnie piszesz i kocham czytać wszystko co wychodzi spod twojego 'pióra' xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Smutno mi teraz :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to. Az się łezka w oku kręci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak napisałaś tak zrobię :) właśnie skończyłam czytać i żałuję, że jest to takie krótkie....krótkie ale piękne :) masz ogromny talent, z resztą twoje pozostałe opowiadania tylko to potwierdzają..życzę weny, bo z takim darem niczego więcej ci nie potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mega, jeju masz talent dziewczyno. Chociaż ff jest krótkie, udało Ci się napisać i wyjaśnić wszystko idealnie. Życzę weny do następnych opowiadań. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. SUPER, EKSTRA KU*WA ZA*****TE!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Buuuuuu! I sie poplakalam !
    Cudowne ! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Naprawdę fajne to było... Mam nadzieję że będziesz dalszą część tego pisała :) ~ kisses K.

    OdpowiedzUsuń
  15. To bylo MEGA <3, ale dlaczego on umarł ????? Ciekawi mnie to jakby wyglądało to zakończenie gdyby Calum jednak przeżył...<3
    -xoPe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, prawdopodobnie byli by razem ;p
      Ale być może w marcu pojawi się coś w rodzaju One Shota na podstawie Mental, ale ze zmienionym zakończeniem ;) /Koneko

      Usuń
  16. Wow <33 cudowe. Szkoda tylko że Calum zginął ;( ~Monika

    OdpowiedzUsuń
  17. cudo, aż się poryczałam ;'( <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Cudowna historia :')

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetnie ff. Ciekawe, w prawie każdym ff Luke jest przedstawiany jako wspaniały, najlepszy itd. Miła odmiana. Jedno z najlepszych

    OdpowiedzUsuń
  20. Może to nie siedem lat później, ale spełnię Twoją prośbę :)
    Opowiadanie cudowne. Akcja momentami toczyła się trochę zbyt szybko, ale tak dobrze to wszystko wyważyłaś, że jest to niemal niezauważalne. Praktycznie żadnych błędów językowych czy gramatycznych, jedynie gdzieś literówka się zdarzyła. Zakochałam się w twoim stylu pisania. Jest tak realistyczny i niesamowity, że człowiek całkowicie wciąga się w tą historię i przeżywa ją razem z bohaterami. Szkoda, że uśmierciłaś Caluma, ale przez to czytelnicy zapewne będą mieli większy sentyment wracając do tej historii. Nie jestem typem osoby, która płacze przy czyjejś śmierci, ale uwierz, że naprawdę poruszyłaś moim zimnym jak kamień sercem, mimo tego, że od początku przeczuwałam, że Calum zginie.
    Cudowna historia i dziękuję za to, że postanowiłaś ją napisać. Chciałabym mieć tak wielki talent jak ty :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Kate xXx

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.