MENTAL - Rozdział 6




 – Ashton, mamy problem – powiedziałem, gdy tylko odebrał. Co prawda dopiero za szóstym razem.
– Cal, stary, przeszkadzasz mi – jęknął do telefonu. – Co się dzieje?
– Zabrali Emmę. Ci kolesie. Zupełnie jak w wizji. Ash, musisz mi pomóc. Musisz, rozumiesz? Ja muszę jej pomóc – mówiłem coraz bardziej spanikowany. Jeśli będą z nią robić to, co na moich wizjach, nawet gdyby wyszła z tego cało, będzie miała problemy do końca życia i cały czas będzie to wspominać. A to zniszczy jej życie.
– Obiecałeś. Obiecałeś to jej. Nad jej grobem. I chcesz teraz złamać obietnicę?
– Nie będę siedział bezczynie, skoro mogę uratować dziewczynie życie! – krzyknąłem zły, dosłownie trzęsąc się z wściekłości i bezradności. – Nie mogę tak, Ashton. Ale tym razem będzie inaczej. Tym razem nikogo nie zabiję – dodałem cicho.
– Wiesz gdzie ją zabrali? Albo wiesz, kim jest koleś z wizji? – Głos Ashtna był zmęczony. A może on był zmęczony mną?
– Wysoki blondyn. Z kolczykiem w wardze. I zabrali ją do jakiegoś dużego magazynu, a z tego co wiem, w pobliżu jest tylko jeden.
– Wiesz w co się wpakowaliśmy? – Ashton aż kipiał wściekłością. – Hemmings.
– Nie znam gościa – odparłem i podniosłem się z ziemi, z której nie ruszyłem się od chwili, gdy widziałem jak auto z Emmą odjeżdża.
– Powinieneś się cieszyć. Parszywy gnojek. Popytałem nieco, ale nic ci nie mówiłem. Emmy brat wpadł w czarne interesy Hemmingsa. I rok temu uciekł z całą masą towaru. Hemmings był wściekły i ścigał biedaka przez prawie dziesięć miesięcy. Dopiero niedawno dowiedział się, że chłopak miał młodszą siostrę i postanowił to wykorzystać. Kiedyś miałem nieprzyjemność pracować z tym kretynem. Niezbyt przyjemne doświadczenie. Blondas chyba nie myje zębów.
Westchnąłem. Powoli ruszyłem w stronę domu, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć Irwinowi. Westchnąłem po raz kolejny, a potem znowu i znowu. Nie wiedziałem co robić. Ale na szczęście skutki uboczne przekazania wizji już opadły i odzyskiwałem siły, w całkiem dobrym czasie. Jeszcze tylko kilka minut i będę jak nowy.
– Będę po ciebie za piętnaście minut, biorę ze sobą Clifforda, przyda się jeszcze jedna para rąk do trzymania spluwy – oznajmił Ash i usłyszałem już tylko dźwięk przerwanego połączenia.
Przebiegłem przez bramę, a w głowie huczało mi tysiące myśli. Jak nas tu znaleźli? Co z Emmą? Czy już jej coś zrobili? Czy zdążę na czas? Czy wizja się sprawdzi?
To ostatnie martwiło mnie najbardziej. Ostatnim razem wizja się nie sprawdziła. Z początku wszystko szło dobrze, ale później… Pokręciłem głową, odrzucając obrazy, które widziałem w głębi duszy.
Nie mogę do tego wracać, nie teraz.
Zanim Ashton przyjechał, zdążyłem przebrać się w czarne spodnie, czarną koszulkę i tego samego koloru bluzę i buty. W momencie gdy wjechał samochodem na mój podjazd, rozmyślałem, czy powinienem mu powiedzieć, jak kończy się wizja. Że kulka leci w moją stronę i prawdopodobnie mnie zabija. Czy wiedząc to, dalej by mi pomagał?
Spojrzałem na zdjęcie Mali, wiszącej w jednej z setek ramek, a później na czarny fortepian, na którym uwielbiała grać.
– Przepraszam… – wyszeptałem i wyszedłem, trzaskając drzwiami frontowymi i nie dbając o to, że zostawiam dom otwarty.
Wsiadłem do czarnego SUVa Irwina i przywitałem się z Michaelem. Mimo powagi sytuacji, roześmiałem się, widząc jego zielone włosy. Uprzejmie mi wyjaśnił, iż to jego nowy image. Gdy widzieliśmy się ostatni raz, jego włosy miały kolor buraka. Dosłownie.
– Trzymaj to – Clifford podał mi czarny, lśniący pistolet. – Domyślam się, że będzie potrzebny.
Niepewnie wziąłem broń do ręki. Ostatni raz gdy się takim posługiwałem, zginęły niewinne osoby i od tamtej pory nawet nie miałem pistoletu w dłoni. Aż do dziś. Ten dzień najwyraźniej jest dniem zmian, łamania zasad i obietnic. Czy po tych kilku latach dalej wiem, jak się tym posługiwać?
Takich rzeczy się nie zapomina.
– Kim jest dla ciebie ta laska, że chcesz ją ratować? – zapytał Mike, który nie wiedział nic o moich umiejętnościach, mocach, przekleństwach, darach… Jak zwał, tak zwał. Czasem przydatne, ale w większości czasu irytujące i drażniące.
– Nikim, tak naprawdę…
– Więc jedziemy na złamanie dupy, aby ratować jakąś laskę, która jest nikim? Hood, czy ty, do cholerki jasnej, wiesz, kim jest Luke Hemmings? Największe ścierwo w mieście i uwierz mi, nie chcesz mieć z nim na pieńku. Zgodziłem się, bo facet wisi mi sporo, a Ash mówił, że to ważna sprawa. – Zdenerwował się zielono-włosy.
– Bo to ważna sprawa. Dla Caluma – odparł ostrożnie Ashton, zerkając na mnie kątem oka. W jego oczach tliło się coś, co nazwać mogłem troską. Kiwnąłem mu w podziękowaniu głową.
– Michael… Zrobiłeś kiedyś coś tak strasznego, że śnisz o tym prawie codziennie, myślisz o tym prawie cały czas i przede wszystkim, z każdą sekundą coraz bardziej tego żałujesz? Zabiłeś kiedyś kogoś? – Spojrzałem mu prosto w oczy.
– Stary, ja tylko rozprowadzam dragi, nie jestem mordercą. – Uniósł dłonie do góry w geście poddania.
– No widzisz. A ja zabiłem. A jedynym sposobem, abym poczuł się odrobinkę lepiej, jest uratować czyjeś życie, jeśli tylko wiem, że mogę. Nie zamaże to całej mojej winy, o nie. Ale przynajmniej będę żył nie tylko ze świadomością, że przeze mnie ktoś nie żyje, ale także, że dzięki mnie ktoś dalej tutaj jest. Rozumiesz?
– Rozumiem, Hood.
– Nie, Clifford, nie rozumiesz. I nie zrozumiesz. Bo niczego takiego nie przeżyłeś. Nie wiesz, jak to jest. Nie masz pieprzonych wyrzutów sumienia, że gdybyś tylko nie miał głupich, dobrych intencji i nie wpychał się tam, gdzie nie powinieneś, to ktoś dalej by żył.
– Daj mu spokój, Cal – mruknął Ashton, skręcając ostro w prawo. – Przez was prawie nie zauważyłem zjazdu – warknął.
Wjechaliśmy w leśną drogę, która prowadziła na obrzeża miasta. Nie jechaliśmy długo. Kilka minut później Ashton zatrzymał samochód i zgasił silnik. Zamknąłem oczy, a moje ciało się spięło.
A co jeśli coś pójdzie nie tak, ale tak bardzo nie tak?
Potrząsnąłem głową i odetchnąłem głęboko. Czułem na sobie spojrzenia Asha i Mike’a, lecz zignorowałem je. Czy dobrze zrobiłem pakując się w to? Oczywiście. Jak mógłbym nie pomóc, skoro wiem, że mogę?
Bo obiecałeś.
– Obiecałem – wyszeptałem cicho. – Obiecałem ci, Mali, ale muszę zerwać obietnicę. Wybacz mi – szeptałem, a po moim policzku popłynęła jedna zła, którą starłem wierzchem dłoni. Wziąłem jeszcze kilka głębokich oddechów i już miałem mówić "więc chodźmy”, gdy w szybę kierowcy coś zastukało. W wrażenia aż podskoczyłem na siedzeniu, kątem oka widząc, jak Clifford celuje pistoletem w kogoś na zewnątrz.
– Spokojnie – zaśmiał się Irwin i opuścił szybę. – Siemasz, Zayn. – Przybił piątkę z mężczyzną stojącym tuż przy jego oknie.
– Siema, stary. Tylko trzech was?
– Tak. Um, Zayn, to jest Calum i Michael. Chłopaki, to Zayn Malik, który pomoże nam ominąć kamery wokół terenu Hemmingsa. Bez niego złapaliby nas od razu.
– Nie ma sprawy, ale – podniósł do góry palec wskazujący – to jedyne co dla was robię. Nie wchodzę do środka. – Przeczesał dłonią czarne włosy i spojrzał na nas uważnie.
– Jasne – kiwnąłem mu głową. – Wychodzimy – oznajmiłem i wysiadłem z auta.
– Spokojnie – Zayn zmarszczył brwi, patrząc na mnie niepewnie.
– Jak mam być spokojny, no jak?! Już pewnie jej coś zrobili!
– Wątpię. Ewentualnie nieco poturbowali, ale Hemmings dopiero co wrócił z akcji, więc mamy jakieś dwadzieścia minut.
– Skąd to wiesz? – Tym razem to ja byłem niespokojny i niepewny. Skąd Ashton go wytrzasnął? Skąd koleś zna położenie każdej kamery? Skąd wie, kiedy wrócił? I dlaczego nam pomaga? Spojrzałem spod zmrużonych powiek na Irwina, który podszedł do mnie i lekko popchnął do tyłu, dając mi znak, żebym odszedł kawałek, co zrobiłem.
– Spokojnie, Zayn jest naszą wtyczką u Hemmo – powiedział cicho.
– Naszą? Wtyczką? – Wiedziałem, że Ashton ma nieco nieprzyjemne towarzystwo i znajomości, ale że aż tak?
– Po prostu mu zaufaj, dobra? Albo zaufaj mi. – Spojrzał mi poważnie w oczy, a ja lekko kiwnąłem głową.
– Cholera, czuję, że to nie skończy się dobrze – mruknąłem sam do siebie i poszedłem za chłopakami, którzy już ruszyli w głąb lasu. – Cholera jasna…
Zacząłem mieć wątpliwości, bo… co jeśli stanie się coś, co zmieni przebieg wydarzeń i będzie zupełnie inaczej niż w wizji?
Ale z drugiej strony… Jeśli tak się stanie, nie zginę.
A tego, jak potoczy się sytuacja za kilkanaście minut, dowiem się dopiero na miejscu.
I mam ogromną nadzieję, że tym razem niczego nie skopię. 


Okey, so... Został już tylko rozdział, w którym no cóż, dowiecie się prawie wszystkiego, a to co nie zostanie wyjaśnione, będzie w epilogu. /Koneko 

4 komentarze:

  1. Fajny rozdział,jak każdy. :) /@didisanpink

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest najlepsze opowiadanko jakie czytałam! Kocham Twoje prace <3
    ~ ciastek ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział! :)
    Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałeś nominowany do Libster Aword. Powodzenia i pozdrawiam :) (http://wpierscieniuczasu.blogspot.com/2014/09/libster-award.html)

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.