MENTAL - Rozdział 3




Krążyłem zirytowany między półkami w supermarkecie i wciąż nie mogłem uwierzyć w to, co właśnie robiłem. Śledziłem ją już od dwóch godzin i nie potrafiłem uporządkować własnych myśli, tłukących się w mojej głowie.
Ashton spisał się idealnie. Wykorzystał swoje kontakty, w które nigdy się nie wgłębiałem. Jego nielegalne interesy nie były moją sprawą, dopóki z nim było wszystko dobrze. Teraz jednak się cieszyłem, że mój przyjaciel obraca się w takich kręgach. Znalazł Emmę już po dwóch dniach.
Przyglądałem się słoikom z dżemem wiśniowym, a jednocześnie kątem oka lustrowałem całą alejkę. Emma stała przed półką z sosami, które wystarczyło jedynie podgrzać. Szybki i dosyć tani obiad.
Blokowałem większość myśli i emocji, które napływały do mojej głowy i starałem się wyglądać jak najnormalniej. O ile było to możliwe. Na zewnątrz było ponad 30 stopni, a ja byłem w czarnych rurkach i bluzie z kapturem tego samego koloru. Ludzie patrzyli na mnie nieufnie, ale nic nie potrafiłem na to poradzić.
Żeby nie wzbudzać więcej podejrzeń, niż już zdążyłem, wziąłem z regału jeden z małych słoiczków i ruszyłem powoli alejką, oglądając produkty i wciąż nie spuszczając z szatynki wzroku. Długie opalone nogi zasłaniały jedynie krótkie pomarańczowe szorty, a białe sandałki pasowały idealnie do prześwitującej bluzki, którą miła na sobie. Czarne włosy miała spięte w luźnego kitka.
W końcu zdecydowała się na któryś z sosów i włożyła go do koszyka wypełnionego zakupami. Ku mojemu szczęściu, skierowała się w stronę kas. Niezauważenie odłożyłem słoik dżemu na którąś z półek, nawet nie patrząc na jaką i stanąłem w kolejce obok. Wyciągnąłem dłoń i wybrałem niebieską paczkę gum do żucia.
Jedyny mądry zakup.
Tak jak się spodziewałem, szybko przyszła moja kolej i zapłaciłem. Nie śpiesząc się, wyszedłem ze sklepu i stanąłem w cieniu, tuż obok jakiegoś samochodu na parkingu. Teraz musiałem uważać, gdyż rzucałem się w oczy moim ubiorem.
Wciąż nie wiedziałem, dlaczego to robię. Właściwie nie wiedziałem, do czego dążę i czego oczekuję. Czy rzeczywiście znów chciałem bawić się bohatera i sprowadzić kolejne nieszczęścia? Nie, zdecydowanie nie. Już zbyt wiele niezatartych ran było na mojej duszy, żebym chciał dodać ich więcej. To mogło by być już ostatecznym ciosem. Załamanie byłoby czymś nieuchronnym, czymś, czemu bym się nie oparł, byłbym bezsilny. A tego nie chciałem. Lubiłem mieć kontrolę nad swoim życiem, a przynajmniej względne jej poczucie.
Dziewczyna wyszła ze sklepu i skierowała się w stronę swojego domu. Odetchnąłem. Jeśli do końca wieczora z niego nie wyjdzie, wszystko będzie w porządku i będę mógł wrócić do domu, uprzednio sprawdzając, czy aby na pewno nie opuści mieszkania. Ruszyłem w pewnej odległości za nią, chowając dłonie do kieszeni spodni.
Wszystko wydawało się w porządku. Szła zdecydowanym krokiem, podśpiewując i machając torbą z zakupami. Z tego co dziś zauważyłem, była wesołą i energiczną dziewczyną, więc jak to możliwe, że naraziła się komuś aż tak bardzo, że chciałby ją skrzywdzić? Zamyślenie się na ten temat, było wielkim błędem.
Emma zderzyła się ramieniem z idącym z naprzeciwka mężczyzną. Wyglądał jakby wyszedł prosto z jakiegoś baru, gdzie pracował jako ochroniarz. Szerokie bary, napakowany i łysy. Szatynka wypuściła z rąk reklamówkę i schyliła się, aby ją podnieść. Mężczyzna nawet nie mówiąc przepraszam, ruszył dalej niewzruszony.
Cham.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła i wtedy jej wzrok padł na mnie. Widziałem w jej oczach, że mnie rozpoznała. Nie miałem jak uciec, jak się schować. Szybko przemyślałem wszystkie możliwości i stwierdziłem, że nawet nie mam co udawać. Podszedłem więc do niej i pomogłem pozbierać zakupy. Uśmiechnęła się do mnie lekko, gdy podałem jej reklamówkę.
– Dziękuję.
– Nie ma za co.
Uśmiechnąłem się.
– Jest za co, jest. Ratujesz mnie już po raz drugi, może miałbyś ochotę na herbatę lub kawę? Zrobiłam rano szarlotkę. Zapraszam. – Patrzyła na mnie przenikliwym niebieskim wzrokiem, że wprost nie dało się odmówić.
– Nie boisz się? W końcu się nie znamy. – Brawa dla mnie, mistrza wykręcania się z niewygodnych sytuacji.
– Zawsze możemy się poznać, prawda? To jak? Mieszkam niedaleko.
Woah, niezła jest.
Zdziwiony jej odwagą, pokiwałem głową i z uśmiechem się zgodziłem. Przecież nie muszę nic konkretnego robić, prawda? To przecież zwykłe ciastko i kawa. Nic więcej. Więc czemu ogarnęło mnie dziwne uczucie? Przeczucie, że coś się wydarzy?
– Tak właściwie, to Emma jestem – wyciągnęła w moją stronę szczupłą dłoń, lecz nie uścisnąłem jej. Cofnęła ją niepewna.
– Calum.
Uśmiechnąłem się przepraszająco i naciągnąłem na dłonie ściągacze rękawów bluzy. Pokiwała jedynie zamyślona głową i wskazała ręką kierunek, w którym się udaliśmy. Rzeczywiście mieszkała niedaleko, ale ja już o tym wiedziałem wcześniej. Idąc razem z nią, rozglądałem się dyskretnie na boki. Skoro już wiem, że jest w niebezpieczeństwie, równie dobrze mogę się rozejrzeć za jakimiś podejrzanymi typami, co nie?
Wpisała kod do klatki schodowej i otworzyłem przed nią drzwi. Spłonęła rumieńcem, zupełnie, jakby nikt nigdy jej tak nie traktował. Zastanowiło mnie to. Jednak o nic nie pytałem. Po chwili już byliśmy w środku. Kazała mi się rozgościć, więc to zrobiłem. Miała naprawdę wygodną kanapę w salonie. Jednak nie chcąc być niegrzeczny, zapytałem czy jej w czymś pomóc.
– Mógłbyś wyjąć talerze z tej szafki u góry? Takie małe, porcelanowe z ręcznymi malunkami czarnych kwiatów. – Uśmiechnęła się w podziękowaniu i zalała filiżanki z kawą wodą. – Słodzisz?
– Tak, dwie łyżeczki. I mieszaj w prawo – palnąłem, na co szatynka wybuchła śmiechem.
Pokręciła głową z udawaną dezaprobatą i ze śmiechem wzięła ode mnie talerzyki, na które nałożyła po dużym kawałku ciastka. Wziąłem filiżanki, a ona zaprowadziła nas z powrotem do salonu. Ponownie rozłożyłem się wygodnie na kanapie, a ona usiadła obok mnie. Cholera, stanowczo zbyt blisko. Starałem nie dać po sobie poznać, że nieco się spiąłem. Żeby pokazać, jak barwo jestem rozluźniony, zarzuciłem ramię na oparcie kanapy, tuż za nią. Uśmiechnęła się do mnie słodko.
– Tak szybko wtedy wyszedłeś z metra, że nie zdążyłam ci podziękować. Gdyby nie ty, leżałabym jak idiotka. – Pokręciła głową z westchnieniem.
– Nie masz zbyt dobrej koordynacji ruchowej, czyż nie? – Uniosłem w rozbawieniu brwi.
– Oj, przestań! – Szturchnęła mnie łokciem z rozbawieniem. – Więc, Calum, może opowiesz mi coś o sobie?
– Jestem raczej nudny – zaśmiałem się.
– I najwyraźniej nawet w upał jest ci zimno – zaśmiała się z mojego czarnego ubioru.
To nie tak, że nie było mi gorąco. Bo było. Ale nie mogłem. Musiałem chronić swoją skórę i wcale nie byłem wampirem. Dzięki tej myśli wpadłem na śmieszny pomysł. Pochyliłem się nad Emmą i teatralnym szeptem wyznałem:
– Jestem w a m p i r e m. – Roześmiała się głośno na moje słowa, odchylając głowę do tyłu. Naszła mnie myśl, że wygląda strasznie uroczo.
Zlituj się Cal, uroczo nie należy do twojego słownika.
– Może jednak chciałbyś zdjąć tę bluzę? – Pochyliła się nade mną i rozsunęła zamek czarnej bluzy, ukazując zieloną koszulkę bez rękawów.
Cholera, gra ostro.
Niezręcznie zdjąłem bluzę i odłożyłem na bok. Starając się ukryć stres wywołany tą nagłą nagością i jej bliskością, sięgnąłem po talerzyk z szarlotką i nabierając łyżeczką kawałek, wsadziłem go do buzi.
– Dobre – powiedziałem z uznaniem.
– Dziękuję. – Na jej policzkach znów pojawił się rumieniec.
Zdziwiło mnie to, jak szybko się zmienia. W jednej chwili jest pewna siebie i cholernie seksowna, a w drugiej rumieni się na pochwały. Było to na swój sposób słodkie, ale także i śmieszne. A może nawet bardziej śmieszne niż słodkie. Bo ja nie używam takich słów jak słodkie czy urocze. Kawa także była bardzo dobra, idealnie posłodzona i mocna.
– O! Masz tatuaże! – krzyknęła z podekscytowaniem i nim zdążyłem zareagować, dopadła do mojej klatki piersiowej i dotknęła dwóch tatuaży, po jednym na każdym obojczyku. MMXII i piórko.
To był błąd. Okropny błąd, jaki zrobiła.
Przeniosłem się w zupełnie inne miejsce. Stary magazyn. Wysoki blondyn. Emma na podłodze. Jej krzyk. Krzyk pełen bólu. Czułem ten ból, jak emanował we mnie.
Odsunąłem się od dziewczyny. Oddychałem zbyt szybko, a źrenice za pewne miałem rozszerzone. Kurwa mać, czy ona musiała mnie dotykać?! Dziewczyna patrzyła na mnie zaskoczona. Wziąłem głęboki oddech, ale to wcale mnie nie uspokoiło.
– Ja… Wybacz, muszę iść.
I nie czekając, wybiegłem z jej mieszkania. Jak najdalej. 



W końcu jest rozdział :) Co o nim sądzicie? /Koneko 

3 komentarze:

  1. Jej. No wreszcie. Super ten rozdział. Czekam na kolejny. xx Twoja Fanka huehuehuehue

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie. Długo czekałam ale warto było :) . Strasznie mnie ciekawi co się stało w tej fabryce. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! Masza rękę do pisania! Jestem ciekawa co się wydarzyło w fabryce...
    http://bailarina-de-color.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.